Wagony wypadły z torów i uderzyły w dworzec (szczegóły,...

    Wagony wypadły z torów i uderzyły w dworzec (szczegóły, wideo, zdjęcia)

    Mateusz Feder, Tomasz Nieciecki, Zbigniew Borek, (jm)

    Gazeta Lubuska

    Gazeta Lubuska

    Tak wygląda miejsce wypadku

    Tak wygląda miejsce wypadku ©Tomasz Nieciecki

    W Zwierzynie koło Strzelec Krajeńskich, na stacji Strzelce - Wschód, wykoleił się pociąg. Wagony bez lokomotywy wypadły z torów, uderzyły w budynek stacyjny. O 5.00 rano w szpitalu zmarła trzecia ofiara tej katastrofy - 18-letnia mieszkanka Zwierzyna.
    Tak wygląda miejsce wypadku

    Tak wygląda miejsce wypadku ©Tomasz Nieciecki


    Paweł Kozłowski

    (fot. Paweł Kozłowski)

    Na miejscu wypadku jest nasz reporter



    Godzina 23.50

    Nasz reporter jest na miejscu, widzi przewrócony skład siedmiu wagonów towarowych, jeden wbity w budynek, są cztery wozy strażackie, trzy radiowozy. W budynku, w który uderzył pociąg, mieszkało kilka rodzin (noc spędzą w gminnym ośrodku kultury).

    Reporter słyszał, jak jeden ze strażaków mówił prokuratorowi, że pod wagonem są prawdopodobnie dwa ciała.

    Przyczyny wypadku są jeszcze nieznane. Jedna z hipotez zakłada, że wagon odczepił się od składu.
    Wszystkiemu przygląda się około 300 osób. Zjechało się pełno samochodów z okolicy. Ale w miejsce wypadku nie ma dojścia.

    Niebawem kolejne informacje.



    Godzina 00.10

    Nasz reporter został wpuszczony na gruzowisko, które powstało wskutek wypadku. - Jeden wagon wjechał cały do mieszkania. Przed budynkiem widzę dwa wagony wbite w siebie. Zburzyły stare ubikacje dworcowe i dopiero potem uderzyły w dom - relacjonuje reporter ,,GL''.

    Jak powiedział nam rzecznik strzeleckiej policji Andrzej Węglarz, pociąg przywiózł materiał do pobliskiej firmy Eurovia, a potem już rozładowane wagony - z niewiadomych przyczyn - stoczyły się i przejechały około 2 km bez lokomotywy.

    Zauważyło je kilka dziewczyn. Jedna nie zdążyła uciec. Teraz - jak powiedziała nam policja - walczy o życie w gorzowskim szpitalu. Ma 18 lat.

    Jedna osoba nie żyje na pewno, została już zidentyfikowana, mieszkała na parterze budynku. W jego drugiej części, do której siłą uderzenia przebił się wagon, znaleziono właśnie rozczłonkowanego człowieka.
    Ofiary to ok. 50-letni mężczyzna i ok. 70-letnia kobieta.

    Niebawem kolejne informacje.

    Godzina 00.20

    Ustaliliśmy, że wagony stoczyły się z bocznego toru. Świadkowie mówią, że jechały z dużą prędkością, dochodzącą nawet do 100 km na godzinę. Stąd siła uderzenia musiała być duża. Zwłaszcza że skład ważył łącznie aż 160 ton. Trzy wagony były pełne kruszywa.




    Godzina 0.25 - pierwsze informacje ze szpitala

    Nasz reporter jest w szpitalu wojewódzkim w Gorzowie, dokąd trafiła 18-letnia dziewczyna, ofiara wypadku. Na Izbie Przyjęć poinformowano nas, że jest ona badana. Rodziny nie ma na miejscu, nie wiadomo, kiedy zakończą się badania.

    Godzina 0.30

    Prokurator nakazał odgruzować miejsce wypadku, żeby upewnić się, że nie ma więcej ofiar.

    Godzina 0.31

    Wiadomość ze szpitala: dziewczyna ma zmiażdżoną miednicę. Nie udało nam się potwierdzić informacji, czy jej życiu zagraża niebezpieczeństwo.

    Godzina 0.35

    W tej chwili skończyła się narada sztabu kryzysowego, z którego wychodzą strażacy, prokurator, policja, przedstawiciele starostwa i gminy. Zdecydował, że obiekt zostanie umownie podzielony na dwie części i krok po kroku dokładnie przeszukany.

    - Najpierw musimy stwierdzić, czy w gruzowisku nie ma innych ofiar - powiedział nam Tomasz Górniak ze strzeleckiej straży pożarnej.

    Na razie służby ratunkowe są przekonane, że znalazły szczątki dwóch osób. - Ale absolutnej pewności nie mam, bo ciała są rozczłonkowane - powiedział ,,GL'' Górniak.

    W drodze na miejsce jest inspektor nadzoru budowlanego, który zaproponuje sposób usunięcia wagonu z wnętrza budynku. Gruzowisko musi być uprzątnięte . - I jest to akcja obliczona na wiele godzin - mówi Górniak.

    Godzina 0.40

    Reporter widzi wystające z gruzowiska ludzkie stopy.

    Godzina 0.45

    Informacja ze szpitala: operacja dziewczyny powinna potrwać do 4.00 nad ranem.

    Godzina 0.50

    W Zwierzynie na zakręcie stoi tłum gapiów i mediów z całego regionu. Ludzie przez komórki na bieżąco relacjonują, co się dzieje.

    - W budynku mieszkało sześć rodzin, jedna na zniszczonym parterze, pięć na piętrze. Ci, którzy ocaleli, są zszokowani. Jakby zupełnie nie zdawali sobie sprawy, że otarli się o śmierć, mówią o tym, że trzeba będzie wyremontować mieszkanie albo kupić nowe meble. Jeden z mieszkańców usiłował nawet po gruzach wrócić do swojego mieszkania - mówi nam Andrzej Wiśniewski, sekretarz gminy Zwierzyn. Na miejscu tragedii są też: burmistrz strzelec Tadeusz Feder i starosta Andrzej Bajko. - Prawdziwy dramat - powiedział krótko ten ostatni



    Górniak jest strażakiem od 15 lat i o takim wypadku nigdy nie słyszał.

    Godzina 0.58

    Jeden ze strażaków, wychodząc z gruzowiska: - To wygląda masakrycznie, tego nie da się opisać...

    Godzina 1.00

    Ireneusz Skotarczak, który mieszkał 50 lat w zburzonym budynku na pierwszym piętrze, mówi, że oglądał z rodziną telewizję i nagle usłyszeli huk. - To było to jak trzęsienie ziemi, podłoga uniosła się na 1,5 metra! Uciekliśmy z żoną w jednej chwili - opisuje.

    Teraz się boi się, że wszystko runie, gdy wagon zostanie wyciągnięty z budynku. Na razie nie chcą nigdzie iść, stoją na miejscu tragedii, żeby ocalić część dobytku.

    Godzina 1.10

    Reporter rozmawiał z poszkodowanymi.

    - Akurat oglądałem telewizor, kiedy usłyszałem potężny huk - mówi Mieczysław Pawelec, mieszkaniec piętra zniszczonego dworca. - Budynek cały się zatrząsł. Nie wiedziałem, co się dzieje. Myślałem, że to prawdziwe trzęsienie ziemi. W powietrzu unosiła się kupa kurzu. I ten niesamowity łomot... Kiedy podszedłem do okna, zobaczyłem, że zniknął garaż, budynki gospodarcze i szczytowa ściana dworca. Wtedy rzuciłem się na na pomoc mojej kobiecie, Róży, która w tym czasie się kąpała.

    Rozalia Stelmach: - Byłam akurat w wannie, kiedy usłyszałam potężny huk, odczułam uderzenie w budynek i dosłownie na własnej skórze poczułam, że trzęsą się ściany. Nie wiedziałam, co robić, więc skuliłam się w sobie i siedziałam wodzie. Dopiero po chwili ochłonęłam, a w tym czasie do łazienki dobijał się już Mieczysław. Nie mógł otworzyć drzwi, bo uderzenie zniekształciło futrynę. W końcu zdołał mnie stamtąd wyciągnąć.

    Pan Mieczysław: - Usłyszałem krzyki dziewczyn, że któraś z nich podobno leży pod pociągiem. Podbiegłem tam i rzeczywiście zobaczyłem przygniecioną wagonem znaną mi nastolatkę ze Zwierzyna. Służby ratownicze już się nią zajmowały.

    - Mieszkam w tym budynku od 50 lat. 40 lat pracowałem na kolei i nigdy mi nie przyszło do głowy, że coś takiego się może zdarzyć! - załamywał ręce Zenon Jarmuszkiewicz tuż po wyjściu z policyjnego przesłuchania w Gminnym Ośrodku Kultury około 3.00 w nocy.

    Zbigniew Borek

    - Mieszkam w tym budynku od 50 lat. 40 lat pracowałem na kolei i nigdy mi nie przyszło do głowy, że coś takiego się może zdarzyć! - załamywał ręce Zenon Jarmuszkiewicz tuż po wyjściu z policyjnego przesłuchania w Gminnym Ośrodku Kultury około 3.00 w nocy.


    (fot. Zbigniew Borek )

    Godzina 1.15

    Przed budynkiem Gminnego Ośrodka Kultury nasz reporter rozmawia z Lesławem Chorościnem, kierownikiem Wytwórni Mas Bitumicznych Eurovia w Owczarkach, 2 km od miejsca tragedii. To z tej wytwórni ruszył feralny skład. Kierownik jest wstrząśnięty. - Niewyobrażalna tragedia - mówi.

    Oto, co ustalił. - Firma rozładowująca u nas wagony z kruszywem miała awarię koparki. W czasie jej naprawy skład z siedmioma wagonami nagle ruszył z miejsca. Zobaczył to ochroniarz, który mnie powiadomił. Według jego relacji pracownicy biegli obok rozpędzających się wagonów i próbowali je zatrzymać za pomocą ręcznego hamulca, a nawet przy użyciu koparki. To im się jednak nie udało i doszło do tej dramatycznej sytuacji... - mówi kierownik Chorościn. Informuje on, że bocznica do wytwórni należy do spółki PKP Polskie Linie Kolejowe, której przedstawiciele byli już na miejscu, w Owczarkach.

    - Sprawdzili dokumentację, sfotografowali lokomotywę. To do niej skład powinien być podłączony. Nie wiem, czy był... Nie wiem też na razie, czy pod kołami wagonów były specjalne płozy hamujące, ale na pewno przedstawiciele PKP ich przy torach nie znaleźli. Być może dlatego, że ich tam nie było, ale to dopiero się wyjaśni - mówi nam Chorościn. Jego zdaniem niemożliwe jest, żeby na tak krótkim odcinku skład rozpędził się do 100 km/h, o czym opowiadali świadkowie. - Na pewno tory w stronę Zwierzyna mają spad, ale bardzo niewielki - dodał.



    Godzina 1.25

    - Strop na pierwszym piętrze dworca trzyma się jedynie na wagonie - stwierdził inspektor budowlany, który ocenia w tej chwili sytuację. Obawia się, że jak wagon zostanie wyciągnięty, to wszystko runie.

    Wójt Zwierzyna Eugeniusz Krzyżanowski powiedział nam, że od rana razem z PKP będzie szukał lokali zastępczych dla poszkodowanych.



    Godzina 1.36

    Przejeżdżające obok miejsca tragedii pociągi zwalniają, a pasażerowie przyklejeni są do okien.


    Godzina 1.46

    Strażacy pracują przy rozgruzowywaniu mieszkania. Reporter widzi w środku cały wagon.

    Godzina 1.49

    Wójt Zwierzyna Eugeniusz Krzyżanowski poinformował nas, że już teraz razem z PKP w Gorzowie i powiecie strzelecko - drezdeneckim zaczęło się szukanie nowych mieszkań dla poszkodowanych w katastrofie. Pewne jest bowiem, że nie będę mogli wrócić do zniszczonego budynku.

    Godzina 1.55

    Jeden z gapiów powiedział nam, że znał ofiarę śmiertelną katastrofy. To pracownik stacji paliw w Strzelcach, który tankował kierowcom samochody.

    Godzina 2.00

    Informacja z bloku operacyjnego gorzowskiego szpitala wojewódzkiego: wciąż trwa operacja poszkodowanej w katastrofie nastolatki.

    Godzina 2.11

    Strażacy z Międzyrzecza przywieźli w kontenerze ciężki sprzęt używany przy różnego rodzaju katastrofach.

    Wszyscy zostali odsunięci na bezpieczną odległość. Akcji przygląda się jeszcze około 40 gapiów. Na miejscu jest także kilkoro mieszkańców dworca. Liczą, że uda im się ocalić coś ze swojego dobytku. Jednak w tej chwili ciężko powiedzieć, czy będzie to możliwe.

    Mówi się, że akcja odgruzowywania może potrwać nawet do południa.
    W tej chwili strażacy montują swój sprzęt.

    Godzina 2.20

    Na miejsce przyjechało pomagać sześciu strażaków ochotników z Drezdenka.

    Godzina 2.28

    Strażacy z Międzyrzecza odpalili sztuczne oświetlenie. Przy dworcu zrobiło się jasno jak w dzień.

    Prace idą pełną parą. Przy odgruzowywaniu pracuje w tej chwili około 40 strażaków.

    Godzina 2.30

    Na miejsce dramatu przyjeżdża specjalistyczny sprzęt strażacki do pracy przy gruzowiskach. - Oczyścimy obiekt, ale wagonów nie będziemy w stanie usunąć, bo nie mamy odpowiedniego sprzętu. Tym będzie musiał się zająć właściciel, czyli PKP - mówi Górniak ze strzeleckiej straży pożarnej.

    Pragnący zachować anonimowość policjant twierdzi, że prace będą musiały być prowadzone bardzo ostrożnie z uwagi na to, że pod gruzami wciąż są szczątki ofiar. - Zakładamy, że dwóch, o których już wiemy, ale do czasu szczegółowego sprawdzenia nie możemy wykluczyć, że śmiertelnych ofiar jest więcej. Szczątki musimy... jakkolwiek to brzmi, dopasować, zewidencjonować - mówi.

    Policja na razie nie zastanawia się nad tym, kto jest winny tragedii. - Zwykle za skład odpowiadają maszyniści, ale trudno powiedzieć, czy tak było w tym wypadku, bo jest przecież noc, a wagony były w trakcie rozładunku - mówi jeden z policjantów w rozmowie z naszym reporterem. Z rozmowy z Lesławem Chorościnem, szefem Wytwórni Mas Bitumicznych, z której feralny skład wyjechał, wynika, że maszyniści w trakcie rozładunku po prostu spali w hotelu. Zdaniem wspomnianego policjanta w grę wchodzi kodeksowy przepis o "katastrofie w ruchu lądowym", za który grozi znacznie wyższa kara niż za "zwykły wypadek". - Trudno w tej chwili powiedzieć, czy i komu taki zarzut będzie można postawić - zastrzega.

    Godzina 2.40
    W Gminnym Ośrodku Kultury policjanci przesłuchują świadków, przede wszystkim mieszkańców rozbitego budynku. Jeden z nich - Zenon Jarmuszkiewicz, po przesłuchaniu zgadza się porozmawiać i z reporterem "GL". - Mieszkam w tym budynku od 50 lat. 40 lat pracowałem na kolei i nigdy mi nie przyszło do głowy, że coś takiego się może zdarzyć! - załamuje ręce. Podkreśla, że gdy wagony wbijały się w dworzec, był około 500 m od niego. - Ale huk był taki, jakby to się zdarzyło tuż za moimi plecami - mówi starszy pan.

    Podkreśla, że przed budynkiem był specjalny kozioł oporowy. - Panie, ale on zatrzymałby jeden, góra dwa wagony. Jak pędziło siedem wagonów i niektóre jeszcze pełne, to on nie miał żadnych szans. Strzelił jak zapałka - mówi pan Zenon. Od strażaków dowiedział się, że wyważyli drzwi w jego mieszkaniu, bo myśleli, że on jest wewnątrz i chcieli go ratować. - To nic. Dobrze, że człowiek żyje, bo sąsiedzi z parteru niestety zabici... - dodaje.

    Godzina 2.50

    Na miejsce tragedii jadą już eksperci budowlani i kolejowi z Zabrza i Poznania. Ulica przed dworcem, na której wcześniej był tłok, bo każdy chciał zobaczyć, co się dzieje, powoli pustoszeje. Ktoś komentuje, że strażacy unieśli już wagon w budynku i go podstemplowali. Pod spodem znaleźli ciało. - Na końcu dworca... Wagony przeciągnęły czlowieka przez cały budynek... słychać wstrząśnięty głos.

    Strażacy zapowiadają, że prace na gruzowisku na pewno będą trwały do południa.

    Godzina 3.25

    Trwają prace przy odgruzowywaniu dworca. Gdy tylko nasi reporterzy zdobędą nowe informacje na temat katastrofy, natychmiast je Państwu przekażemy.

    O katastrofie szczegółowo napiszemy w czwartkowym wydaniu papierowym ,,GL''

    Godzina 5.15
    W gorzowskim szpitalu wojewódzkim umiera 18-letnia mieszkanka gminy Zwierzyna. To trzecia ofiara śmiertelna, bo wcześniej policja i straż pożarna informowały, że pod gruzami znajdują się ciała około 70-letniej kobiety i około 50-letniego mężczyzny, których wagon zmiażdżył we własnym mieszkaniu na parterze budynku dworca.

    18-latka była wśród dziewczyn, które szły po peronie, gdy nadjechały wagony. Dziewczyny - była wśród nich siostra późniejszej ofiary śmiertelnej - w panice zaczęły uciekać. Jedna z nich została przygnieciona. Służby ratownicze wydobyły ją, a karetka przewiozła do gorzowskiego szpitala. W nocy lekarze walczyli o jej życie. Od początku informowali, że stan ofiary jest ciężki. - Około 5.00 w środę nad ranem zmarła - informuje Justyna Migdalska z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie.

    Godzina 9.45
    Dyrektor szpitala wojewódzkiego w Gorzowie poinformował nas, że u zmarłej nad ranem w lecznicy dziewczyny stwierdzono uraz wielonarządowy, ciężki uraz mózgowo-czaszkowy, złamaną miednicę i urazy kończyn.


    Godzina 10.00
    Do Zwierzyna przyjechała wojewoda lubuski Helena Hatka. Wraz ze strażakami i policjantami ogląda miejsce tragedii.

    Na przesiedlenie czeka 5 rodzin, które mieszkały w budynku. Kolej dysponuje już 12 propozycjami miejsc, w których będą one mogły zamieszkać.

    Straż pożarna dotarła do jednego z ciał w gruzowisku.

    Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, prawdopodobną przyczyną tragedii był błąd operatora koparki rozładowującej kruszywo z wagonu. Zachował się on tak samo przy rozładunku, którego dokonywał w Gorzowie: odczepił lokomotywę od składu. We wtorkowy wieczór nie dostrzegł jednak, że miejsce, w którym się znajduje, położone jest na niewielkim wzniesieniu.

    Godzina 10.40
    Przed chwilą w Zwierzynie zakończyła się konferencja prasowa z wojewodą Heleną Hatką. Dziennikarze dowiedzieli się, że strażacy wciąż przeszukują gruzowisko, ale mają nadzieję, że nie znajdą już kolejnych zwłok. Jak to się odbywa? Opowiadał nam jeszcze nocą Andrzej Węglarz ze strzeleckiej Komendy Powiatowej Policji. - Strażacy usuwają warstwę gruzu, a wtedy do budynku wchodzi technik kryminalistyki, żeby szukać ciał lub ich fragmentów. Po sprawdzeniu wierzchniej warstwy gruzu wychodzi, a do pracy wracają strażacy. I tak przy każdej warstwie. Cały czas pamiętamy, że chodzi o ludzkie szczątki - podkreślał Węglarz.

    Godzina 10.55
    Przed budynkiem, w który wbiły się wagony, strażacy rozłożyli czarny worek. Wojewoda poinformowała "GL", że za chwilę rozpocznie się wydobywanie zwłok spod gruzu.

    Godzina 11.10
    Strażacy wciąż szukają drugiej osoby, która przebywała w mieszkaniu. Ciało pierwszej odnaleziono po siedmiu godzinach odgruzowywania. Komendant lubuskiej straży pożarnej Zenon Zajdlic powiedział nam: Szukamy żywej osoby.

    Pierwsze piętro oraz piwnice budynku zostały już przeszukane. Nie przebywa tam żadna osoba. W tej chwili trwa odgruzowywanie parteru.

    Jak poinformował nas rzecznik prokuratury okręgowej w Gorzowie Dariusz Domarecki prowadzone jest już dochodzenie w sprawie spowodowania karastrofy w ruchu lądowym. Śledczy sprawdzają, jak odbywał się bezpośrednio rozładunek kruszywa oraz jak wyglądał nadzór nad składem podczas rozładunku. - Trwają przesłuchania osób odpowiedzialnych za przeładunek. Być może w ciągu doby pojawią sie pierwsze wnioski. Wszystko wskazuje na to, że był to błąd ludzki - mówi rzecznik. Za spowodowanie katastrofy grozi od 2 do 12 lat więzienia.

    Godzina 12.15
    Podczas rozmów dotyczących wydobycia wagonów z budynku stacji pojawiła się koncepcja wykorzystania w tym celu czołgu.

    Godzina 12.30
    Wstrzymano odgruzowywanie dworca ponieważ niebezpiecznie zaczął osiadać jeden z wagonów. Strażacy wyszli z budynku. Nadzór budowlany musi stwierdzić, czy ta sytuacja nie zagrozi całej konstrukcji. Nie jest wykluczone, że te problemy opóźnią akcję do późnych godzin nocnych.

    Godzina 12.40
    Po torach biegnących obok miejsca tragedii prowadzony jest ruch kolejowy. Pociągi przejeżdżają tam bardzo wolno. Tą drogą w rejony stacji dotarła drezyna, którą dostarczono drewniane podkłady mające podtrzymać konstrukcję budynku. Akcja odgruzowywania w dalszym ciągu jest wstrzymana.

    Godzina 13.30
    Pomimo, że udało się odnaleźć szczątki ciała jednej z ofiar, ich stan nie pozwala na identyfikację płci. Jeden ze strażaków powiedział naszemu reporterowi, że widok w pomieszczeniu budynku jest przerażający. Pomiędzy zwałami gruzu strażacy znajdują kawałki kolejne kawałki ciała.

    Godzina 14.00
    - Została już nałożona ustna ocena techniczna tego budynku - mówi naszemu dziennikarzowi Andrzej Wasilewicz, wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego. - Po przeanalizowaniu dowodów zostanie podjęta ostateczna decyzja co do dalszych działań względem budynku.

    Godzina 19.30
    Pod nadzorem prokuratora trwa wydobywanie fragmentów ciał. Strażacy zabezpieczyli już strop od piwnicy, na którym stoi wagon. Przed dworcem nasz reporter widzi mnóstwo drewnianych bali, które posłużą także do wzmocnienia stropu pierwszego piętra budynku podczas wyciągania wagonu. Kiedy nastąpi jego wydobywanie? Nie wiadomo. Jeden ze strażaków powiedział nam, że priorytetem są teraz czynności prokuratorskie. Gdy się zakończą, strażacy powrócą do odgruzowywania miejsca tragedii, aż oczyszczą je zupełnie. Na miejscu w dalszym ciągu są też inspektorzy nadzoru budowlanego.

    Od kilkunastu minut w Zwierzynie pada deszcz. Nie zraża to jednak gapiów, którzy komentują całą tragedię.

    Nie wiadomo, czy akcja będzie kontynuowana po zapadnięciu zmroku. Strażacy mają możliwość oświetlenia miejsca tragedii, jednak rozważana jest opcja przerwania na noc całej akcji i wznowienia jej w czwartkowy poranek. W tej chwili strażacy nie prowadzą już akcji ratunkowej. Nie szukają już żadnej żywej osoby.

    Nasz reporter otrzymał informację, że waga całego składu, który przetoczył się do Zwierzyna wynosi ok. 300 ton.

    Godzina 20.10
    Strażacy "dokopali" się do zwłok. Są one przygniecione wagonem, którego nie można podnieść, ponieważ został ustabilizowany specjalnymi stemplami i opiera się na nich cała konstrukcja budynku.

    Młodszy aspirant Dariusz Szymura ze straży pożarnej powiedział nam, że ofiary siedziały na wersalce. Wagon z całym gruzem przesunął je kilkadziesiąt metrów w głąb budynku. - Zwłoki są zmasakrowane - powiedział mł. asp. Szymura.

    W tej chwili strażacy czekają na decyzję, co dalej.

    Godzina 21.25
    Przed chwilą nasz reporter rozmawiał ze strażakiem, który pracuje przy wydobywaniu ciał. - Wydobyliśmy już kobietę, pozostał nam jeszcze mężczyzna. To makabryczna praca, ciała są w kawałkach -powiedział strażak.
    W akcji w dalszym ciągu bierze udział kilkudziesięciu strażaków. Ich pracy, mimo późnej pory, cały czas przyglądają się gapie.

    Wiadomo już na pewno, że w mieszkaniu na parterze znajdowały się tylko dwie osoby. Wyeliminowano obecność osób trzecich.

    Przed stacją od 10.00 aż do teraz stoją karawany.

    Akcja odgruzowywania miejsca tragedii potrwa całą noc. Następnym etapem prac będzie wzmocnienie sufitu. Wagon, który wbił się w budynek na pewno nie będzie dziś wydobyty z budynku.


    Motoryzacja do pełna! Ogłoszenia z Twojego regionu, testy, porady, informacje

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (183)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Pracuj u nas - Seco Warwick zaprasza!

    Pracuj u nas - Seco Warwick zaprasza!

    Rezolutne przedszkolaki o świętach Bożego Narodzenia

    Rezolutne przedszkolaki o świętach Bożego Narodzenia

    Małe Mądrale odc.3