We wtorek przed Popielcem po wsi Kamionna kolędują Bery

Dariusz Brożek
Na czele korowodu kroczą Bery, czyli dwaj mężczyźni przebrani w kostiumy z siana i sznurka.
Na czele korowodu kroczą Bery, czyli dwaj mężczyźni przebrani w kostiumy z siana i sznurka. fot. Dariusz Brożek
Biada dziewczynie z Kamionny, której w Podkoziołka nie wymurzą Bery. Ani chybi zostanie starą panną. Od lat we wtorek przed Popielcem po wsi krąży barwny korowód z dwoma misiami, które swawolą i dokazują na całego!

We wtorek rano z gospodarstwa Ewy i Andrzeja Krupińskich wyruszył korowód przebierańców. Na czele szli Andrzej Szymański i Szymon Rembarz. Obaj ubrani w kostiumy, które kilka dni wcześniej kręcili przez całe popołudnie z siana i sznurka. Człapią noga za nogą, bo stroje ważą po 30 kilo. Sz. Rembarz zdejmuje z głowy brązową kominarkę i zapala papierosa.

- Przyjarać można. Jest wilgotno, więc słoma się nie zapali. Gorzej, że przez kilka godzin nie będę mógł się wysikać. Muszę wytrzymać, choć łatwo nie będzie - mówi.

Z daleka przebrani mężczyźni wyglądają jak misie, dlatego miejscowi nazywają ich z niemiecka Berami. To stary zwyczaj, jeszcze z czasów pruskiego zaboru.

- Miejscowe podanie głosi, ze jeden z gospodarzy trzymał w oborze oswojonego niedźwiedzia. Pewnej nocy misiu czmychnął z zagrody. Gospodarze szukali go po całej wsi. Pomagał im kominiarz, potem dołączyła do nich trupa wędrownych grajków i miejscowa gawiedź. I tak powstały bery - mówi Andrzej Szymański, który zamykał orszak przygrywając na trąbie.

A na koniec zabawa

Za misiami idą Baba z Dziadem. Babą był przebrany w sukienkę Krzysztof Tomkowiak. W postać Dziada wcieliła się natomiast Anna Napierała - jedyna kobieta w korowodzie.

- Dawniej z berami chodziły tylko chłopy. Gospodarze częstowali ich nalewkami, gospodynie piekły pączki. Jak kto poskąpił poczęstunku, to bery potrafiły ogołocić spiżarnię z kiełbas i wybrać z kurnika jajka - opowiada 80-letni Albin Wąchalski.

Najważniejszą postacią w korowodzie jest Pisarek. To miejscowy listonosz Jarosław Napierała. Dziś wziął wolne. Domalował sobie wąsy i profesorska bródkę, ubrał cylinder i smoking, szyku dodaje mu biały szal. Odwiedzamy kolejne posesje. Pisarek grzecznie zaprasza gospodarzy na Podkoziałka i inkasuje datki. Większość daje po kilka złotych. Zamożniejsi i z większą fantazją wyciągają banknoty.

- To na wspólną zabawę w domu kultury. Kończymy o północy, bo zaczyna się post - zapowiada Jacek Wąchalski.

Kominiarze murzą dziewczyny

Danuta Mannek poczęstowała kolędników pysznymi pączkami, ale i tak została wymurzona przez Kominiarzy.

(fot. fot. Dariusz Brożek)

Za Pisarczykiem i Berami czai się kilku Kominiarzy. Mają specjalne mazidło z sadzy, jajek i oliwy. Rozmazują je na buziach napotkanych kobiet. Czyli je murzą. Nie jest ważne, panna czy mężatka - każda musi być wymurzona w tym dniu!

- Jak by której nie wymurzyli, to wstyd na całą wieś. Że niby taka szkaradna i starą panną zostanie - wyjaśnia Zdzisława Klapczyńska.

Dziewczyny z Kamionnej mają swój sposób mazidło. Rano nacierają twarz kremem i potem bez trudu mogą zmyć makijaż z sadzy. Sabina Krawczyk czekała na orszak przed swoją posesją. Chciała zrobić zdjęcie. Po chwili tańczyła z misiami umorusana jak przysłowiowy kominiarz. Mówi, że z Berami żartów nie ma.

- Lepiej wyjść do nich, bo inaczej sami wejdą do domu i szkód jeszcze narobią - tłumaczy ze śmiechem

Idziemy dalej. W sąsiednim domku z okna na pierwszym piętrze wygląda Maryla Sobótka. Jeden z Kominiarzy przystawia do fasady drabinę, błyskawicznie wspina się na górę i wchodzi do środka przez okno. Po chwili wygląda z niego właścicielka. Na twarzy ma czarne pręgi po murzeniu. - Pierwszy raz im się udało - mówi. Ale bez złości.

Wiśniowy sad był dobrze nasłoneczniony

Dwuletnia Martyna rozpłakała się ze strachu na widok dobijających się do drzwi cudaków. Nie rozpoznała swego taty Radka Silera, który przebrał się za Kominiarza. W Wiktorowie na orszak czeka Stefan Biegański z wiadrem wina z wiśni. Trunek jest słodki jak miód. A misie lubią słodkości. - Południowe stoki z wiśniowym sadem były dobrze nasłonecznione - ocenia Marcin Dradik, który przygrywa przebierańcom na akordeonie. Jest jedyną osobą w orszaku spoza Kamionny.

Orszak śpiewa sto lat 91-letniej Rozali Biegańskiej i wracamy do Kamionnej. Niedźwiadki zaczynają dokazywać. Chwytają się za bary, tarzają po grudach błota. Wtedy do akcji wkraczają Poganiacze oraz uzbrojone w bicze Czerwonki i Zielonki. W ruch idą baty. Poganiacz poprawiam kołkiem i misie stają się potulne jak baranki.

- Bery to nasza lokalna osobliwość. I atrakcja jarmarków organizowanych przez nas pod koniec lata. Mają następców, bo teraz w orszakach chodzą też dzieci i młodzież - mówi Jolanta Klawe z fundacji na rzecz obchodów 750-lecia Kamionny.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie