Właził jak chciał

MICHAŁ IWANOWSKI 324 88 12 [email protected]
Udostępnij:
Czesław Piczykolan miał 100 uli, z każdego zbierał 100 kg miodu rocznie. Teraz ma stos wytrutych pszczół, pogorzelisko i... całą masę pretensji.

Piczykolan szkołę pszczelarską skończył w Zamościu, tuż przed wojną. Dziś wraz z żoną i wnukiem mieszka w bloku w Kożuchowie. Wiele lat temu kupił sad za miastem, postawił ule. Chciał mieć najlepsze rasy pszczół, królowe-matki kupował w Jugosławii, Austrii. Z każdego roju zbierał w ciągu sezonu nawet 100 kg najprzedniejszego miodu. Robił to, co lubił i na czym się znał.

Właził jak chciał

Sielanka nie trwała wiecznie. Kiedy wiosną Piczykolan przyszedł na posesję, omal nie zemdlał. Pod budą dogorywał ubity pałkami pies, a nad ulami unosiło się zaledwie kilka - zamiast dziesiątek tysięcy - pszczół. Do uli ktoś nalał trucizny. Był to silnie żrący środek owadobójczy zmieszany z wodą. Pszczoły padły, a miodne plastry nadawały się tylko do spalenia. Trucizna trafiła do każdego ze 100 uli. Sprawca musiał ,,pracować’’ przez pół nocy!
Piczykolan od razu namierzył sprawcę: to sąsiad, który podobno wcześniej kilkakrotnie odgrażał mu się, że wytruje pszczoły. - Ciągle bez pozwolenia wchodził na posesję, zniszczył mi kawałek ogrodzenia, by móc wchodzić - Piczykolan pokazuje zerwany płot.

Ścieki niezgody

Sąsiad nie chciał z nami rozmawiać, za to Piczykolan - bardzo chętnie. Zatargi między nimi zaczęły się od ścieków. - Spuszczał z domu ścieki na moją działkę, a kiedy doniosłem do inspekcji ochrony środowiska, to zapłacił karę - relacjonuje pszczelarz. - Od tego czasu wciąż mi groził. Aż dopiął swego i mnie zrujnował.
Innego zdania był prokurator, który zajął się sprawą i umorzył śledztwo. - Rzeczywiście doszło do celowego wytrucia 100 rojów pszczół, ale sprawców nie ustalono - mówi zastępca prokuratora rejonowego w Nowej Soli Wiesław Łatkowski.
Nie pogodził się z tym Piczykolan i pożalił się w prokuraturze okręgowej. ,,Aby zniszczyć 100 uli środkami chemicznymi potrzeba było 100 litrów wody - napisał w uzasadnieniu. - Takiej ilości nie mogła użyć osoba postronna, bo musiała by je przywieźć z sobą, za to sąsiad miał ujęcie wody na miejscu. Tymczasem w śledztwie nawet nie przeszukano jego domu i posesji, by sprawdzić czy posiadał środek chemiczny, jakim posłużono się w przestępstwie’’.

Nie do lamusa

- To, że sprawa jest umorzona nie znaczy, że trafiła do lamusa - odpowiada prok. Łatkowski. - Zawsze będzie można do niej wrócić, jeśli wyjdą na jaw jakieś nowe okoliczności. Sprawa jest poważna, poszkodowany poniósł straty rzędu kilkudziesięciu tysięcy zł. Nie bagatelizujemy jej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie