Zaliczka do ręki

HENRYKA BEDNARSKA (95) 722 57 72 [email protected]
Dziennikarze i inni pracownicy niemal przez cały lipiec przychodzili do pracy. W pokoju dziennikarzy od lewej:  Ewa Kalińska, Anna Rimke, Bogdan Sacharczuk, Hanna Kaup, Dorota Siedlecka i Jadwiga Scecewicz.
Dziennikarze i inni pracownicy niemal przez cały lipiec przychodzili do pracy. W pokoju dziennikarzy od lewej: Ewa Kalińska, Anna Rimke, Bogdan Sacharczuk, Hanna Kaup, Dorota Siedlecka i Jadwiga Scecewicz. Paweł Siarkiewicz
Udostępnij:
Jak to jest, że tygodnik z 25-letnią tradycją dosłownie z dnia na dzień znika z kiosków? Jak to możliwe, że wydawnictwo przechodzi z rąk do rąk jak marchewka na bazarze? - Okradli nas - mówią dziś pracownicy ,,Ziemi Gorzowskiej''.

Nie dostają wypłaty, nie mają za co żyć. W redakcji odcięto prąd i telefony. - Od pół roku walczyliśmy o każdy numer. Pieniądze nie wpływały na czas do drukarni w Koninku. Po dziewięć godzin czekałem pod bramą na gazetę. A później pędziłem do Ruchu, żeby zdążyli ją rozwieźć - opowiada kierowca Bogdan Sacharczuk.

Zaliczka do ręki

Gdy pracownikom wpadły w ręce wyciągi z konta firmy, oniemieli. - Ktoś żywcem, kartą płatniczą zabierał wszystko, co się pojawiało na koncie - mówi Jadwiga Scecewicz, dyrektor zarządzający spółką Oficyna Wydawnicza, która ostatnio wydawała ,,ZG''.
Dziś wydawnictwem rządzą ludzie, którzy z mediami nie mieli nic wspólnego.
Ostatnimi właścicielami tytułu związanymi z branżą byli Jagoda Bokuniewicz i Grzegorz Sulski. W kwietniu zeszłego roku sprzedali gazetę i spółkę Gorzowska Oficyna Wydawnicza (GOW) biznesmenowi (transport, restauracja) Dariuszowi Macińskiemu. Ten po kilku miesiącach odsprzedał wszystko Robertowi Sobczakowi (transport). - Od sierpnia zeszłego roku, gdy prezesem firmy został Sobczak, nie dostaliśmy całej wypłaty. Zaliczki przekazywał do ręki. O płaceniu ZUS nawet nie było mowy - mówi J. Scecewicz. Każdemu z etatowców i współpracowników GOW zalega kilka tysięcy złotych.

Nieosiągalni

Firma istnieje, choć jej prezes zniknął. Wcześniej z konta wyparowało prawie 100 tys. zł. W styczniu tego roku kartą wyjęto 18 tys., w marcu - już 39 tys. zł. Kto brał? Sobczak, może jego cichy wspólnik Michał I. (dlaczego ,,I'' - o tym niżej). Nie sposób ich o to zapytać. Sobczak zapadł się pod ziemię, bo od marca jest poszukiwany listem gończym (dostał rok i osiem miesięcy za fingowanie kradzieży samochodów i wyłudzanie odszkodowania, nie zgłosił się do odbycia kary, ma też wyrok za niepłacenie alimentów). Z kolei Michał I., w latach 90. sponsor gorzowskiego żużla, od kwietnia siedzi w areszcie (próba wyłudzenia 200 tys. euro za tira rzekomo porwanego w Macedonii, może dostać nawet dziesięć lat).

Odcięli się od długów

Zanim Sobczak zniknął, na stanowisko prezesa wprowadził do GOW swoją żonę Dorotę, właścicielkę salonu fryzjerskiego. Według pracowników było to już w lutym. Dorota Sobczak zaprzecza, że była prezesem GOW. Tymczasem w redakcyjnej stopce ,,ZG'' jako prezes figurowała od 17 lutego do połowy czerwca. - W firmie pojawiłam się w marcu, ale jako prezes nowo utworzonej Oficyny Wydawniczej, a nie starej GOW - mówi.
Nowa oficyna przejęła tytuł i pracowników. Andrzej Stanek, ostatni redaktor naczelny tygodnika, twierdzi: - Nikt nas nie pytał, po prostu dostaliśmy umowy do podpisania.
Za nową oficyną stał podobno Michał I. (wtedy jeszcze na wolności). W ten sposób odcięto się od długów starej oficyny, które teraz mogą sięgać nawet 500 tys. zł. Nową spółkę formalnie stworzyli Dorota Sobczak - prezes i syn Michała I., 19-letni Rafał. Pierwsze skrzypce grała pani prezes. To ona miała kartę bankomatową, to ona płaciła ludziom pieniądze. - Zaliczkowo, do ręki. W całości dostaliśmy wypłatę jedynie za kwiecień - twierdzi Ewa Kalińska ze składu komputerowego. Pani prezes zaprzecza: - Otrzymywali pensje, są dowody. Byłam prezesem nowej oficyny tylko przez miesiąc.

Brali też w euro

Nieprawda, bo formalnie przez trzy, do połowy czerwca. Wcześniej, 20 maja, gdy wyjeżdżała na urlop na Rodos, oddała kartę płatniczą. Kto miał kartę, ten miał władzę w spółce i dostęp do kasy. Przejął ją Rafał Ilnicki, którego w firmie reprezentował brat Marcin. - Poprosił mnie o to, bo młody, nie umiał rozmawiać z ludźmi - tłumaczy Marcin. Wyciąganie pieniędzy z konta trwało. Od 20 maja do 20 lipca zniknęło 61 tys. zł. W maju pracownicy dostali 30 proc. pensji, w czerwcu - zaliczki po 100-300 zł, w lipcu nic. - Mnie utrzymuje żona. Zastanawiam się, co jutro będę jadł - mówi naczelny Stanek. Sekretarce Dorocie Siedleckiej pomaga rodzina, daje nawet jedzenie.
Dalej też ginęły pieniądze z konta starej oficyny, choć formalnie tytuł należał już do nowej. Rachunek na prawie 17 tys. zł przyszedł z... Rodos, gdzie była Dorota Sobczak. - Nie pobierałam pieniędzy - utrzymuje. Mówi, że nie ma nic wspólnego z gazetą. - Podziękowałam za współpracę, nie chciałam być wplątana w aferę - dodaje.

Uratować, żeby sprzedać

Marcin Ilnicki tłumaczy, że pieniądze brał na zaliczki dla pracowników, energię, czynsz, druk. Na co wydał 7 tys. pobrane w lipcu, gdy gazeta już się nie ukazywała? - Włożyłem więcej, niż wziąłem - odpowiada wymijająco. Z pomocą w rozmowie spieszy mu biznesmen Krzysztof Borkowski (zaopiekował się chłopakami, gdy po aresztowaniu ojca zostali bez środków do życia). - Marcin już w kwietniu opłacał druk gazety, energię, tu mam zapisane wszystkie kwoty. Jeśli dodamy je do wpłat Marcina na gazetę od 20 maja do 20 lipca, okaże się, że naprawdę wydał więcej, niż wziął - mówi (przyznaje, że pożyczał mu pieniądze).
Według Borkowskiego miało to służyć uratowaniu gazety, by ją sprzedać. - Ich ojciec mówił, że spółkę i tygodnik można sprzedać za 230 tys. Ale gazeta musiała wychodzić, bo nikt nie kupiłby trupa - tłumaczy. Podobno był nawet kupiec. - Wszystko miało być sprzedane w ciągu tygodnia, inaczej bym w to nie wchodził - przekonuje Marcin.

Kupiony tytuł

Jednak kupiec zrezygnował. 30 czerwca wyszedł ostatni numer tygodnika. Pracownicy zawiadomili prokuraturę, że Rafał Ilnicki (oficjalny prezes od połowy czerwca) i Dorota Sobczak działali na szkodę spółki. To samo zarzucili Robertowi Sobczakowi, prezesowi starej oficyny. O ratowanie tygodnika poprosili wiceprzewodniczącą Rady Miasta Grażynę Wojciechowską. - Nie mogę pozwolić, żeby zginął przez ludzi z wyrokami sądowymi - twierdzi radna. Poszukała udziałowców, którzy stworzą spółkę Ziemia Gorzowska i będą wydawali ,,ZG''. Tytuł użyczy im na kilka lat Krzysztof Borkowski, który wykupił go za 100 tys. zł od żony Marcina Ilnickiego. - Tytuł kupiła moja firma Drawex. A użyczam go, bo szkoda mi oddanej załogi. No i jestem gorzowianinem, który mile wspomina tygodnik - mówi.

Sprawa interesująca

Dziennikarze i inni pracownicy ciągle przychodzą do pracy. Bo nikt ich nie zwolnił, nawet nie wysłał na urlopy. Przychodzą i nic nie robią. Może niektórzy wyjadą na kilka dni. Spółka Ziemia Gorzowska ma powstać lada dzień. Wkrótce chce wydać kolejny numer tygodnika.
Tymczasem szef Prokuratury Rejonowej Robert Augustyn mówi: - Sprawa wydawnictwa zapowiada się na wielowątkową, niezwykle interesującą.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie