Zielonogórskie absurdy przyprawiają o ból głowy...

Redakcja
Trzeba mieć łeb jak sklep, żeby coś takiego wymyślić - mówią mieszkańcy, gdy widzą nowe rozwiązania typu zamknięte przejście czy toaleta. Utrudniają nam życie, wprowadzają w błąd... Zobacz też: Zielona Góra. Wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetlePrzeczytaj też: Jak dobrze znasz lubuskie miasta? Sprawdź się! 123rf
Trzeba mieć łeb jak sklep, żeby coś takiego wymyślić - mówią mieszkańcy, gdy widzą nowe rozwiązania typu zamknięte przejście czy toaleta. Utrudniają nam życie, wprowadzają w błąd...

1. Zamknięte przejście przez tory na osiedlu Zacisze.
Nie tylko mieszkańcy tego osiedla uważają, że zamknięcie po wielu latach korzystanie z tego przejścia to absurd.

- Na odcinku od os. Zacisze do os. Leśnego były trzy przejścia przez tory. Zlikwidowano to, które najczęściej było używane przez mieszkańców - opowiada Teresa Wójcik-Blandysz. - Przez nie przechodziły matki z wózkami, biegacze czy spacerujący z kijkami. Ale także ci, którzy tuż za torami mają ogródki działkowe.

Pani Teresa kompletnie nie rozumie tłumaczenia, dotyczącego zabezpieczeń i kosztów utrzymania tego przejścia. Przecież dwa pozostałe też nie są w ogóle zabezpieczone. Poza tym nawet jeśli tak musiałoby być, to zamontowanie jakichś barierek i ponowne położenie płyt, które przecież przez lata tu były, to niewielki koszt. Zresztą, w innych rejonach miasta powstają wielkie inwestycje za pieniądze miasta, a na Zaciszu? A mieszkańcy też płacą podatki.

- Przez zamknięte przejście ludzie nadal przechodzą. Dźwigają przez tory rowery, wózki itd. Być może chodziło o wyeliminowanie stąd samochodów? To wystarczą te barierki, które autom uniemożliwią przejazd, a piesi będą mogli z przejścia korzystać - podkreśla pani Teresa. - Mam nadzieję, że sprawa zostanie pozytywnie dla mieszkańców załatwiona. Nie wyobrażam sobie innego scenariusza.

2. Toaleta nie dla wszystkich mieszkańców.
Toaleta Pod Topolami powstała na miejscu starych budek handlowych, w których przez lata zielonogórzanie zaopatrywali się w produkty spożywcze. Jednak dostęp do toalety jest możliwy tylko po zapłaceniu dwóch złotych. Żaden inny nominał nie jest przyjmowany. Problem ten stał się na tyle ważki, że jeden z mieszkańców Zielonej Góry do budżetu obywatelskiego zgłosił projekt, polegający na… umożliwieniu korzystania z toalety. W krótkim opisie zadania można przeczytać m.in.: „Proponuję zakup automatów, które umożliwią płatności wszystkimi monetami, banknotem, oraz kartą bankomatową. Również płatność w euro. Można rozpatrzyć również wprowadzenie toalety za darmo i opłacenie jej z budżetu. Jest to jedyna toaleta publiczna całodobowa. Brak do niej dostępu jest bardzo stresujący i niedobrze świadczy o naszym mieście.”

3. Szyba obok ratusza.
Miała być wielką atrakcją turystyczną. Miasto wydało na tę inwestycję milion złotych (na samą szybę 600 tys. zł). I co? Plan był taki, żeby przez szklaną taflę w chodniku można było zobaczyć piec sprzed 400 lat i fragmenty kamienic. Podczas prac remontowych na deptaku odkryto fundamenty dwóch kamienic i uliczkę pomiędzy nimi. Jednak najbardziej zaskakującym odkryciem były resztki pieca. Prawdopodobnie chlebowego lub do gotowania mięsa.

Sęk w tym, że od początku zamontowania tafli miała ona pecha. Była zbita, zimą śliska. Poza tym bardzo brudna. W końcu zdecydowano się ją ogrodzić łańcuchami. Nie zmieniło to faktu, że zamiast być atrakcją turystyczną, stała się powodem wytykania palcami i pukania się w czoło.

- Wiem, że miasto ma tę sprawę na względzie i szuka rozwiązań, by zmienić tę sytuację. Na razie jednak to ciągle zielonogórski absurd - zauważa Marcin Traczewicz. I liczy np. na zmianę zniszczonej tafli na szklaną piramidę, dzięki której będzie można oglądać to, co zostało odkryte pod powierzchnią deptaka.

4. Dziewięć takich samych ulic w mieście.
Na jednej z sesji wyszło, że w Zielonej Górze mamy dziewięć ulic Łąkowych. A miała być kolejna. Radni się nie zgodzili, bo będzie bałagan, choć on dla wielu osób już jest. Bo choć dziś przed nazwą Łąkowa stoi nazwa sołectwa np. Drzonów Łąkowa, to i tak nietrudno o pomyłkę. Wszak Drzonków, Łężyca i inne sołectwa to także Zielona Góra. Na sesji rozgorzała dyskusja proponowano inne nazwy typu Zielona Łąka, Łączkowa, a nawet Ośla Łączka. Ostatecznie rada nie zgodziła się na Łąkową. Podobnie jest z innymi ulicami np. Kwiatową, Szkolną. Do pomyłek dochodzi też przy okazji ogłaszania np. imprez kulturalnych. Kiedy napisaliśmy w „GL” o koncercie, który miał się odbyć w kościele pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Zielonej Górze Zatoniu, okazała się, że część mieszkańców oraz gości (m.in. ze Świebodzina) przyszła do kościoła w centrum Zielonej Góry, także pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej.

Absurdem jest także to, że choć od dwóch lat jest już wielka Zielona Góra (pod względem powierzchni szóste miasto w kraju), to jednak na przystankach kolejowych nadal widnieją napisy: Przylep, Stary Kisielin, Nowy Kisielin. Wymiana tablic oznacza koszty (jakby nie było żadnych innych, związanych z połączeniem miasta z gminą). Poza tym z głośników w pociągu słyszymy więc, że zbliżamy się do Przylepu, Starego Kisielina... Jak tłumaczy PKP - nowych nazw nie może wpisać też do systemu (byśmy mogli kupować bilety do Zielonej Góry Przylepu), bo są za długie.

Może nie absurdem, ale na pewno ciekawostką jest to, że największe miasto w województwie ma sołectwa i sołtysów. Nie może się tym pochwalić inne miasto w Polsce.

5. Dworzec bez rozkładu jazdy i zegara.
Kolejnym absurdem wymienianym przez mieszkańców miasta jest to, że po modernizacji dworca PKP na ścianę nie wrócił duży rozkład jazdy pociągów.

- Co to komu przeszkadzało? - zastanawia się Stefania Rolnik. - Każdy, bez okularów, potrafił odczytać, o której pociąg odjeżdża czy przyjeżdża. Dziś rozkład jest na małym, papierowym plakacie. Nie można z niego nic odczytać. Nawet w okularach. Nie mówiąc o tym, że jeśli staną przy tym plakacie dwie, trzy osoby to już robi się problem.

Zdaniem pani Stefanii nie wszystko to, co było kiedyś, należy zmieniać. Dobre rozwiązania, które służyły wszystkim przez lata trzeba kontynuować.

Mieszkańcy od dłuższego czasu zwracają uwagę na ten absurd, ale nic się w tej sprawie nie zmienia. Podobnie sprawa ma się ze zlikwidowanym podczas modernizacji zegarem na dachu dworca. Po remoncie już tam nie wrócił, zawisł zaś na ścianie budynku mały zegarek, taki jaki wisi w każdej kuchni.

- Dobrze, że na peronach teraz zamontowano tablice i zegary. Ale dworcowy absurd wciąż pozostaje - zauważa pani Stefania. - Wiem, że to nie jest teren miasta, ale skoro PKP nie może sobie poradzić ze sprawą, to warto by miasto pomyślało o częściowym rozwiązaniu tego kłopotu. I np. ufundowało duży zegar na skwerze przy dworcu. To jest przecież teren miasta.

6. Donice, ławki na deptaku.
- Czyż to nie absurd, że coś co miało być w założeniu ozdobą deptaka, stało się jego przekleństwem? - pyta Iwona H. - Czarne, ciężkie donice kojarzą się raczej z cmentarzem, śmiercią a nie z radością życia, kolorami dnia codziennego. Wyglądają okropnie. Poza tym rośliny, które pojawiają się w nich wiosną i latem też nie grzeszą oryginalnością, pomysłowością. Na dodatek rośliny w tych donicach się przegrzewają. Bo słońce powoduje, że się mocno nagrzewają.

Zdaniem pani Iwony ratunkiem byłoby pokrycie donic kolorami albo posadzenie pnących roślin, które zakryłyby czarne ściany, które na dodatek i tak są nietrwałe.

Wielu mieszkańców uważa, że absurdalne także ławki przypominające kołyski, bez oparć. Na szczęście są one wymieniane.

7. Reklama, która jest... przeterminowana.
Choć propozycje do budżetu obywatelskiego 2017 można było zgłaszać jedynie do listopada 2016 roku, to mimo to jeszcze na początku nowego roku miasto na jednym z większych wyświetlaczy reklamowych w Zielonej Górze zachęca do zgłaszania swoich pomysłów. Pytanie nasuwa się jedno: kto płaci za reklamę, która już od dawna jest nieaktualna?

8. Klucz jest u ochroniarza.
Jedna z mieszkanek naszego miasta, napisała do nas: „Jestem osobą niepełnosprawną poruszającą się na wózku inwalidzkim. W okresie międzyświątecznym, przy okazji zakupów w jednym ze sklepów w pasażu handlowym spotkała mnie nie lada „niespodzianka”. Chciałam skorzystać z toalety. Na drzwiach napis - klucz u pracownika ochrony (z tego powodu osoba na wózku pokonuje trzy razy dłuższą odległość niż osoba zdrowa - no tak, my sobie jeździmy a nie chodzimy. Jednak to jeszcze nic (z takimi napisami spotkałam się już nie raz). Widok, jaki zobaczyłam po otwarciu przez pracownika ochrony drzwi do toalety... po prostu brak słów. Mnie pomógł mój mąż, ale gdybym była sama... Nie ma szans na wjazd i dojazd wózkiem do toalety. Poza tym umywalka - woda nie leci z kranu, a z węża podłączonego do kranika przy podłodze. Wąż za pomocą sznurka przywiązany do kranu nad umywalką (jakoś nie miałam odwagi odkręcić wody).

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie