MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zerwane mosty

DARIUSZ CHAJEWSKI
Od czasu, gdy mieszkańcy Forst nie wyrazili zgody na odbudowę zniszczonych podczas wojny mostów uchodzili za niechętnych polskim sąsiadom. Dziś przyznają, że lęk przed laty był nieuzasadniony, jednak do sympatii droga daleka.

- Dżien dobly i charaszo - wita nas starszy mężczyzna na schodach magistratu w przygranicznym Forst, jak przyznaje nie jest w stanie nigdy odróżnić Polaków od Rosjan. - Jesteście tak podobni i macie takie same języki...
Na stole urzędników stos gazet. Wiadomości z pierwszych stron... Federalna Agencja ds. zatrudnienia odnotowała kolejny wzrost bezrobocia w Niemczech. Bez pracy pozostaje 4,64 mln Niemców, 11,1 proc. aktywnych zawodowo. Większość to mieszkańcy dawnej NRD. Kolejna gazeta informuje, że politycy obawiają się napływu przestępców z Europy Wschodniej i apelują o zwiększenie nakładów na budowę więzień. Mają tam trafić bandyci, nielegalni pracownicy i żebracy ze Wschodu.

Zerwane mosty

"Ku pamięci wszystkich nieznanych uciekinierów, którzy utonęli w Odrze i Nysie próbując uniknąć prześladowań i niebezpieczeństwa"... Napis tej treści można przeczytać na tablicy obok zerwanego mostu. Przez lata tędy biegł jeden z głównych szlaków nielegalnych emigrantów i przemytników. To pierwsze skojarzenie, gdy w Forst zapytać o Polskę.
Zgodnie ze stereotypem mieszkańcy Forst nie lubią Polaków. Jakie mamy na to dowody? Przed laty, mimo wpisania do polsko-niemieckiej umowy, nie powstał tutaj ani most drogowy, ani kładka dla pieszych spinające miasto z polskimi Zasiekami. Przed II wojną światową Zasieki to było Bergen, dzielnica Forst.
Awantura o most trwała przez kilka lat i poróżniła nawet burmistrza miasta z landratem, czyli odpowiednikiem naszego starosty. Burmistrz uzasadniał swoje stanowisko naciskiem lobby handlowego, które bało się konkurencji polskiego bazaru. Na tej decyzji poślizgnęło się kilku polskich biznesmenów, którzy, licząc na przygraniczny handel, wykupili teren, zaczęli sprzedawać kolejne stanowiska handlowe.
Po krótkiej walce i wielu dyskusjach most drogowy powstał kilka kilometrów od Zasiek.

Miasto na sprzedaż

Dziś Forst wygląda dziwnie. Z jednej strony imponuje rozmach, z jakim zamknięte zakłady włókiennicze zamieniono w budynki administracji publicznej. Mistrzostwo. Życiem tętni główna ulica, właśnie rozebrano kolejny budynek - jak na polskie warunki w bardzo dobrym stanie technicznym.
Jednak życie kończy się dwie przecznice dalej. To prawdziwe Forst, budynków straszących pustymi oknami, obwieszonych tablicami z napisem "na sprzedaż".
- Każdego roku tracę ponad stu klientów - mówi zajmujący się wynajmowaniem mieszkań i handlem nieruchomościami Uwe Engelmann. - Uciekają na zachód, za granicę. Dla większości Forst to koniec świata. Niestety obawiam się, że przyjęcie Polski do Unii niewiele zmieni. Polaków nie będzie nadal stać na mieszkanie w Niemczech.
Ze świecą szukać na ulicy ludzi młodych. Dziś 34 proc. mieszkańców stanowią osoby mające więcej niż 65 lat. Od 19 do 25 lat ma niespełna 7 proc. mieszkańców miasta.
- Tylko kończę szkołę, robię starym pa, pa i już mnie nie ma - opisuje swoje plany 17-letni Sven. - Polacy są mi idealnie obojętni. Niech sobie będą w Unii, tylko żeby nam nie zabierali miejsc pracy i nie mówili po polsku na ulicy.

Koniec stereotypów

Jana Weber, rzeczniczka prasowa landrata, mówi o przełamywaniu stereotypów. W ciągu kilku lat zrobiono bardzo wiele i podaje przykłady współpracy między polskimi i niemieckimi firmami, samorządami, urzędnikami. Z żalem przyznaje, że zbyt mało jest bezpośrednich kontaktów między przedstawicielami obu nacji. Czy sama ma przyjaciół za Nysą?
- Niestety nie mam na to czasu - odpowiada J. Weber. Jak inni urzędnicy starostwa starała się nawet nauczyć polskiego. Niestety, to taki trudny język...
Zajmująca się ekonomią w urzędzie landrata Janina Sillack opowiada o kontrolach na budowach w Forst w poszukiwaniu nielegalnych robotników, także z Polski. Budowlańcy śmieją się w kułak. Nielegalni Polacy pracują tymczasem w mieszkaniach Niemców. Jak Bronek z podżarskiej wsi, który kładzie kafelki, panele, jak twierdzą klienci, robi to jak nikt. On także nie spodziewa się rewolucji po 1 maja.
- Jak robiłem, tak będę robił - mówi. - I tylko czasem głupio się czuję, jak moi pracodawcy tłumaczą sąsiadom, że znajomy przyjechał z Polski. Jaki ja znajomy, ja do roboty?
Niemiecki "znajomy" Bronisława współczuje Polakom, wkrótce będą mieli jego zdaniem dość i Unii i euro.
- Jaki u nas był entuzjazm - opowiada. - Wepchnęli w nas pieniądze, zaczęliśmy z wysokiego pułapu, żyliśmy jak Europejczycy... Jednak to się skończyło i jesteśmy dziadami. Dziadami z rozbuchanym apetytem. Ci z zachodu zamknęli nasze fabryki, wykupili ziemię i teraz pchają swój towar. Wam może będzie łatwiej, będziecie do tej Europy dochodzili stopniowo...
- Jakieś dwieście lat - dodaje wyraźnie złośliwie.

Schade, czyli szkoda

Czego boją się Niemcy? J. Sillack twierdzi, że przede wszystkim syndromu kraju tranzytowego. Prawdziwi Niemcy, ci ze starych krajów związkowych, tylko przez Forst i okolice przejadą zmierzając do Polski i dalej na wschód. I tutaj nie mówią jedynie o turystach, ale przede wszystkim o inwestorach.
Sigrid Gehrke mówi o strachu przed przestępstwami. Ale przyznaje, że przed laty ona i inni mieszkańcy Forst trochę się pomylili, nie taki Polak straszny. Budowa mostu niewiele zmieniła, nie żyje się w mieście gorzej. Także najwięksi przeciwnicy - handlowcy - mówią, że sądzili, że z Polakami będzie gorzej. Niektórzy, jak chociażby handlujący samochodami Sven Lange, po zmianie przepisów w Polsce wiele sobie obiecuje. Być może wrócą polscy handlarze...?
Przeciwnikiem i to zdecydowanym
wejścia Polski do Unii jest Hans Welke, emeryt, niegdyś pracownik fabryki włókienniczej. Nie ze względów nacjonalistycznych, ale... komercyjnych. Boi się, że wyrównają się ceny w Niemczech i w Polsce, a dziś tanie paliwo, artykuły spożywcze, odzież to jedyna szansa dla biednych z Forst, aby jakoś związać koniec z końcem.
- Schade - mówi, co znaczy po prostu "szkoda".

Koniec Europy

Most łączący dwa brzegi Nysy jest już europejski. Kilkaset metrów dalej Europa się kończy - stoją metalowe budy udające sklepy. To standard sprzed kilku lat - gdy rodził się przygraniczny handel. Jednak jak tłumaczą handlowcy i oni za kilka lat dojdą do poziomu Gubina czy Słubic. Zasieki dopiero zaczynają. Kilka kilometrów dalej powstają kolejne blaszane miasteczko, następna stacja benzynowa.
- Rozmawiamy dużo z Niemcami i nie są zadowoleni z tego, że Polska wchodzi do Unii - mówi handlujący papierosami Mateusz Jankowski z podkroś-nieńskiego Czarnowa. - Już płaczą, że jest im źle, a jeszcze jak będziemy w Europie i nie będą mogli zrobić w Polsce tanich zakupów... Może nie będzie tak źle.
Kramarze z Zasiek wierzą, że to nie my wejdziemy do Europy, ale Europa przyjedzie do nas. I będzie płaciła euro.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska