Nie wszyscy wiedzą, że parę kilometrów od centrum Zielonej Góry znajduje się hodowla mięsnych krów rasy hereford i nietypowych, węgierskich świń z...

Mariusz Kapała / GL

Następne
Przeglądaj również za pomocą strzałek na klawiaturze [1/20] Następne

Nie wszyscy wiedzą, że parę kilometrów od centrum Zielonej Góry znajduje się hodowla mięsnych krów rasy hereford i nietypowych, węgierskich świń z... futrem. Restauracje w Polsce o mięso to się biją. W Lubuskim dopiero się do nich przekonujemy.



- Chodźcie dziewczyny, chodźcie! - tak do wyjścia z ukrycia zachęca (nieco nieśmiałe) świnie rasy mangalica ich hodowca, zielonogórzanin Artur Suchodolski. Jak mówi to dodatek do jego głównej działalności - hodowli krów rasy hereford, których mięso charakteryzuje się niezwykłym smakiem. Zarówno świnie, jak i krowy mają tutaj nietypowe warunki do życia.

Kiedy wchodzimy na teren, gdzie ryją świnki, naszym oczom ukazuje się sporej wielkości bajoro, cegły, kłębki drutów i... piłka do siatkówki.

- To dla zabawy - tłumaczy Artur Suchodolski. - Nasze świnie lubią się tymi elementami bawić. A w trakcie tegorocznych upałów uwielbiały chłodzić się w bajorku. Tylko im ryjki znad wody wystawały...

Ta nietypowa rasa świń, bo pokryta szczeciną podobną do futra owiec, pochodzi z Węgier. Tam na co dzień króluje na stołach, ze względu na mięso, ale i wartości odżywcze.

- Bardzo niewiele osób wie, że tłuszcz z mangalicy jest zdrowszy niż tran! - mówi A. Suchodolski. - Ma dużo kwasów Omega 3. Na Węgrzech praktycznie nie używa się olei, wszystko, na czym się smaży, to na smalcu z mangalicy węgierskiej.

Skąd pomysł na hodowlę?
- Mieliśmy tutaj stary sad - mówi Artur Suchodolski. - Chaszcze były po pas. Nie chciało nam się tego kosić. Stwierdziliśmy, że trzeba wpuścić zwierzaki, które zaczną chodzić i ryć. Myśleliśmy o kozach, ale stwierdziliśmy, że nikt w Polsce nie ma hodowli mangalic. Wtedy było dosłownie kilkanaście sztuk w kraju. Przywieźliśmy pierwsze, potem kolejnego knura z Węgier. Ten dostał nawet imię. Był na tyle towarzyski, że przychodził i chciał, żeby go głaskać za uchem. Hodowcy zdecydowali, że dożyje on swojej starości w spokoju. Jak mówią ze śmiechem: „za zasługi”.

Jak mówi hodowca, mieszkańcy dopiero przekonują się do tego rodzaju mięsa. Być może z biegiem lat się to zmieni.

Mangalice, choć urocze, są dodatkiem do głównej hodowli krów hereford. Artur Suchodolski ich niezwykłe mięso sprzedaje do poznańskich czy warszawskich restauracji. Zapotrzebowanie jest olbrzymie. Hodowca nie chce jednak przyspieszać chowu, bo to może wpłynąć na... samopoczucie zwierząt.

- Nasza hodowla jest w 100 procentach ekstensywna - mówi A. Suchodolski. - Co to oznacza? Żeby było dobre mięso, jego ph powinno być odpowiednie. Ograniczamy stres zwierząt do minimum. Dla zwierzęcia stresogenny jest kontakt z człowiekiem, brak pożywienia w odpowiednich ilościach, nieodpowiednie miejsce. Jest kilkanaście składowych, które łączą się w całość. To wszystko powoduje, że zwierzę ma mniej stresu, jest bardziej zrelaksowane, mięso jest dzięki temu bardziej soczyste, kruche, ma lepszą strukturę. Mamy 250 hektarów łąk, są też tereny zalesione, sąsiadujące z Odrą. Krowy, przez 6-7 miesięcy w roku, żyją na łakach, nie wracają do obór. Tam się rodzą, jedzą, śpią.

Krowom i świniom w Stożnem żyje się więc raczej spokojnie. Dzięki temu ich mięso ma niezwykły smak.

POLECAMY RÓWNIEŻ PAŃSTWA UWADZE:

Tutaj ludzie wynoszą grzyby z lasu wiadrami [ZDJĘCIA CZYTELNICZKI]



Polecamy