Zielona Góra. Młodzi już wiedzą, w jakich przypadkach zgłaszać się na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Rusza akcja: SOR(RY), tu ratuje się życie

Natalia Dyjas-Szatkowska
Natalia Dyjas-Szatkowska
Zielona Góra, 3 marca 2020 r. Inauguracja akcji "SOR(RY), tu ratuje się życie".
Zielona Góra, 3 marca 2020 r. Inauguracja akcji "SOR(RY), tu ratuje się życie". Natalia Dyjas
Pracownicy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Zielonej Górze, ale i studenci medycyny na Uniwersytecie Zielonogórskim, zaprosili licealistów na inaugurację akcji: SOR(RY), tu ratuje się życie. Wszystko po to, by mieszkańcy wiedzieli kiedy i w jakich przypadkach zgłaszać się na SOR.

- Dzisiejsza akcja pod nazwą "SOR(RY), tu ratuje się życie" ma na celu edukację całego społeczeństwa. Chcemy zacząć od licealistów - mówi student Eryk Wacka, student Koła Naukowego Stanów Nagłych na Uniwersytecie Zielonogórskim. - Jest to bardzo istotny problem w dzisiejszych czasach, ze względu na bardzo duże obciążenie Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych. Chcemy edukować społeczeństwo, młodych ludzi, żeby wiedzieli kiedy i z jakimi schorzeniami zgłaszać się do SOR-u. Kiedy szukać pomocy w innych jednostkach ochrony zdrowia. Żeby to wszystko przebiegało tak, jak powinno. I żeby SOR-y były trochę bardziej odciążone.

Trwa głosowanie...

Czy wiesz, w jakim przypadku powinieneś zgłaszać się na SOR?

Przychodzą na SOR, a powinni iść do lekarza rodzinnego

Codziennością jest, że na SOR-y zgłaszają się osoby z objawami, które powinny być leczone gdzie indziej.

- Od 60 do 70 procent ludzi, którzy trafiają na SOR, nie powinni się tam znaleźć - mówi Martyna Pająk, z koła naukowego Stanów Nagłych na Uniwersytecie Zielonogórskim.

Z jakimi schorzeniami przychodzą? Naprawdę różnymi. Od kataru, lekkiego bólu brzucha, po brak leków na nadciśnienie, które powinny być wypisane przez lekarza rodzinnego...

Pacjenci, którzy nie wymagają natychmiastowej pomocy, bez zagrożenia zdrowia i życia, często na SOR-y trafiają. Tworzą się niepotrzebne kolejki, pojawiają się i nerwy. I blokowanie pomocy tym, którzy naprawdę i szybko jej potrzebują. Stąd tak ważna jest ciągła edukacja. Dlaczego zdecydowano się na spotkania z młodzieżą?

Młodzi przekażą wiedzę innym

- Jeżeli mówimy o potencjalnych grupach pacjentów, którzy będą trafiali do oddziału ratunkowego, to młodzież, którą chcemy wyedukować, będzie w przyszłości do nas napływać - wyjaśnia Piotr Rozpędowski. - Im lepiej wytłumaczymy działanie całego systemu ochrony zdrowia w naszym kraju, tym większe będzie prawdopodobieństwo, że oni potem nie będą błądzili i nie będą robili sztucznych kolejek.

Byliśmy na SOR-ze, ale niepotrzebnie

- Czy ktoś z was był kiedykolwiek na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym? - pytała licealistów marszałek Elżbieta Anna Polak. - Ja też byłam. I to nie był jeden raz. I... niepotrzebnie. Bo bardzo szybko okazało się, że to lekarz rodzinny, ewentualnie nocna i świąteczna opieka zdrowotna wystarczyłaby w zupełności. Dlatego warto dowiedzieć się, kiedy przyjść na SOR. One są bardzo ważnymi jednostkami organizacyjnymi w naszych szpitalach. Na SOR-ze ratuje się ludzkie życie. Myślę, że dlatego doktor Szymon Michniewicz podjął inicjatywę, by nie tylko o tym rozmawiać na tym spotkaniu, ale by przeprowadzić całą kampanię informacyjną. Szczególnie adresowaną do młodzieży. Bo wy potem opowiecie o tym w domu. I przekażecie doświadczenie w swoim środowisku.

Najpierw quiz, potem ciekawe lekcje

Organizatorzy spotkania świetnie się do niego przygotowali, by młodzi nie nudzili się ani chwili. Najpierw licealiści z IV LO w Zielonej Górze rozwiązali na komórkach krótki quiz. Mogli odpowiedzieć na pytania, co oznacza skrót SOR, czy znajduje się on w Zielonej Górze, jaki jest ogólnoeuropejski numer alarmowy, gdzie będziesz szukał pomocy, gdy masz katar w poniedziałek rano i wiele innych.

- SOR to oddział jak każdy inny, ale ma swoją specyfikę - mówi Eryk Wacka. - Wyróżnia go to, że możemy się do niego zgłosić z ulicy. Ale powinniśmy się na niego zgłosić z tej ulicy tylko w określonych przypadkach. Możemy zostać też do niego przetransportowani przez ambulans, ewentualnie w stanach ciężkiego zagrożenia życia lub zdrowia, przez lotnicze pogotowie ratunkowe, jeśli szpital dysponuje lądowiskiem.

Dr Szymon Michniewicz, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Szpitalu Uniwersyteckim w Zielonej Górze wyjaśnił zaś młodym mieszkańcom, z jakimi objawami możemy zgłaszać się na SOR. To np. urazy kończyn (złamania, nie bóle stawów!), rozległe oparzenia, zatrucia lekami, chemikaliami, nagłe i silne bóle brzucha, uporczywe wymioty, napady drgawek, bóle w klatce piersiowej, nagłe duszności i wiele innych.

Naszym mottem jest powiedzenie: właściwe działanie, we właściwym czasie u właściwego pacjenta

- Naszym mottem jest powiedzenie: właściwe działanie, we właściwym czasie u właściwego pacjenta - wyjaśnia dr Szymon Michniewicz. - To daje nam szansę na osiągnięcie ostatecznego sukcesu. I to, że ten człowiek, który uległ jakiemuś urazowi, wraca do domu albo ma szansę w najbliższym czasie odzyskać swoją pełną sprawność. Tylko dlatego, że będziemy mieli szansę we właściwy sposób mu udzielić pomocy.

Szymon Michniewicz podkreślił też m.in., by gdy wybierzemy się z dokumentacją medyczną na SOR z naszym bliskim, pamiętać o jego dokumentacji medycznej. To ułatwi leczenie pacjenta.

Młodzi ze spotkania wyszli o wiele mądrzejsi. I teraz już raczej będą wiedzieć, by z katarem na SOR nie przychodzić.

POLECAMY:

WIDEO: Koronawirus mniej groźny niż grypa?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Q
Qq

SOR w ZG to kabaret... byłem, widziałem i przeżyłem....

Dodaj ogłoszenie