Zakręcają kaloryfery i nie płacą za grzanie. Ci, którzy ogrzewają, dostają horrendalne rachunki

Alicja Kucharska
pixabay.com
Wracamy do tematu absurdalnych rozliczeń rocznych za ogrzewanie. Jak się okazuje, problem dotyczy więcej osób i nie tylko jednej spółdzielni.

Opisywaliśmy problem 88-letniej kobiety, która mieszka w 35-metrowej kawalerce. Koszty ogrzewania, po rocznym rozliczeniu wyniosły blisko 5,5 tys. zł. Dotychczas nigdy nie zdarzyło jej się przekroczyć 75 jednostek rozliczeniowych, w tym roku na dokumencie rozliczeniowym wyszło ich aż 275. - A przecież zimy nie było, a mama jest oszczędna - mówiła córka, pani Alina. Mało tego, 88-latce wzrósł także czynsz: z 300 na 688 zł.

W Świebodzińskiej Spółdzielni Mieszkaniowej poinformowano nas, że zużycie ciepła w mieszkaniu zależy od odbiorcy. Schemat, jak wyjaśniał nam zastępca prezesa jest taki, że po odczycie podzielników kosztów ustala się, ile w danym mieszkaniu zużyto jednostek. Następnie ilość ciepła zużytego w budynku dzieli się przez liczbę jednostek, co daje cenę jednostki rozliczeniowej. Czynnikami wpływającymi na ostateczne rozliczenie, zdaniem prezesa, mogą być: częste wietrzenie pomieszczenia przy odkręcanych kaloryferach, suszenie prania, nieszczelne okna albo fakt, że nie grzeją sąsiedzi. - Argumenty są absurdalne. Na pewno sprawy tak nie zostawimy - zapewniała rodzina 88-latki, która poszukuje większej liczby osób mających podobny problem.

A tych nie brakuje. Po publikacji artykułu dodzwoniła się do nas kolejna kobieta (imię i nazwisko do wiadomości red.), która w ubiegłym roku otrzymała podobny rachunek. - Grzejniki w łazienkach są nieopomiarowane, w związku z tym większość ogrzewa się ciepłem z tego pomieszczenia. Natomiast ciepło wtłoczone do budynku podzielili tylko na lokatorów, którzy wykazali, że grzali, chociaż minimalnie. Stąd takie horrendalne koszta. Takie wyjaśnienie otrzymałam od osoby pracującej w spółdzielni - mówi. I tu czynsz skoczył w górę. Z 300 zł na 990! Na tym jednak nie koniec. Kobieta płaciła tak wysoki czynsz przez kilka miesięcy. Gdy sezon grzewczy się skończył płaciła mniejszą kwotę, bo stwierdziła, że ogrzewanie nie może jej już być naliczone. - I narosła mi zaległość. Wzywają mnie do zapłaty. Nowy czynsz ustalono mi na 850. Przecież to absurd! Jeśli dodać do tego inne rachunki, to całą wypłatę przeznaczam na utrzymanie mieszkania - mówi podenerwowana.

Horror dotyka nie tylko osób mających mieszkania należące do spółdzielni w tzw. Betoniku. Do naszej redakcji zgłosiła się kolejna osoba (imię i nazwisko do wiadomości red.), która wynajmuje mieszkanie na Sobieskiego. A to podlega pod ŚTBS. - Od czasu zakupu mieszkania, czyli od 2009 roku walczę z tym samym problemem. U mnie rachunki wahają się od 9 do12 tys. zł za sezon grzewczy - zdradza mężczyzna.

W ubiegłym roku wygrał sprawę w Sądzie Okręgowym w Zielonej Górze, gdzie zarzucał wspólnocie brak uchwały zatwierdzające regulamin rozliczania. Po apelacji sąd w Poznaniu zmienił wyrok, wskazując, że uchwala była, a regulamin jest ważny. - Jak dla mnie uzasadnienie sądu apelacyjnego jest nielogiczne - zaznacza. Mimo to nie odpuszcza, zbiera informacje, przeszukuje forma, kontaktuje się ze specjalistami. - Bogatym źródłem informacji jest strona podzielniki.info, która pokazuje też absurdy tego systemu - dodaje. Jak zaznacza, z ogrzewania korzystają w sposób racjonalny. - Płacą w zasadzie pojedyncze osoby, a grzeją się wszyscy, zwłaszcza ciepłem z łazienki, bo tam kaloryfery nie mają podzielników. Na 30 mieszkań płacą lokatorzy dwóch. Moim zdaniem opomiarowanie grzejników w łazience wiele by dało, tylko słyszę sprzeciwy, bo to może być przyczyną wilgoci. Nie sam podzielnik, a zakręcanie kaloryfera, a tak to wszystkim jest na rękę, że grzeją się za darmo, a ktoś inny płaci - wyjaśnia.

Lidia Wiśniewska, prezes ŚTBS, informuje, że 30 proc. kosztów ogrzewania zależy od powierzchni grzewczej, pozostałe 70 proc. to rozliczenie według podzielników zamontowanych na grzejnikach. - Są sytuacje, gdzie właściciel nie chce wpuścić do swojego mieszkania osób uprawnionych do odczytania podzielników. To może sugerować, że zużycie jest duże, manipulował przy podzielnikach bądź wymieniał kaloryfer bez zgody zarządcy. W takich sytuacjach, zgodnie z podjętymi uchwałami, rozlicza się to mieszkanie na podstawie maksymalnego zużycia w budynku powiększonego na przykład o 300 proc. - wyjaśnia, dodając, że każda wspólnota ma swój regulamin rozliczania c.o.

Podsumowując, w łazienkach nie ma opomiarowania, na licznikach w mieszkaniach jest zero, ale licznik główny nabija kolejne jednostki, a te dzieli się pomiędzy osoby, które wykazały, że grzeją. Nie powinno więc dziwić oburzenie osób, które dostają tysięczne rachunki, podczas gdy sąsiedzi grzeją się ciepłem z łazienki i nie ponoszą żadnych kosztów. Dlatego też ŚTBS chce na próbę rozliczać mieszkańców również za ciepło z łazienki, według wielkości i rodzaju kaloryfera (niektórzy mają duże grzejniki, a inni tylko rury). Do tego konieczna jest inwentaryzacja urządzeń w łazienkach. - To pomogłoby rozłożyć koszty i zlikwidować drastyczne różnice w rozliczeniach - podsumowuje Lidia Wiśniewska z ŚTBS.

Masz podobny problem? Zgłoś się do naszej redakcji.

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie