Warsztat rzeczy niezwykłych

Artykuł sponsorowany
Trzeba mieć w sobie ogrom wyobraźni, pasji i talentu, by tworzyć tak niezwykłe rzeczy! Od 20 lat cuda z drewna i produktów SWISS KRONO robi Grzegorz Stachów.

Replika Rolls Royce jeździ, zegar wskazuje czas. Choć są z materiałów drewnopodobnych. Gdy wchodzisz do pomieszczenia firmy, w którym stoją, najpierw wpadasz w osłupienie, później w zachwyt. Oglądasz, podziwiasz, no i zastanawiasz się, bo przez głowę przelatuje mnóstwo pytań. To główne – jak to możliwe?

Od zamku...

Grzegorz Stachów pracuje w żarskiej firmie od 1986 r., wtedy były to jeszcze Zakłady Płyt Wiórowych w budowie. Pamięta, wyprodukowaną pierwszą płytę, kulejącą produkcję, późniejszy stan niepewności, bo zakład się zadłużał. I nadzieję, która w 1994 roku pojawiała się wraz z inwestorem ze Szwajcarii. Szybka wymiana maszyn i technologii, w efekcie płyty o najwyższych parametrach. Te Kronopol mógł już pokazać na targach.
Pierwsze stoisko przyjechało ze Szwajcarii, a mnie, jedynego, wytypowano do pomocy przy jego montażu. Jak to wszystko było perfekcyjnie przygotowane, jak w szwajcarskim zegarku. I jak dobrze się składało! To była ważna lekcja dla mnie. Doświadczałem skoku technologicznego po manufakturze, jaką tu mieliśmy, bez dostępu do narzędzi czy elektronarzędzi – opowiada G. Stachów. - Ale mieliśmy jedną cechę, której im brakowało – umieliśmy sobie radzić. Jeśli coś im nie pasowało, np. trzeba było ominąć filar, to dla nich było duże wyzwanie.
Stoisko stanęło na targach w Poznaniu. Później ze Szwajcarii przyjechało jeszcze jedno, ale p. Grzegorz pracował już nad własnym, bo takie dostał polecenie. Na stoisku na targach w Gdańsku należało zaprezentować produkowaną już płytę OSB (od 1997 r.). Pan Grzegorz zrobił więc coś na kształt zachodniej knajpki, na nogach w kształcie belek.
Na targach meblowych w Poznaniu w 1999 roku firma chciała promować płytę MDF (od 1998 r.). – Takie zadanie dostałem od pana prezesa Johanna Bitzi. Wymyśliłem więc zamek o zachodzie słońca - dwie duże baszty, w których znajdowły się pomieszczenia do rozmów, na targach obowiązkowe, na środku wielkie drzwi, za którymi znajdowało się pomieszczenie magazynowe – wymienia pan Grzegorz. - Pan Bitzi przyjechał do Poznania i gdy zobaczył stoisko, aż się uśmiechnął. Nie pozwolił go rozbierać, bo chciał się nim pochwalić właścicielowi, panu Ernstowi Kaindlowi. To było miłe. A pan Kaindl zobaczył i też się uśmiechnął.

... przez zegar...

Był 2007 rok, zbliżały się targi Budma - Międzynarodowe Targi Budownictwa i Architektury w Poznaniu. Płyty OSB i MDF były już znane, firmie chodziło o stworzenie takiego stoiska, by zostało zauważone, żeby zaskoczyć, przyciągnąć klientów i to nie tylko tych z branży.
A pomysł zrobienia zegara „chodził” za G. Stachowem od dawna. Planami podzielił się z prezesem Bitzi, który… popatrzył z niedowierzaniem. - Gdy wyszedłem od niego, pomyślałem, że do tej pory to były marzenia, a teraz trzeba zawinąć rękawy. Nigdy nie podchodzę beztrosko do projektu, mnóstwo czytam. Kiedy inni dowiedzieli się o pomyśle, przynosili mi zegarki, a ja je rozbierałem, sprawdzałem, jak działają. Poprosiłem ks. Tadeusza Dobruckiego, by wpuścił mnie na wieżę zegarową, patrzyłem, jak działa, fotografowałem, przyswajałem dużo informacji – opowiada.
Projekt, który istniał w głowie, przelał bezpośrednio na produkt. Popełniał błędy, analizował je, poprawiał. Aż udało się, w końcu zegar wskazywał czas. Do stolarni przyszli go obejrzeć właściciel p. Kaindl oraz prezes Maciej Karnicki. - Na twarzy pana Kaindla widziałem zadowolenie, ogromny szacunek. Pogratulował mi. Gdy oglądał moje rzeczy, dla mnie największym wyrazem uznania był jego uśmiech. Pan Kaindl zawsze miał szacunek dla naszej pracy, ale i my dla niego. Każdy wspomina go miło – stwierdza pan Grzegorz.
Zegar ma 3,6 m wysokości, ale później p. Stachów zrobił drugi, już największy na świecie, który stoi w zielonogórskiej palmiarni. Kiedy go tworzył, myślał, że wystarczy powiększyć ten pierwszy. Nie udało się, trzeba było zmienić cały układ, kształt, najbardziej skomplikowany w zegarze mechanizm wychwytu, czyli ten z wahadłem. Oczywiście nie bez znaczenia były warunki, bo w palmiarni są bardzo duże wahania temperatury, panuje duża wilgotność. Ale zegar z kukułką stanął, chodzi i zaskakuje wszystkich. Ma 10 m wysokości, waży około dwóch 2 ton.

... po Rolls-Royce

Kronopol pokazywał się na różnych targach, także międzynarodowych. Otworzyły się drzwi na Wschód, na Rosję, Chiny, na cały świat. Jak mówi G. Stachów, firma pokazywała stoiska prezentowane w kraju, ale i robiła nowe. Niekiedy stoisko zostawało gdzieś u klienta, a on to wykorzystywał, prezentując produkty firmy. - Nowe pojawiały się wówczas, kiedy wchodziliśmy z nowym asortymentem. Przy tym zawsze musiała być myśl przewodnia. Wieża Eiffla powstała , bo wprowadzaliśmy budownictwo szkieletowe, czego jest ona świetnym przykładem – argumentuje.
Niezwykłe budowle powstawały też na różne okazje, choćby na urodziny firmy. Na 15-lecie w stolarni przygotowano bardzo dużą zabudowę, z młyńskim kołem, na które lala się woda. Gdyby prezes Maciej Karnicki stwierdził, że to koło musi coś napędzać, pan Grzegorz wymyślił trak. W ten sposób symbolicznie cofnięto się do korzeni, wszak historia p. Kaindla zaczęła się od tartaku. Trak był wykonany z płyty OSB. Z jednej strony wchodziła kłoda, z drugiej wychodziła płyta OSB. Ta budowla przez pięć lata stała w sali wystawowej Kronopolu i - co ciekawe - cały czas pracowała.
Na 25-lecie wrócił pomysł budowy samochodu, który miał też promować nowy produkt, płyty HPL. - Trzeba było tylko wybrać taki model, który jest ikoną. Szukałem w Internecie, padło na Rolls-Royce Silver Ghost, luksusowy samochód, produkowany przez brytyjską firmę w latach 1906-1926. Zacząłem od ramy podwozia, budowałem, dopasowywałem. Część rzeczy wykonuję z zespołem, w przypadku Rolls-Royca to byli mechanicy i tapicer. Samochód jest przygotowany do promocji produktu, z przodu bowiem otwiera się komora silnika i wysuwa szuflada, która jest na ekspozycję. Pokazujemy dekory produkowane w zakładzie – opisuje pan Grzegorz.
Dodaje z uśmiechem, że prowadzi z prezesem Maciejem Karnickim mecz na pomysły. Najpierw był jego zegar, prezes wymyślił wieżę Eiffla. Później był młyn tartak na 15-lecie, prezes wskazał motor żużlowy: - Prezes ma głowę pełną pomysłów, bo to rozumie, czuje, cieszy się tym, co powstaje, wszystkiego dogląda. To zainteresowanie i wsparcie całego Zarządu firmy jest miłe i bardzo potrzebne przy tego typu projektach. Przyznam, że jak zrobiłem samochód i on ruszył, wyobraziłem sobie uśmiech pana Kindla, jego twarz z wyrazem dumy.

Po prostu pasja

Samochód stoi w firmie, uświętnia uroczystości, oba zegary wciąż wskazują czas, motocykle żużlowe – jeden jest w firmie, drugi dostał zielonogórski Falubaz. Nie ma wieży Eiffla, bo trafiła do klienta.
Grzegorz Stachów przyznaje, że dumny jest ze swoich dzieł: - Najbardziej z zegara, bo to mój pomysł, moja realizacja. W 95 proc. zrobiłem go sam, poprosiłem tylko o polakierowanie. Z pewnością największy efekt zrobił samochód. Bardzo dumny jestem też z naszego biura, w tym mebli, sali konferencyjnej, które 5-6 lat temu zaprojektowałem do Perm, miasta u stóp Uralu. Chciałem nawiązać do historii, dużo czytałem o regionie. Aż w herbie miasta zobaczyłem niedźwiedzia. Postanowiłem go wyrzeźbić, powstał w wielkości 1:1. Był taką wisienką na torcie, jak mawia prezes Karnicki. Niedźwiedzia podarowaliśmy później gubernatorowi obwodu permskiego, widać go podczas każdej konferencji prasowej.
Jak długo robi się takie cuda? Czasem to dwa miesiące, ale i sześć, i osiem, bo niekiedy powstają całe stoiska.
Pan Grzegorz jest kierownikiem działu „Wzorcownia i stolarnia”. Od 20 lat razem z nim pracuje brat Adam, który też realizuje swoje projekty, wykonuje stoiska, jak np. kuter na targi w Mińsku. Również jeździ po świecie i robi prezentacje, stoisko miał nawet na targach w Dubaju. Od 1,5 roku w tym dziale pracuje też syn G. Stachowa, Marcin, który wdraża się w produkcję mebli.
Na budynku, gdzie pracują, widać wielki napis: Warsztat rzeczy niezwykłych. Bo też tworzą rzeczy nieprzeciętne, wyjątkowe i niespotykane. Ci, którzy widzą jego projekty, nazywają go artystą, wizjonerem, nawet geniuszem. Z pewnością ma wielki talent.
W domu pan Grzegorz też ma warsztacik, w którym powstała m.in. altanka kryta strzechą z piecem chlebowym, dębowy stół biesiadny, „robią się” krzesła. Żona jest dumna, bo widzi, ile to mu daje radości.
Czy praca przerodziła się w pasję? – Nigdy nie przypuszczałem, że będę promował firmę na świecie i realizował takie projekty. Oczywiście, to nie przyszło w pół roku - przyznaje. – Tak, to pasja, połączona z pasją podróżowania, co jest wartością dodaną do pracy. Byłem w 30 krajach, od Chin przez Iran, Rosję, Kazachstan, Uzbekistan, Kirgizję, Azerbejdżan, po Kanadę. Nie zawsze jest czas na zwiedzanie. Ale jak tylko mam wolną chwilę, wychodzę, by poznawać świat.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3