MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zadziałało awaryjne

TOMASZ RUSEK
- To największa awaria od ponad dziesięciu lat - mówi Jan Pawłowski, elektryk konserwator, który wczoraj uruchamiał szpitalne agregaty
- To największa awaria od ponad dziesięciu lat - mówi Jan Pawłowski, elektryk konserwator, który wczoraj uruchamiał szpitalne agregaty KAZIMIERZ LIGOCKI
Wtorek, kilka minut po 7.00. W domach na gorzowskim Manhattanie gasną światła i milkną radia. W sklepach wyłączają się kasy fiskalne i lodówki. W szpitalach włącza się zasilanie awaryjne. Rozpoczyna się jedna z największych awarii prądu w ostatnich latach.

- Spanikowałam. Jechałam akurat windą, gdy zamrugała żarówka i dźwig zatrzymał się na kilka sekund na półpiętrze. Potem ruszył spokojnie w dół. Jednak gdy tylko wysiadłam, winda stanęła na dobre. Było około wpół do ósmej - mówi Grażyna (nazwisko do wiadomości redakcji). Zaskoczenia nie kryje też Benedykt Wiśniewski, prezes największej na Manhattanie spółdzielni mieszkaniowej Górczyn: - Co chwilę telefony od mieszkańców. Skarżą się na bark prądu, ciepłej wody, centralnego ogrzewania i wyłączone telefony.

Zadziałało awaryjne

Kilkanaście minut przed 8.00 w szpitalu przy ul. Dekerta zaczynają mrugać żarówki. W końcu światło przygasa. Ciemno robi się w salach chorych. - Zapewniam, że życie chorych nie było zagrożone. Od razu włączyły się agregaty, więc aparaty podtrzymujące życie działały bez przerw - zapewnia Tadeusz Karwasz, zastępca dyrektora szpitala ds. technicznych. W sumie szpital jest bez głównego zasilania przez pół godziny.
- W tym czasie ratowaliśmy się pozostałymi trzema źródłami prądu - dodaje T. Karwasz.
Problemy mają też sklepy i banki. O 7.25 prądu zostaje pozbawiony hipermarket Tesco.
- Klientów przyjmujemy dopiero od 10.40. Jedziemy na awaryjnym zasilaniu, ale są problemy z kasami - mówią nam pracownicy placówki. Na dobre sklep otwiera swoje podwoje w południe.
Mniej szczęścia mają właściciele sklepu Manhattan. - Awaria prądu mocno daje się nam we znaki. Siadły zamrażarki, wyłączyło się chłodzenie. Cały czas liczymy straty, bo oprócz utargu martwimy się o towar - przyznaje Zofia Gabryniewska.

Wściekli i zdezorientowani

Przez cały dzień telefony urywają się także w Rejonie Energetycznym. - Odbieram ich dosłownie kilka na minutę. Ludzie są wściekli i chcą wiedzieć, co się dzieje - przyznaje zmęczonym głosem dyspozytorka.
Niektórzy dzwonią do ,,GL''. - Od rana nie ma prądu! Nie działa telewizor, siadł cały sprzęt - skarży się Robert z ul. Wróblewskiego (nie chce nazwiska w gazecie). Denerwuje się też Krzysztof Szumalski:
- Nie wiem, co się dzieje. Do energetyki nie mogę się dodzwonić, telefon w spółdzielni zajęty, a mi zaczyna się lać z lodówki.
Sytuacja wyjaśnia się dopiero tuż przez 12.00. - To nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Mieliśmy dwie awarie równocześnie. By je zlokalizować, musieliśmy przełączać i wyłączać niektórych odbiorców. Stała przerwa wyniosła do pięciu godzin - informuje Janina Raysner, kierownik wydziały przesyłu i zarządzania energią elektryczną w ENEI Gorzów.
W tym czasie bez prądu pozostawało kilkanaście tysięcy gorzowian, m.in. z Górczyna i Dolinek. Jak udało się nam dowiedzieć, awaria nastąpiła w nadajniku przy pętli tramwajowej przy ul. Walczaka. Poza tym zdefektowała linia przesyłowa średniego napięcia.
- Jedyny pożytek z tej sytuacji, to moja rozmrożona lodówka. Miałam ją rozmrozić wcześniej, ale jakoś zawsze brakowało czasu. Teraz nie było wyjścia - dowcipkuje gorzowianka Marta Wysocka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska