Żary: Lisy wyszły na ulice

Aleksandra Łuczyńska 0 68 363 44 60 [email protected]
fot. sxc.hu
Pierwsza zobaczyła go pracownica przedszkola. Lis chodził na terenie placu zabaw.

Natychmiast wezwano straż pożarną i policję, niestety zwierzęcia nie udało się złapać.

Jak się dowiedzieliśmy to nie pierwszy tego typu przypadek w ciągu ostatnich dni.

Kilka dni temu dwie przedszkolanki szły ulicą Tunelową do pracy. Nagle pojawiły się dwa lisy i zaczęły zbliżać się na niebezpieczną odległość. - To wyglądało tak jakby chciały nas atakować- relacjonuje jedna z kobiet. - Na szczęście obok przejeżdżał mężczyzna, zatrzymał samochód, wyciągnął z bagażnika jakiś długi przedmiot i przegonił dzikie zwierzęta.

W piątkowe przedpołudnie lis pojawił się znowu, tym razem na terenie placu zabaw przedszkola nr 8 przy Górnośląskiej. - Zadzwoniliśmy do straży pożarnej i na policję. Zanim funkcjonariusze się pojawili lis zdążył uciec - opowiada dyrektorka placówki, Barbara Kocik.

- Obawiamy się, że to nie jest ostatnia wizyta tych zwierząt. Najprawdopodobniej mają jakieś siedlisko w pobliżu zbiornika retencyjnego przy ulicy Witosa. Musimy dbać o bezpieczeństwo dzieci dlatego dziś na pewno nie będą wychodzić na dwór - mówiła nam w piątek.

Nie mają sprzętu

- Tak naprawdę trudno stwierdzić kto powinien reagować w tego typu sprawach - przyznaje Mariusz Rajman ze straży pożarnej w Żarach. - Nie jest to do końca uregulowane.

Przyjmujemy takie zgłoszenia, chociaż nie mamy odpowiedniego sprzętu do łapania dzikich zwierząt. Dziś musieliśmy pożyczać go z żarskiego schroniska. Zanim wszystko zostało załatwione i samochód dojechał na miejsce, lisa już nie było.

- To prawda, że problem jest spory - mówi Marian Fularski, komendant straży miejskiej w Żarach. - Mieszkańcy dzwonią do nas często w podobnych przypadkach, dzikie zwierzęta coraz częściej pojawiają się w pobliżu domostw. W Kunicach nie tylko lisy, ale nawet sarny. Niestety, strażnicy miejscy nie mogą łapać dzikich zwierząt.

Nie panikować

Jacek Jaworski, powiatowy lekarz weterynarii uspokaja: - Nie należy się bać lisów. Nie panikować. Lisy z pewnością nie zaatakują.

Owszem, pojawiają się coraz częściej na ulicach, ale to wynik tego, że mają większego zaufanie do ludzi, nie boją się. Poza tym one są zwyczajnie głodne, szukają jedzenia, którego nie mają w lesie, a sama populacja lisów w ostatnim czasie wzrosła. Zwierzętami powinni zająć się ich właściciele, czyli w tym przypadku służby leśne.

Mieczysław Karwański z nadleśnictwa Lipinki Łużyckie zaprzecza. - Zgodnie z ustawą, za utrzymanie porządku na terenie miast i gmin odpowiadają władze samorządowe. To one powinny zadbać o odpowiedni sprzęt, czy ekipę, która byłaby przygotowana do interweniowania w tego typu sytuacjach.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
z za rzeki

,, RUDY OJCIEC , RUDY DZIADEK , RUDY OGON TO MÓJ SPADEK ,
A JA JESTEM RUDY LIS ZMYKAJ Z TĄD BO BĘDĘ GRYZŁ . " Od kiedy przestało opłacać się polowniczym polować na lisy ( ceny futer spadły ) ,populację lisów reguluje tylko ilość pokarmu , szczepionki podawane z samolotów i samochody rozjeżdżające niedoliski . Lisów jest dużo i szukają pożywienia w miastach i przy osiedlach ludzkich dlatego że wyrzucamy do śmieci dużo resztek jedzenia które swoim zapachem zwabia je . Jest to sytuacja normalna i te lisy na pewno wcześniej tam buszowały tylko nikt ich nie widział , teraz miały pecha i zrobiła się afera . Bez paniki , nie słyszałem jeszcze żeby lis kogoś zaatakował . Dla urzędników jest to kolejna okazja do bezsensownego wydawania publicznych pieniędzy na jakiś sprzęt.

Dodaj ogłoszenie