XII Uroczystości Kresowe w Zielonej Górze Łężycy. W hołdzie rodzicom, nauczycielom i innym ofiarom ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA

Szymon Kozica
Szymon Kozica

Wideo

Zobacz galerię (76 zdjęć)
W czasie niedzielnych (4 października) XII Uroczystości Kresowych w Zielonej Górze Łężycy odsłonięte zostały kolejne dwie tablice - upamiętniające Jadwigę i Kazimierza Traczów oraz nauczycieli pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Do urny złożonej w krypcie pomnika dosypano zaś ziemię z grobu ofiar ludobójstwa w Hucie Pieniackiej.
  • Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Co roku przyjeżdżają tu osoby z całej Polski. To jest także troska o kulturę, tradycję.
  • Czesław Laska: Zawsze zadaję sobie pytanie: Za co ci ludzie w Hucie Pieniackiej i na Kresach zostali zamordowani?
  • Magdalena Pokrzyńska: Chcielibyśmy podziękować Rozalii, Huculce, dzięki której przeżyła mama i jej siostra Czesława.
  • Witold Towpik: W czasie II wojny światowej nauczyciele byli postrzegani przez nacjonalistów ukraińskich jako ostoja polskości.

To sanktuarium, mauzoleum ogólnopolskie

Niedzielną uroczystość zorganizowano tradycyjnie na Skwerze Kresowym przy Pomniku Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej.

- To jest oddolna inicjatywa mieszkańców Łężycy, którzy prawie wszyscy mają swoje korzenie z Ziemi Tarnopolskiej, dokładnie z miejscowości Gniłowody - podkreślił ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, stały uczestnik październikowych spotkań. - Kiedy kilkanaście lat temu po raz pierwszy dostałem zaproszenie, to byłem zbudowany tym, że pomimo upływu tylu lat nadal ta pamięć funkcjonuje. Tutaj najpierw był krzyż, później jedna tablica, a teraz ogromna liczba tablic. Co roku przyjeżdżają tu osoby z całej Polski - i to trzeba podkreślić: to już jest sanktuarium, mauzoleum ogólnopolskie - i przywożą swoje tablice. To jest także troska o kulturę, tradycję. To jest także tradycja mojej rodziny, bo chociaż mieszkam w Krakowie, to znaczna część mojej rodziny trafiła do Borowa, Kożuchowa i w okolice Zielonej Góry.

Za co ci ludzie zostali zamordowani?

Na wszystkich, którzy pojawili się w niedzielę w Łężycy, wielkie wrażenie zrobiło płomienne przemówienie Czesława Laski, szefa Stowarzyszenia "Pamięć Polskich Kresów", jednego z organizatorów uroczystości. Wspominał wizyty na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

- Jak jesteśmy na przykład przy grobie naszej wielkiej poetki Marii Konopnickiej, zawsze zadaję sobie takie pytanie: Za co ci ludzie w Hucie Pieniackiej i na Kresach zostali zamordowani? - mówił z mocą Czesław Laska. - Czy za to, że napisała "Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród"? A może za to, że napisała "Chodzili tu Niemcy, chodzili odmieńcy: Sprzedaj, chłopie, ziemię, będziesz miał czerwieńce! Sprzedaj swoją chatę, sprzedaj swoją rolę... Będziesz miał talarów na calutkim stole!". A Polak mu odpowiada: "O, mój Niemcze miły, idźże, kędy raczysz! Ale mojej ziemi nigdy nie zobaczysz! Zabierz swe czerwieńce i białe talary... Kto sprzedaje ziemię, nie naszej on wiary!".

O tym ciągle mówi się szeptem

Na ścianach przy pomniku zawisły kolejne kamienne tablice. "Pamięci Rodziców: Jadwigi Tracz - lat 38, Kazimierza Tracza - lat 40 z Grabowca w gminie Jezierzany oraz ponad 2500 innych mieszkańców powiatu Borszczów, woj. tarnopolskiego, zamordowanych przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1939-1946". Tę tablicę odsłoniła Wanda Kowalska z Nowego Kisielina, która do Łężycy przyjechała z córkami Elżbietą Sobierajską i Magdaleną Pokrzyńską, wnuczkiem Darusiem Sobierajskim i córką kuzyna Marią Kopij.

Niedziela, 4 października 2020. XII Uroczystości Kresowe w Zielonej Górze Łężycy
Niedziela, 4 października 2020. XII Uroczystości Kresowe w Zielonej Górze Łężycy Szymon Kozica

- Jesteśmy bardzo wzruszone, dlatego że nasz dziadek nigdy nie miał grobu i na pewno nigdy go mieć nie będzie, ponieważ miejsce, gdzie został zamordowany, jest nam nieznane - mówiła Magdalena Pokrzyńska. - Nasi dziadkowie to tylko dwie osoby, ale to są reprezentanci znacznie większej rzeszy pomordowanych w powiecie Borszczów na Podolu. Chcielibyśmy podziękować Rozalii, Huculce, która wykazała się bohaterską postawą, dzięki której przeżyła mama i jej siostra Czesława. Nasi dziadkowie to byli zwykli ludzie ziemi. Ale dla nas, i myślę, że dla innych rodzin w podobnej sytuacji, to są ciągle obecni, a jednak nieobecni - znaczący nieobecni. Konsekwencje tamtych wydarzeń cały czas zostawiają ślad na naszym życiu, na życiu naszej rodziny. Mama wychowywała się bez rodziców, my - bez dziadków. Chcielibyśmy podziękować organizatorom za to, że tutaj mamy takie miejsce pamięci, przy którym możemy postawić znicz.

- Chciałam bardzo podziękować za to miejsce. To jest bardzo ważne, żebyśmy miały gdzie przyjść, pomodlić się - podkreśliła Elżbieta Sobierajska. - Parę lat temu byłam w powiecie borszczowskim, byłam tam z moją mamą. Ale dla tych ludzi nie wróciła tamta koleżanka z dzieciństwa, tylko wróciła Wanda, córka Jadwigi - zamordowanej, córka Kazimierza, którego torturowano. O tym wszystkim mówi się ciągle szeptem, chyłkiem i ludzie płaczą, ale nikt nie robi tego otwarcie. I takie miejsce, jak to, jest dla nas bardzo potrzebne i bardzo ważne.

Nauczyciel był traktowany jak wróg

Druga tablica: "Pamięci Nauczycieli - polskich patriotów pomordowanych w ludobójstwie wołyńsko-małopolskim". Odsłaniał ją m.in. Witold Towpik, wieloletni dyrektor Gimnazjum w Przylepie.

Obejrzyj wideo: XII Uroczystości Kresowe w Zielonej Górze Łężycy. Salwa honorowa

- Nauczyciel to zawód z misją, ale ta misja była szczególna właśnie wśród nauczycieli uczących w czasie II Rzeczypospolitej na Kresach Wschodnich. Po odzyskaniu niepodległości państwo polskie nie zapomniało o Kresach. Reformy Stanisława Grabskiego czy Janusza Jędrzejewicza w 1932 roku traktowały Kresy bardzo poważnie - przypominał Witold Towpik. - Ten nauczyciel nie zawsze pochodził z Wołynia, z Podola. On często był z Warszawy, z Lublina, a nawet z dalekiego Pomorza. To była misja, do której zgłaszali się ludzie często na ochotnika. Nie przez ministerstwo oświecenia, tylko przez potrzebę niesienia dzieciom nauki, w bardzo trudnym terenie, gdzie trzeba było krzewić polskość. Stąd też ta grupa zawodowa w czasie II wojny światowej była postrzegana przez nacjonalistów ukraińskich - Szuchewycza i Banderę - jako ostoja polskości, która nigdy nie zaprzestanie swojej pracy na rzecz kultywowania tradycji i historii Polski.

- Ale to nie tylko ukraińscy nacjonaliści mordowali polskich nauczycieli. Pamiętajmy jeszcze o wywózkach na Syberię, do Kazachstanu w latach 1939-1941, gdzie nauczyciel polski na Kresach stał obok osadnika wojskowego, obok oficera, obok księdza, obok pracownika służby leśnej i był traktowany jako potencjalny wróg - wyliczał Witold Towpik. - Później jeszcze okupacja niemiecka i współpraca niemiecko-ukraińska dopełniły tego, że około 400 nauczycieli zostało w bestialski sposób zamordowanych na Kresach. My, miejscowe środowisko nauczycielskie, jesteśmy dumni z tej tablicy.

Przeżyłem pacyfikację Huty Pieniackiej

Poruszający był także moment wsypania do urny ziemi z mogiły pomordowanych 28 lutego 1944 roku mieszkańców Huty Pieniackiej. Ziemię wsypała Małgorzata Gośniowska-Kola ze Wschowy, szefowa Stowarzyszenia "Huta Pieniacka", wspólnie z Franciszkiem Bąkowskim. Urna znajduje się w krypcie pomnika w Łężycy.

- Dla mnie jest to szczególna uroczystość, bo urodziłem się w Hucie Pieniackiej, przeżyłem jej pacyfikację. Nie przeżyli członkowie mojej rodziny: rodzice, brat, wujek z żoną i trojgiem dzieci, babcia, stryj i inni - mówił Franciszek Bąkowski, który dziś mieszka w Poznaniu. - Do Huty Pieniackiej jeżdżę, jeździłem prawie co roku. W lutym byłem tam już 33. raz. Dużo pracy włożyliśmy, żeby ta Huta troszeczkę wyglądała i żeby można było o niej opowiadać. Porządkowaliśmy bardzo mocno tereny koło pomnika. Następnie bardzo dużo pracy włożyliśmy w uporządkowanie cmentarza wioskowego, jedynego materialnego dowodu, że tam istniała wioska. Dzisiejsza uroczystość jest dla mnie wielkim przeżyciem i bardzo dziękuję, że mogłem w niej uczestniczyć.

Medale dla strażników pamięci

W czasie uroczystości w Łężycy wyróżnieni zostali ludzie, którzy od lat są miejscowymi strażnikami wartości, strażnikami pamięci. Czesław Laska odebrał Medal "Pro Bono Poloniae", a Rafał Gajewski oraz Maria i Leszek Jazownikowie - Medale "Pro Patria".

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie