Ze wsi wiocha

Danuta Kuleszyńska 68 324 88 43 dkuleszynska@gazetalubuska.pl
- W Łagowie proponuje się dwie rzeczy: wódkę i rowery wodne - mówi Józef Stasiak, mieszkaniec wsi. - Turyści stąd uciekają, bo śmierdzi i wieje nudą - dodaje Edyta Koźlak.

Perła Ziemi Lubuskiej. Tak od dziesięcioleci mówi się o Łagowie. O tym, dlaczego warto tu przyjeżdżać, a potem wracać, dowiadujemy się z internetu. Ano dlatego, że: jest w Łagowie cudowny klimat, wspaniała przyroda, wypoczynek nad i na wodzie, noclegi na każdą kieszeń, bary, restauracje, rozrywka. Bo nie ma zabetonowanych placów, wielkomiejskiego zgiełku, pogoni za uciekającym czasem. Niby to wszystko prawda, ale...
Perła rozczarowuje. Widokiem ulic, chodników, placów i kamienic. Zwłaszcza tych, w pobliżu gminnej władzy.

Ze wsi wiocha

Jest czwartek, 25 sierpnia. Sezon turystyczny trwa. Ale turystów, jak na lekarstwo. - Przestali do nas przyjeżdżać - ubolewa Helena Krey, właścicielka pola namiotowego "Zielona Polana" przy Łazienkowej. - Dlaczego? Bo nic się tutaj nie dzieje. A jak długo można siedzieć nad wodą albo zbierać grzyby?
Turyści nie przyjeżdżają, bo w Łagowie śmierdzi - uważa Edyta Koźlak. I proponuje spacer nad jezioro. Przechodzimy przez pole namiotowe. Tuż za płotem - przepompownia. W powietrzu unosi się odór. Trzeba zatykać nos. - Wieczorami to dopiero daje! Jak z szamba! - mówi Łukasz Krey.
Na polu - kilku zaledwie turystów. Zjadą dopiero w sobotę i niedzielę. Bo Łagów zrobił się weekendowy. Ludziska wpadają na lody, rowery i kajaki. I żeby pospacerować wśród buków. Ze Świebodzina, Zielonej Góry, Gorzowa przyjeżdżają. W ciągu tygodnia - pustki, zwłaszcza u schyłku sezonu. - Gdyby nie jeziora, bylibyśmy pegeerowską wiochą - denerwuje się właścicielka "Zielonej Polany". - A mnie zależy na tym, żeby Łagów błyszczał.
- Te wakacje były kiepskie - ocenia Józef Stasiak, właściciel wypożyczalni rowerów wodnych, mieszkaniec Łagowa od 15 lat. - Turyści wybierają Lubrzę, Lubniewice... Tam jest tłoczno. A nasza wieś już dawno przestała być perłą. Zrobiła się zwykłą wiochą. Bo w Łagowie, proszę pani, proponuje się tylko dwie rzeczy: wódę i rowery! I to przeraża.
Wóda jest w sklepach. Alkohol sprzedają wszystkie. - Po ulicach snuje się młodzież i pije piwo z butelek - dodaje Stasiak. - I nikt nie zwraca na to uwagi! No, ale skoro nie ma rozrywek, to ludzie grzeją. Bo co mają robić!

Perła w śmietniku

Przystanek autobusowy. Pierwsza wizytówka Łagowa. Tędy turyści chodzą na zakupy, do apteki, tuj parkują samochody. Przystanek z okien urzędu widzi wójt Henryk Czajkowski. - Jest on typowy, polski, wyprodukowany gdzieś tam - opowiada. - Żeby wybudować nowy, trzeba by zasłonić wiadukt. No więc możemy go tylko odmalować.
Przystanek jest zdemolowany: powybijane i popękane szyby. Stoi na betonowym podeście, do którego prowadzą wyszczerbione betonowe schodki. Obok - zniszczone ławki z połamanymi deskami. Jedna ławka desek nie ma wcale.
Tuż za przystankiem - parking. Zamieniony w wysypisko śmieci. Kontenery przepełnione, wystają z nich butelki po wódce. Pod kontenerami foliowe worki z których wysypuje się prawdziwy syf: butelki po alkoholu, stare jedzenie, papiery... Śmierdzi, pełno much. Stąd jak na dłoni widać budynek urzędu. Na nim orzeł w koronie i symbol Łagowa.
Naprzeciw przystanku - wiata. A pod nią wielka mapa Łagowa. I majtające się na powietrzu papierowe ogłoszenia. W pobliżu świetlicy wiejskiej - kolejny śmietnik. I kolejne przepełnione kontenery. - Pani, zwożą tu śmieci z różnych stron i wyrzucają, dlatego taki syf - mówi robotnik. - A śmieci wywożone są co dwa tygodnie - dodaje kolega. Robotnicy siedzą pod krzakami i piją piwo. Jest 10.30.
Ulica Zamkowa. Ta, którą wjeżdża się na starówkę, do zamku joannitów. Wzdłuż drogi - obskurny plot ze starych desek. Na płocie ogłoszenia: pokoje do wynajęcia za 20 zł , dożynki... Dożynki wiszą też na drzewach, przybite gwoździami.
"Pod Lipami" wielki, niebieski baner. Zaprasza na rock, blues i motocykle. Impreza odbyła się 8 lipca. Dwóch młodych chłopaków sączy piwo. - U nas już po sezonie - żali się barmanka Karina.
Starówka. Ruch niewielki. Pod zamkiem joannitów kilka zaparkowanych samochodów. - My nie narzekamy - cieszy się Andżelika Gołębiowska, szefowa hotelowej recepcji. A Wioletta Głuszczuk dodaje: - U nas zawsze pełno gości. Może dlatego, że w Zamku jest tylko 30 miejsc do spania.
Knajpa "Pod Basztą". Jeszcze zamknięta. Małgorzata Czubaj, szefowa kuchni, szykuje obiady. - Może sprzedamy dziś ze dwa, trzy dania - mówi z żalem w głosie. - W weekend będzie trochę lepiej.
Ul. Chrobrego. Stara kobieta z zakupami: - Nic się tutaj nie robi - macha ręką.
Przy drodze na Bukową Przystań dwie nastolatki. Kłócą się, przeklinają, piją piwo.
Na przystani pustki. Właściciel Andrzej Dybała szykuje się do zamknięcia sezonu. - W niedzielę pakuję walizki i wracam do Wrocławia - mówi. - Turystów coraz mniej.

Holenderska nadzieja

Wójt Henryk Czajkowski potwierdza: Łagów zrobił się weekendowy. Dlaczego? - Bo modne stało się w tym roku morze. No i ceny w ośrodkach są u nas za wysokie - mówi. Wójt dodaje, że promocja "perły" była w tym roku duża. Że imprez gmina zrobiła wiele (od czerwca do końca sierpnia było ich dziewięć). Wystarczy wspomnieć festiwal muzyczny, lato filmowe, festiwal kultury rycerskiej. - W tym roku wydaliśmy na promocję Łagowa aż 140 tys. zł, z czego 100 tys., dała Unia. To bardzo dużo - podkreśla.
Wójt uważa, że Łagów nadal jest perłą Lubuskiego. Miasteczko piękne, czyste, przyjazne. - W naszym województwie nie ma ładniejszej miejscowości turystycznej - mówi z dumą w głosie. - Tylko ostatnio sami mieszkańcy jakby przestali o to dbać.
Czajkowski ma nadzieję, że za rok, dwa turyści znów gremialnie zaczną zjeżdżać do Łagowa. Ta nadzieja nazywa się Johann Eeftink i jest Holendrem. Biznesmen inwestuje w "Promyku". Wkrótce postawi kasyno, potem pole golfowe, korty tenisowe, nowy amfiteatr...
- Mam pełne zaufanie do pana Eeftinka i wierzę, że dotrzyma słowa - mówi Czajkowski.

Jakby wymarło

Czesław Zimnowłodzki mieszka w Poznaniu. Tyle słyszał o "lubuskiej perle", że wreszcie postanowił spędzić tu urlop. Na wypoczynek przyjechał z żoną. - No, przyznam, że trochę mnie ten Łagów rozczarował - mówi (żona potakuje głową). I wylicza: odrapane kamienice, zniszczone ławki, wyszczerbione chodniki... - Jakby brakowało gospodarza. Natomiast sama przyroda urzeka. Zachwycony jestem krajobrazem Łagowa. Ale to nie wystarczy, żeby spędzić tu dwa tygodnie. Za rok wybiorę się gdzie indziej.
Rozczarowana jest Ewelina Mijalska z Sulechowa. "Perłę" odwiedziła po latach. - Jakoś sennie tutaj, smutno i nudno - mówi, rozglądając się po ulicy. - I turystów prawie wcale nie widać. A przecież sezon jeszcze się nie skończył. Grzegorz Starecki mieszka w Zawadach. Do Łagowa wpadł na kilka dni. Wcześniej był nad morzem. - Tam aż roi się od ludzi, życie tętni... A tutaj? Jakiś marazm odczuwam, jakby wszystko wymierało.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.