Ziemowit Fałat: "PINTA ucieka z czarnej dziury. Nowy lokal w Warszawie i konkurs dla piwowarów domowych"

Kacper Rogacin
Kacper Rogacin
Fot. Browar PINTA
- Główna zasada w browarze brzmi – nie można dopuścić, by tanki stały puste. Dość szybko opracowaliśmy plan, który pomimo lockdownu, pozwalał nam na realizowanie tej zasady - mówi w rozmowie z nami Ziemowit Fałat, współwłaściciel Browaru PINTA i jego główny piwowar. Jak PINTA poradziła sobie z lockdownem, kiedy otwarty zostanie lokal w Warszawie i czy browar szykuje się specjalnie na Euro 2020? Zapraszamy do lektury.

W jakiej kondycji PINTA weszła w 2021 rok?
W naprawdę dobrej. W trakcie 2020 roku nastroje były zmienne. Kiedy w marcu okazało się, że gastronomia została zamknięta, to pojawiły się czarne wizje i w zasadzie nie wiadomo było, czego się spodziewać. Wprowadzenie lockdownu sprawiło, że beczki z piwem, których mieliśmy naprawdę sporo, stawały się niemożliwe do sprzedania. Po drugie zaczęliśmy się obawiać o to, czy nasi kontrahenci z gastronomii wrócą do aktywności, a jeśli tak, to w jakiej będą kondycji. Pierwsze tygodnie były więc wielką niewiadomą.

Jak zareagowaliście na tę zupełnie nową i niespodziewaną sytuację?
Główna zasada w browarze brzmi – nie można dopuścić, by tanki stały puste. Dość szybko opracowaliśmy plan, który pomimo lockdownu pozwalał nam na realizowanie tej zasady. Musieliśmy rzecz jasna zrezygnować z projektów, które mieliśmy wcześniej zaplanowane, np. z dogadanych już kooperacji zagranicznych czy festiwali w Europie i na świecie. Ale w zamian zaczęliśmy myśleć o tym, by wprowadzać więcej nowości na polski rynek – w butelkach, a potem w puszkach. Okazało się, że nasza nowa oferta trafiła na bardzo dobry odbiór. Koniec końców, gdy przyszło do podsumowania 2020 roku, okazało się, że był to rok bardzo dobry dla PINTY. Uwarzyliśmy i sprzedaliśmy więcej piw, niż w 2019 roku. Dostaliśmy też namacalne potwierdzenie siły naszej marki, bo w rankingu magazynu Press udało nam się wskoczyć do TOP 10 najmocniejszych medialnie piwnych brandów. Wcześniej żadnemu browarowi rzemieślniczemu w Polsce taka sztuka się nie udała. Zostaliśmy sklasyfikowani na miejscu siódmym, co jest bardzo dużym sukcesem.

Jak to konkretnie wyglądało, jeśli chodzi o ilość uwarzonego piwa?
Zwiększyliśmy ilość uwarzonego i sprzedanego piwa z 18 tys. hektolitrów do 21 tys. hektolitrów. Dodatkowo, co dla nas bardzo ważne, mimo kryzysu, nikogo nie musieliśmy zwolnić. Ale to wszystko było okupione bardzo dużym nakładem pracy. Musieliśmy być niezwykle czujni i aktywni, żeby nie stracić żadnej okazji, do rozwoju biznesu.

Rok zakończyliście z zyskiem?
Oczywiście, natomiast cały zysk został od razu zainwestowany w rozwój naszego browaru. Trzeba pamiętać, że sam browar, który otworzyliśmy w 2019 roku, był inwestycją, która pochłonęła ponad 20 milionów złotych. Finansujemy to wszystko w oparciu o własne środki, ale też o kredyty i leasingi, więc to, co jest zyskiem na papierze, idzie na spłaty zobowiązań. W zeszłym roku doinwestowaliśmy też browar, kupiliśmy puszkarkę, cztery dodatkowe zbiorniki po 150 hektolitrów, dokupiliśmy hektarową działkę obok browaru za niemal 2 mln zł. Więc cały zysk został zainwestowany w rozwój browaru.

Czy PINTA skorzystała w jakikolwiek sposób z tarcz finansowych, proponowanych przedsiębiorcom przez rząd?
Podczas wiosennego lockdownu skorzystaliśmy z możliwości zawieszenia płatności ZUS. To jedyna pomoc, jaką otrzymaliśmy, bo nie kwalifikowaliśmy się do żadnych tarcz.

Drugi lockdown popsuł wam mocno szyki, bo uniemożliwił otwarcie lokalu PINTY w Warszawie. Jak wygląda sytuacja z nowym pubem?
Na kilka dni przed ogłoszeniem drugiego lockdownu lokal był gotowy do otwarcia. Z zespołem czekającym na zielone światło i menu przetestowanym w kuchni. W zasadzie był gotowy wcześniej, ale czekaliśmy na dopełnienie ostatnich formalności, co miało miejsce właśnie na kilka dni przed ogłoszonym przedłużeniem obostrzeń. Nie otworzyliśmy go wtedy, bo wszystko wskazywało na to, że lockdown potrwa dłużej. Postanowiliśmy poczekać tydzień i zorientować się w sytuacji. I rzeczywiście – okazało się, że lockdown wprowadzono 23 października 2020 roku i trwa do dziś.

Przyszłość lokalu jest zagrożona?
Absolutnie nie! Lokal jest gotowiutki, czekamy, aż obostrzenia znikną i będziemy go otwierać.

Warszawski pub ma być perełką PINTY?
Na pewno zadbaliśmy o to, żeby maksymalnie cieszył naszych klientów i sympatyków. Nasze lokale z założenia mają być podobne do siebie, aby ludzie, którzy odwiedzają te puby, czuli się wszędzie jak w PINCIE. Pierwszy lokal, który otworzyliśmy we Wrocławiu w 2018 roku jest trochę wzorem dla kolejnych. Ten w Warszawie będzie nawiązywał estetycznie do wrocławskiego, natomiast jest to lokal nieco inny, bo piętrowy.

Co ten lokal oferuje miłośnikom kraftu?
Na ścianie umieściliśmy dwadzieścia kranów, z czego połowa jest przeznaczona dla PINTY, a połowa dla zaprzyjaźnionych browarów z Polski i zagranicy. Jest też kuchnia, dzięki czemu odwiedzający będą mieli możliwość zjedzenia do piwa czegoś więcej niż paluszków, czy tostów. W menu znajdą się opcje i dla mięsożerców i dla wegetarian.

A co znajdzie się na kranach?
Sprawdzone już przez nas rozwiązanie polega na tym, że na kranie musi być Atak Chmielu, Pierwsza Pomoc, Modern Drinking, czyli to, co ludzie znają i piją bardzo chętnie. A pozostałe krany będą przeznaczone na piwa sezonowe i na nowości. W 2020 roku uwarzyliśmy 63 nowe piwa, więc spokojnie co tydzień moglibyśmy mieć na kranie zupełnie nowe piwo. Są ludzie, którzy cenią sobie to, że przychodzą i mają na kranie klasyki. A są też tacy, którzy przychodząc do lokalu chcą spróbować czegoś nowego.

W 2021 rok wchodzicie więc z konkretnym przytupem, bo oprócz lokalu w stolicy, ogłosiliście konkurs dla piwowarów domowych.
To prawda, konkurs organizujemy we współpracy z Lidlem. Każdy, kto warzy piwo w domu, może spróbować swoich sił w tym konkursie. Są cztery kategorie – Summer Pils, Session IPA, Milk Stout i Belgian Saison. W lutym czekamy na zgłoszenia, a z początkiem marca jury, złożone z piwowarów PINTY i sędziów wybierze najlepsze piwa w każdej kategorii. Później w ciągu roku będziemy je warzyć w oparciu o zwycięskie receptury, a następnie te piwa będą dostępne w Lidlu w całej Polsce. Pierwsze już na majówkę.

Ile butelek każdego ze zwycięskich piw wyprodukujecie?
Do każdego sklepu Lidla trafią mniej więcej po dwa kartony. Oprócz szerokiej dystrybucji zwycięzcy konkursu otrzymają również nagrody pieniężne.

Jeśli chodzi o sam plan sprzedażowy na 2021 rok, to jakie macie założenia?
Oczywiście nie do końca wiemy, jak to wszystko będzie wyglądało. W zeszłym roku, gdy tylko skończył się wiosenny lockdown, Polacy zaczęli korzystać z możliwości powrotu do normalnych aktywności. Kupowali wtedy bardzo dużo piwa, więc to była pewna rekompensata za straconą wiosnę. Natomiast teraz nie wiemy, w jakiej formie obudzimy się jako branża po obecnym lockdownie. Zwłaszcza, że bliskie nam branże - turystyczna i gastronomiczna - są w tej chwili w czarnej dziurze. Plusem dla nas jest to, że mamy możliwość dywersyfikacji produkcji. Praktycznie nie rozlewamy teraz piwa do beczek, ale za to mamy bardzo dobrą pozycję w sklepach tradycyjnych i sieciowych. Dla sieci handlowych jesteśmy bardzo dobrym partnerem, bo jeśli chcą mieć piwo rzemieślnicze dobrej i stałej jakości, to PINTA jest dla nich idealnym wyborem.

No właśnie, jeszcze pięć lat temu piwa kraftowe można było kupić – z wyjątkami – w zasadzie jedynie w mniejszych, branżowych sklepach. Dziś jesteście obecni w hipermarketach i na stacjach benzynowych.
To się zaczęło jakieś trzy lata temu, kiedy sieci szerzej sięgnęły po ofertę piw rzemieślniczych. Zgłaszały się do różnych browarów, ale większość z nich nie miała możliwości zaopatrzenia całej sieci, ze względu na małe moce produkcyjne. My krok po kroku rozwijaliśmy te współprace i dziś sieci bardzo chętnie z nami współpracują na warunkach obopólnie korzystnych.

Na koniec pytanie o Euro 2020, które z powodu pandemii wyjątkowo odbędzie się w tym roku. Zakładacie znaczący wzrost sprzedaży piwa właśnie z powodu tego turnieju?
Szczerze mówiąc, nie jest to dla nas aż tak istotne, jak dla wielkich browarów koncernowych, którym przy okazji turniejów sportowych sprzedaż piwa rośnie drastycznie. Wielkie koncerny naprawdę przeżywają wtedy złoty okres. Jeśli chodzi o nasze doświadczenie w tym temacie, to np. w przypadku mistrzostw świata w Rosji w 2018 roku uwarzyliśmy wspólne piwo z rosyjskim browarem rzemieślniczym z St. Petersburga. Staraliśmy się bardziej promować naszą markę dzięki zainteresowaniu mundialem, niż wykorzystać to do doraźnego zwiększenia sprzedaży piwa. My po prostu w sezonie nie mamy żadnych problemów ze sprzedażą piwa. Problemem jest w zasadzie to, że nie jesteśmy w stanie uwarzyć tyle piwa, ile moglibyśmy sprzedać.

Czyli w waszym planie biznesowym na 2021 rok Euro 2020 nie figuruje?
Nie, nie zakładamy, że w czasie Euro musimy sprzedać o wiele więcej piwa. Pewnie tak się stanie, ale nie jest to dla nas być, albo nie być. Ważniejsze dla nas jest to, że polski kraft stał się wizytówką naszego kraju i że warzonego przez nas piwa będzie można się napić w prawie każdym z 12 miast gospodarzy Euro 2020.

W czerwcu zapłaciliśmy w sklepach mniej niż w maju

Wideo

Materiał oryginalny: Ziemowit Fałat: "PINTA ucieka z czarnej dziury. Nowy lokal w Warszawie i konkurs dla piwowarów domowych" - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie