MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zielonogórski adwokat wywalczył dla Maxa Kolonki od "Faktu" 50 tysięcy złotych

Katarzyna Borek 68 324 88 37 [email protected]
fot. Archiwum
Zielonogórski adwokat Krzysztof Szymański tylko nam zdradza, dlaczego sprawę znanego dziennikarza przypłacił niemal uzależnieniem od… plotkarskiego serwisu Pudelek.pl.

- Ale niech pani lepiej nie zdradza, że zaglądam na tego Pudelka - śmieje się Krzysztof Szymański, znany adwokat z Zielonej Góry. Ma opinię mecenasa bardzo skutecznego, o dużej sile przebicia. Bronił w wielu słynnych sprawach karnych. Był wieloletnim dziekanem zielonogórskich adwokatów, a teraz z powodzeniem działa również i w polityce (z ramienia PO jest przewodniczącym sejmiku województwa).
- Ale przecież śledzi Pan te wszystkie newsy na Pudelku: kto, z kim i dlaczego… - droczę się.
- No może nie śledzę, ale czasem rzucam okiem, przez to wszystko.

"To wszystko" to sprawy, jakie Szymański prowadzi w imieniu swoich klientów przeciwko plotkarskim mediom, ale i tzw. nazwiskom. W procesie z Michałem Wiśniewskim bronił jego byłej menadżerki Katarzyny Kanclerz (tej, która m.in. odkryła zespół Hey). W wojnie z gazetą "Fakt" i Pudelkiem.pl, reprezentuje Mariusza Maxa Kolonkę, którego najbardziej pamiętamy jako amerykańskiego korespondenta TVP. W 2001 roku zdobył nawet prestiżową dziennikarską nagrodę Wiktora. Stał się ulubieńcem telewidzów, ale też kobiet i prasy. Ta kolorowa szczególnie pilnie śledziła jego romans z Weroniką Rosati. Aktorką oraz córką znanych rodziców: projektantki mody i polityka, byłego ministra spraw zagranicznych.

Kolonko i Rosati unikali publicznego pokazywania się razem. W wywiadzie dla "Gali" z 2005 r. wprost powiedzieli, że nie sądzą, by przysłowiowego Kowalskiego interesowało, gdzie Max poznał Weronikę… Nie mieli racji. Ich związek okrzyknięto romansem roku. W 2006 r. "Fakt" opublikował cykl artykułów, których "bohaterem" był Kolonko. Można było przeczytać, że wystawił młodziutką Weronikę na sprzedaż, kupcząc jej wdziękami. Że chciał się promować na jej nazwisku, bo złożył stronę internetową i dosłownie sprzedawał ciało narzeczonej. Chodziło o stronę ze zdjęciami znanego amerykańskiego reżysera Mike'a Figgisa, który uchwycił w swoim obiektywie oszałamiającą urodę Rosati w kreacjach wieczorowych.
"Fakt" twierdził też, że Kolonko musi chałturzyć, bo ma problemy ze znalezieniem pracy po wygaśnięciu kontraktu z TVP. W podpisaniu nowego miała mu pomóc miłość, nazywana rzekomą. Gazeta kpiła, że "podstarzałemu Maksowi zostaje robienie dobrej miny i szpanowanie drogim autem. Oby starczyło mu na benzynę"…

Takie artykuły musiały zaboleć. Tym bardziej, że w tamtym okresie to nie aktorka, a jednak jej narzeczony był bardziej rozpoznawalny. Jako dziennikarz zajmujący się także i poważną publicystyką, Kolonko nie mógł pozostać obojętny na teksty przedstawiające go w takim świetle. Nie mówiąc o urażonym honorze mężczyzny… Dlatego postanowił pozwać "Fakt" do sądu o ochronę dóbr osobistych i zapłatę 100 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dobrego imienia i godności. Pełnomocnikiem dziennikarza został właśnie Krzysztof Szymański. Sprawa zakończyła się przed kilkunastoma dniami. Sąd okręgowy w Warszawie nieprawomocnie uznał, że "Fakt" ma zapłacić dziennikarzowi 50 tys. zł.

Jak się wycenia urażoną dumę? - Sąd sam ocenia rozmiar krzywdy i wysokość zadośćuczynienia pieniężnego należnego osobie, której godność i dobre imię zostało naruszone. Nie ma tu precyzyjnych wytycznych i kryteriów. Choć ważny jest stopień naruszenia tych dóbr i społeczny status pokrzywdzonego - wyjaśnia zielonogórski adwokat, który prowadzi też sprawę Kolonki z Pudelkiem. Ten spór jest odpryskiem potyczki z "Faktem". Bo plotkarski portal przedrukowywał artykuły na temat związku dziennikarza z Rosati i je komentował. - Między innymi, dlatego zacząłem go czytać - wyjaśnia zagadkę mecenas.
Sądy dwóch instancji stwierdziły, że Kolonce należą się przeprosiny na stronie głównej Pudelka. Portal złożył jednak kasację - 17 bm. sąd stwierdził, że przeprosiny trzeba odłożyć do czasu ostatecznego zakończenia sprawy przez najwyższą instancję.

"Fakt" też może jeszcze złożyć apelację (co zapowiedział pełnomocnik gazety), więc Szymański do Warszawy jeszcze trochę w sprawach Kolonki pojeździ. Ile na tym zarobi? Tego adwokat nie chce zdradzić. - W takich sprawach liczy się satysfakcja zawodowa, a nie honorarium. To sprawy z "adrenaliną" - opowiada Szymański - Wynik jest niepewny, bo tabloidy bronią się zaciekle. Powołując się na prawo do informacji i na to, że o osobach publicznie znanych można też pisać niekoniecznie z zachwytem.
"Fakt" twierdził w sądzie, że zamieszczał informacje pochodzące od samej Weroniki Rosati. Powołał ją nawet na świadka. I dziennikarz, i jego adwokat nie byli pewni, co też aktorka powie sędziemu. - Była ostrożna i często zasłaniała się niepamięcią. Ale zeznała, że o ile sobie przypomina, zakładała tę stronę internetową razem z Maksem. To nam wystarczyło - wspomina Szymański. Przewiduje, że takich procesów o naruszenie prywatności i dobrego imienia będziemy mieli coraz więcej.

Bo z jednej strony są gwiazdy, które milczą na swój temat. Ale z drugiej więcej jest takich, które opowiadają dosłownie wszystko. Znamy te medialne romanse, rozstania, intymne wyznania i bajkowe rodzinne sesje… Oswajają nas z myślą, że skoro publicznie znani sami pozbawiają się prywatności, to wolno w nią wchodzić butami każdemu… W procesie Kolonko kontra "Fakt", prawnicy gazety wprost stwierdzili, że dziennikarze mieli prawo pisać o koledze po fachu. Bo ze względu na jego popularność, jego prawo do prywatności jest ograniczone. A fakty, które były w artykułach są prawdziwe, choć przedstawione w formie przejaskrawionej, ale dopuszczalnej.
Tym razem warszawski sąd przyznał rację Kolonce. Ale zasadnicze pytania dotyczące tego, jak daleko mogą posunąć się media pisząc o osobach publicznie znanych, pozostaje wciąż otwarte.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska