ZIELONA GÓRA. Ostatnie pożegnanie Jadwigi Korcz-Dziadosz [WIDEO, ZDJĘCIA]

mk, kali

Wideo

Zobacz galerię (18 zdjęć)
Tłumy zielonogórzan przyszły pożegnać społeczniczkę, przewodniczkę, kolorowego ptaka Zielonej Góry - jak określali ją znajomi - Jadwigę Korcz - Dziadosz. Nie mogło też zabraknąć duchowej siostry - Urszuli Dudziak, z którą pani Jadwiga przyjaźniła się od dzieciństwa...

Jadwiga Korcz - Dziadosz zmarła w nocy 6 września. Miała 76 lat. Była barwną postacią miasta, wzorową urzędniczką, wieloletnim sekretarzem zarządu Zielonogórskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, społeczniczką, po prostu wspaniałym człowiekiem.

Uroczystość pogrzebowa miała charakter świecki. Czytane były wiersze męża pani Jadwigi - Kazimierza. Syn dziękował tak licznie przybyłym osobom, które towarzyszyły w ostatniej drodze jego Mamy. Mówił, że jest wdzięczny Zielonogórskiemu Uniwersytetowi Trzeciego Wieku za to, iż jego Mama w tak wspaniały sposób mogła spędzić jesień życia. Dla niej to była zawsze wiosna. Zaangażowana, zabiegana, ale szczęśliwa. Niełatwo było się z nią umówić... Zanim ustaliła termin, spoglądała do kalendarza. I mimo licznych obowiązków, ale i przyjemności jak otwarcie kolejnej wystawy czy koncert, zawsze znajdowała czas na spotkanie z najbliższymi...

Na cmentarz oprócz licznie przybyłej rodziny, przyszło też wielu słuchaczy ZUTW z prezes Zofią Banaszak na czele. Byli sąsiedzi, znajomi, przyjaciele, wśród nich Urszula Dudziak, światowej sławy wokalista jazzowa, z którą Jadwiga Korcz - Dziadosz przyjaźniła się od lat szkolnych. Obie mieszkały na tej samej ulicy.

Jadwiga Korcz-Dziadosz urodziła się w 1943 roku. Pochodziła z Kresów, z Sambora (województwo Lwów), skąd we wrześniu 1945 roku przyjechała razem z rodzicami do Zielonej Góry. Po latach, gdy pytano ją, skąd jest mówiła, że z Sambora. A gdy w 2001 odwiedziła swoje rodzinne miasto, zmieniła swą odpowiedź i mówiła, że jest samborską zielonogórzanką...

- Moja opowieść o Zielonej Górze rozpoczyna się w kresowym Samborze, 15 sierpnia 1945 roku - opowiadała na łamach „Gazety Lubuskiej” pani Jadwiga. - Mama Helena, dziadek Michał, ja i siedem metalowych kufrów wypełnionych przede wszystkim książkami z bogatej biblioteki taty. Do tego trochę garnków, pościel, kasza, ziemniaki, jakieś tłuszcze. I moja metryka, na drugiej stronie której widać niemiecki druk. Do tego gdzieś głęboko schowane, pisane na szmatkach, grypsy od ojca. I w jednym z nich polecenie taty, aby rodzina jechała na zachód. Ojciec, zwany w rodzinie Dziunkiem, trafił do więzienia w Drohobyczu po powtórnym wkroczeniu Sowietów. Za co? Za przynależność do AK. Wyrok brzmiał: 8 lat łagrów, gdzieś na Uralu.

Dobrze pamiętała wieczór 1948 roku, kiedy to ojciec Władysław (późniejszy profesor historii) wrócił z łagrów i odnalazł rodzinę. Cóż to była za radość... Mała Jadzia przyjaźniła się z Ulą z tej samej ulicy. Razem chodziły do szkoły, ich domy oddzielało 700 kroków, więc odprowadzały się ciągle, aż w końcu żegnały w połowie drogi. Przyjaźń przetrwała lata, choć Urszula Dudziak - światowej sławy wokalistka - zamieniła Polskę na USA.

Jadwiga Korcz - Dziadosz uważnie śledziła losy przyjaciółki. - Jestem z niej taka dumna - powtarzała, gdy czytała o kolejnej nagrodzie czy też nadaniu Urszuli Dudziak honorowego obywatelstwa Zielonej Góry. I dodawała: - I nawet nie przeszkadza mi to, że jak idziemy razem, niektórzy biorą mnie za jej... mamę!

Obie panie spotykały się przy każdej okazji. Powtarzały, że ich przyjaźń jest jak statek. Nawet gdy nie widać jej na horyzoncie, nie tonie.

U. Dudziak powtarzała (co też napisała w dedykacji w jej książce): Najdroższej, Najukochańszej, Jedynej Cudownej mojej siostrze duchowej Jadzieńce...

Obie angażowały się w działalność harcerską, w szczepie słynnych Makusynów. Dorosła Jadwiga nie poszła w ślady ojca profesora historii, choć się nią zawsze interesowała. Przez lata pracowała w Urzędzie Wojewódzkim. Na emeryturze bardzo zaangażowała się w działalność Zielonogórskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Przez lata była sekretarzem zarządu. Zawsze pomocna i uśmiechnięta. Jak mówią jej znajomi - szła przez życie z pozytywnym nastawieniem do wszystkiego. Miała wielką wiedzę na temat historii i współczesności Zielonej Góry. Często oprowadzała po mieście wycieczki, pokazując to, czego nie ma w przewodnikach. Robiła to społecznie.

TAK JĄ WSPOMINAMY

  • Ewa: - Myślałam, że Ona będzie zawsze.
  • Wanda: - Byłaś supersąsiadka. Miłą, ciepłą, pomocną.Ogromy żal! Danuta: - Już nie usłyszę Danulko!
  • Basia: - Była kolorowym ptakiem.
  • Krystyna: - Jadziu, byłaś ANIOŁEM....w niebie będzie Ci smutno???
  • Tadek: - Nikt tak nie potrafił mówić o mieście jak Ty. Będzię Cię brakowało.

ZOBACZ TEŻ

ZIELONA GÓRA. Ostatnie pożegnanie Zbigniewa Jaworskiego, zał...

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
13 września, 17:56, Zum:

Wszyscy pomrzemy ale nie wszyscy zostaniemy powołani do życia wiecznego...ateiści praktycznie sami wybierają swoją drogę na wieczność...żyli w kulturze śmierci, zatem czego mogą się spodziewać po śmierci?

Nieba... skoro byli dobrzy.

Pokoju!

G
Gość

Nieba

Z
Zum

Wszyscy pomrzemy ale nie wszyscy zostaniemy powołani do życia wiecznego...ateiści praktycznie sami wybierają swoją drogę na wieczność...żyli w kulturze śmierci, zatem czego mogą się spodziewać po śmierci?

Dodaj ogłoszenie