Zachodni pas

RAFAŁ DARŻYNKIEWICZ
Ja wiedziałem, że tak będzie, choć wcale nie chciałem, by tak było. Dziesiątki zaplanowanych treningów, nie mniej sparingów i prawie nic z tego.

Może jedna trzecia się odbędzie i trzeba ruszać po ligowe punkty. Czy nie może choć jednej wiosny być normalnie?

Są plany, pogoda i wszystko idzie do przodu fajnym żużlowo-wiosennym rytmem. Wiem, że nie można mieć wszystkiego, ale gdyby tak raz na dekadę marzec był naprawdę ciepły. Nic to, może za rok.

Na zachodzie i tak nie ma co narzekać. Cały wschód i południe z częścią północy miniony tydzień spędziły bliżej granicy z Niemcami. Bliżej Europy, bliżej wiosny. Do Rawicza, Zielonej Góry i Gniezna zawitał cały żużlowy światek. Zrobiło się międzynarodowo i przyjaźnie. To dobry znak. Przed laty zawodnik X nie mógł trenować w swoim rodzinnym mieście, bo przecież ligowe punkty będzie zdobywał dla drużyny zza miedzy. W szczegóły nie wchodzę, bo po co psuć fajną rodzinną atmosferę. Mam nadzieję, że teraz nikt już takich pomysłów nie ma. Normalność przede wszystkim. To cenne u progu sezonu.

Ten próg, niestety, był za wysoki dla talenciaka z Leszna. Końcówkę poprzedniego sezonu zakończył kontuzją. Teraz przepracowana solidnie zima i… bach. Znów Przemek Pawlicki z ręką na temblaku. Młodość ma swoje prawa, ale co za dużo, to niezdrowo. Limit pecha wyczerpany i niech wszyscy trenują, sparują, a potem ścigają się o laury w jednym, niepoobijanym kawałku.

Przykład z Leszna tylko potwierdza tezę, że przedsezonowe prognozy niespodziewanie, nawet po jednym niewinnym treningu, mogą wziąć w łeb. Żużel to sport urazowy. Dzwon tu, dzwon tam i kadra może zostać mocno przetrzebiona. Plany trzeba będzie weryfikować. Ku przestrodze przypomnę ubiegłoroczne przypadki Złomreksu. Było minęło, ale zdarzyć się może.

Na torach "próbne galopy", lubię to określenie, w redakcjach czas przygotowań do sezonu. Skarby kibica, typowania. Za chwilę zaleje nas masa żużlowych publikacji. Zawodnicy od A do Z, szczegółowe dane klubu, stadionu i to, co wszystkich ostatnio interesuje, czyli parę liczb określających zasobność klubowej kasy. Paru prezesów się uśmiechnie, paru skrzywi, znajdą się też tacy, którzy zaczną protestować. Ważne, że temat zastępczy, czyli żużlowy kryzys blednie i blednie. Już prawie nikt o nim nie pamięta. Jeszcze kilkanaście dni i temat umrze. I bardzo dobrze. Czas zająć się sportem i zdrowymi emocjami.

O tym marzą w Warszawie. Gdyby tak i w stolicy zawarczały motocykle. Na razie jest coraz prężniej działająca grupa inicjatywna. Początek udany. Pewnie dla mających speedway na co dzień to zupełnie nic, ale wspomnienie i wystawa poświecona nieodżałowanemu Władysławowi Pietrzakowi to taki kroczek ku integracji żużlowego środowiska. Jestem optymistą. Jeśli tylko znajdzie się miejsce na tor, to szybko i w Warszawie zawarczą motocykle. Może już następną - wreszcie wczesną - wiosną? Trzymam kciuki.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wirus:)
Na razie jest coraz prężniej działająca grypa inicjatywna.

Taka pora roku,nie ma na to rady....
Dodaj ogłoszenie