Zielona Góra. Miasto ma kłopoty z firmą remontującą drogi

(krzym)
Władze Zielonej Góry mają kłopoty z San-Budem już od kilku lat. Wszystko zaczęło się od ścieżki rowerowej na Sulechowskiej. Przez remont Jaskółczej straciliśmy 3 mln, a Jędrzychowska będzie rozkopana przez zimę.

Ta ścieżka to niewypał!

Trasa rowerową przy Sulechowskiej miała być wzorcową inwestycją. Okazała się prawdziwym niewypałem. Zamiast równej nawierzchni są na niej sporej wielkości bruzdy. Nie udało ich się usunąć przez dwa lata!

Budowa ścieżki rowerowej przy ul. Sulechowskiej rozpoczęła się wiosną 2009 r. Miłośnicy jazdy na dwóch kółkach ucieszyli się, że będą mogli bez problemu dojechać do planowanego wówczas Centrum Rekreacyjno-Sportowego (otwarto go rok później). Głównym wykonawcą tej inwestycji było Zielonogórskie Przedsiębiorstwo Budowy Mostów Mosty. Jako podwykonawca została zatrudniona firma San-Bud. I zaczęły się problemy. A to z projektem, a to zagęszczeniem masy asfaltowej. Całą sytuację komplikował fakt, że na tym terenie prace ziemne prowadziła też Zielonogórska Elektrociepłownia.

- W tym przypadku winny jest nie tylko San-Bud - wyjaśnia Paweł Urbański, naczelnik wydziału inwestycji miejskich - Bo jeden z odcinków ścieżki uszkodziła elektrociepłownia.

Ostatecznie ścieżkę oddano jesienią 2009 r. Wiosną 2010 roku zaczęły się na niej pokazywać pierwsze bruzdy. Wszystko przez złą jakość materiału do podbudowy i wilgoć. Rowerzyści kilkakrotnie protestowali, a poprawek wciąż nie było. Firmy, które budowały trasę dla rowerów długo spierały się o to, kto i w jakim zakresie odpowiada za usunięcie fuszerek. Dopiero kilka tygodni temu wszelkie spekulacje zostały przecięte.

- Nawet bez poprawek ta ścieżka nadaje się do jazdy - zapewnia naczelnik Urbański. - Do połowy maja przyszłego roku firma San-Bud na zlecenie Mostów usunie usterki.

Przypomnijmy, że podobny problem był na tzw. Zielonej Strzale, również budowanej przez San-Bud. Ale tam ścieżka została już doprowadzona do porządku.

Czytaj też: Zielona Góra. Nie widać końca remontu ul. Jędrzychowskiej

Kasy z ulic popłynęła

Remont Jaskółczej i Ogrodowej miał być wzorową inwestycją. Tymczasem okazał się kompletną klapą. Bo choć zakończył się ponad rok temu nadal nie został odebrany. A miasto straciło 3 mln zł rządowej dotacji.

Na przebudowę Jaskółczej i Ogrodowej kierowcy czekali latami, bo obie jezdnie przypominały sito. Remont ruszył w kwietniu zeszłego roku. Od początku otrzymywaliśmy wiele sygnałów od naszych Czytelników, że prace się ślimaczą. A magistrat wskazywał liczne usterki.

Remont planowo zakończył się w październiku. I kierowcy mogą korzystać z rond łączących ulice 1 Maja, Moniuszki i Jaskółczą, Jaskółczą z Ogrodową oraz Fabryczną z Ogrodową. Ale cała inwestycja do tej pory nie została odebrana. Owszem, podpisano aneks do umowy, w którym miasto zobowiązało wykonawcę firmę Eko-Mel do usunięcia niedoróbek. I rozpoczął się długi spór między obiema stronami. Wykonawca zgłosił gotowość do odbioru w połowie listopada.

Miasto się nie zgodziło - Z naszej strony nie ma przyzwolenia na fuszerki - grzmiał naczelnik. Paweł Urbański. - Połowa nawierzchni jest do zerwania.

Wojciech Pawlik, prezes San-Budu: - Ulice są w dobrym stanie. To miasto stwarza problemy.

Spisano protokół rozbieżności, ale końca konfliktu nie widać. I jest on bardzo kosztowny dla podatników. Remont był finansowany z rządowego programu tzw. schetynówek. Dzięki temu magistrat miał dostać 3 mln zł dofinansowania z budżetu państwa. Wojewoda Helena Hatka, nie przekazała tych pieniędzy argumentując, że inwestycja nie skończyła się w terminie.

P Urbański tak komentuję tę decyzję: - Ręce opadają. Zostaliśmy ukarani za to, że żądamy jakości.

Miasto i skarb państwa do dziś spierają się w sądzie.

Czytaj też: Uciekły pieniądze na remont zielonogórskich ulic

Ulica rozkopana do wiosny

Remont Jędrzychowskiej nie zakończy się przed zimą. San-Bud i miasto wzajemnie obarczają się winą za taki stan rzeczy. A najbardziej ucierpią na tym kierowcy, bo objazdami będą jeździć do wiosny.

Drugi etap przebudowy Jędrzychowskiej ruszył w marcu. W przetargu wygrała najtańsza oferta. Magistrat miał w związku z nim spore obawy. Bo nie do końca ufał wykonawcy, czyli San-Budowi. Często odwiedzaliśmy plac budowy i prawie zawsze widzieliśmy ten sam obrazek: dwóch panów podpiera się na łopacie, a trzeci im się przygląda. Miasto kilkakrotnie upominało wykonawcę za opieszałość. Bezskutecznie! Ten tłumaczył, że prace opóźniają się przez firmę Musing, która wymieniała kanalizację na zlecenie wodociągów.

- To nieprawda - kontrował P. Urbański, naczelnik wydziału inwestycji. - Firmie brakuje dobrej woli. Front robót jest na tyle szeroki, że prace mogą być prowadzone niemal bez przerwy.

We wrześniu okazało się, że zagrożony jest październikowy termin zakończenia inwestycji. A miasto i wykonawca jak zwykle przerzucały się odpowiedzialnością. W magistracie tradycyjnie usłyszeliśmy, że San-Bud nie przykłada się do pracy. A przedstawiciel tej firmy Grzegorz Kasperski, jak gdyby nigdy nic oświadczył: - Kiedy przystępowaliśmy do przetargu, nikt nam nie powiedział, że nasze prace będą na dużym odcinku pokrywać się z tym, co robi firma Musing.

Dziś już wiemy, że robotnicy nie zdążą przed zimą. I droga wjazdowa do miasta od strony Kożuchowa nie zostanie otwarta.

Prezes Wojciech Pawlik nie widzi winy swojej firmy. Jego zdaniem to miasto utrudniało wszystkie prace.

Czytaj też: Zielona Góra. Miasto spiera się z wykonawcą o remont ulicy

 

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
euro_kołchoźnik
*
e
euro_kołchoźnik
Czyta się ten artykuł jakby scenariusz z filmu grupy Monty Pythona. 700 urzędników zatrudnia UM Zielona Góra. A tu proszę. Ścieżkę rowerową zaczyna rzeźbić najtańsza firma w mieście, w tym samym czasie Elektrociepłownia zaczyna wykopki w tym samym miejscu. Później coś tam siada. Gdzie indziej miasto straciło 3 mln zł. Jeszcze gdzie indziej rozkopane ulice będą rozkopane do wiosny bo kilku wesołków będzie robić inne prace. Cyrk poprostu cyrk.
Miasto nie ma kłopotów z firmami.
Miasto ma kłopoty z własnym dyletanctwem i ignorancją,
w planowaniu i podejmowaniu decyzji.
k
kart631
Jeżeli tyle problemów z firmą to nie dawać jej roboty.
Dodaj ogłoszenie