Zjednoczeni, ale podzieleni

Beata Bielecka 0 95 758 07 61 [email protected]
- Dobrze, że zostawiono kawałek muru berlińskiego, bo przypomina nam, jak żyliśmy przed zjednoczeniem - mówi Jochen Denzler fot. Beata Bielecka
Mieszkańcy byłej NRD wciąż czują się obywatelami drugiej kategorii. Zarabiają 20-30 proc. mniej niż Niemcy z zachodniej części kraju.

- Co tu świętować? - pyta 31-letni Peter Stuth z byłej NRD. Dla niego przypadająca w piątek 18. rocznica zjednoczenia Niemiec nie była powodem do radości. - Zarabiamy mniej niż w zachodnich landach, mamy dwukrotnie wyższe bezrobocie, nasze miasta pustoszeją - narzeka.

Od 1990 roku zachodni Niemcy wpompowali we wschodnie landy już ponad bilion euro, ale w byłej NRD euforii nie słychać. - Bo ciągle nie możemy dogonić zachodu - tłumaczy Peter, który pracuje jako inżynier w małym miasteczku koło Lipska.

Emigrują na potęgę

- Wydajność wschodnioniemieckiej gospodarki wynosi 70 proc. w stosunku do zachodniej. Istnieją jednak już takie tereny w dawnej NRD, gdzie sytuacja gospodarcza jest lepsza niż w niektórych starych landach - zapewnia berliński publicysta Andrzej Stach.

Podkreśla, że inwestycje w byłej NRD wyraźnie przyspieszyły. Mimo to, bolączką wschodu jest nadal wysokie bezrobocie. W ub. roku wyniosło 12,7 proc. i było niemal dwukrotnie wyższe niż na zachodzie Niemiec. W dodatku dawni enerdowcy zarabiają 20-30 proc. mniej, a w obu częściach kraju nadal obowiązują odmienne systemy emerytalne.

To wszystko powoduje, że od wielu lat ludzie ze wschodu emigrują do starych landów. Z Frankfurtu nad Odrą od 2000 roku wyjechało już ponad 25 tys. osób. Głównie młodzi. Dziesięć lat temu średnia wieku frankfurtczyków wynosiła 37 lat, dziś - 47.

Ostalgia wciąż żywa

Jednym z wyrazów niezadowolenia jest wciąż żywa, szczególnie wśród starszego i średniego pokolenia mieszkańców, nostalgia za przeszłością. Na jej fali na wschodzie umacnia się lewica.

- Spora część obywateli byłej NRD ma trudności w identyfikowaniu się z partiami, które mają korzenie na zachodzie, bo one nie wyrosły wśród nich - tłumaczy Stach. - Dlatego partie z zachodu, jak CDU czy nawet SPD, a przede wszystkim Zieloni i liberalna FDP mają z reguły niższe poparcie na wschodzie. Poza tym lewica to partia o mocnym charakterze socjalnym, a dawni mieszkańcy NRD byli przyzwyczajeni do opieki państwa.

Widać to na przykładzie Frankfurtu nad Odrą. Gdy w ub. tygodniu mieszkańcy wybierali swoich przedstawicieli do parlamentu miejskiego i powiatowego, 37 proc. głosów dostała właśnie lewica. To tyle, co CDU i SPD razem wzięte.

- Podział na Ossi i Wessi jest ciągle widoczny - przyznaje berlińczyk Jochen Denzler, który pochodzi z NRD. Opowiada, że wielu enerdowców do dziś czuje się oszukanych, bo obietnice Helmuta Kohla, że przekształci ich kraj w "kwitnące krajobrazy" okazały się mrzonką.

Wielu wzdycha więc za dawnymi czasami. Narastająca w dawnej NRD nostalgia jest tak silna, że chce z nią walczyć niemiecka chadecja (CDU). Na kongresie w grudniu ma przyjąć deklarację, w której jasno nazywa dawną NRD "drugą (po nazistowskiej) dyktaturą w Niemczech". Ta krytyka wymierzona jest wyraźnie nie tylko w dawne wschodnioniemieckie państwo, ale też poskomunistyczną lewicę, która zyskuje popularność szczególnie we wschodnich krajach związkowych.

Tęsknota za NRD, zwana w Niemczech ostalgią, wyraża się na różne sposoby. W Berlinie działa hotel o nazwie Ostel, którego wnętrze stylizowane jest na wschodnioniemieckie mieszkanie, a w sierpniu nieopodal dawnej kwatery Stasi otwarto restaurację nawiązującą stylistyką do dawnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa w NRD. Nazywa się Zur Firma (W Firmie). Tak właśnie mówiono kiedyś o centrali Stasi.

Czują się obco

Symbolem pojednania Niemców ze wschodu i zachodu jest m.in. pomnik w berlińskiej dzielnicy Kudam

Wschód od zachodu różni się też pod względem mentalności. Ponad 5 lat temu do Frankfurtu nad Odrą z zachodnioniemieckiego Coesfeld przeprowadził się Philipp Steinkamp.

Ma 38 lat i jest ekonomistą w dużej firmie. We Frankfurcie ma sporo znajomych, ale przyjaciół znalazł głównie wśród Niemców ze starych landów, którzy tak jak on osiedlili się nad Odrą. - Bo tutejsi ludzie zachowują dystans, są mało otwarci i niekiedy czuję, jakbym musiał cały czas udowadniać, że nie myślę o nich źle - tłumaczy.

Podobne doświadczenia ma 40-letnia Ulrike Koeppchen z Frankfurtu nad Menem, której przyjaciel pracuje w Brandenburgii. - Ma do czynienia z młodzieżą, która nie pamięta czasów NRD, a mimo to, często słyszy od nich za plecami: "O, to ten z zachodu". Widocznie takie nastawienie młodzi wynoszą z domu. Chyba potrzeba czasu, żeby można było mówić o prawdziwym zjednoczeniu.

Powodem wzajemnych irytacji jest też to, że Niemcy z zachodu mają już dość finansowania wschodnich terenów. W ramach tzw. podatku solidarnościowego muszą oddawać ok. 2 proc. zarobków. Wielu uważa, że mieszkańcom byłej NRD tej pomocy ciągle jest mało.

Gdy kilka dni temu minister infrastruktury Wolfgang Tiefensee wypowiadał się na konferencji prasowej w Berlinie o przyjętym właśnie przez rząd "Raporcie o stanie jedności Niemiec", przyznał, że wiele osiągnięto, ale sporo jest jeszcze do zrobienia.

- Przez kolejne 10 lat w ramach drugiego tzw. paktu solidarnościowego popłynie na wschód jeszcze 156 mld euro. Potem jednak dawna NRD będzie musiała stanąć na własnych nogach - zapowiedział.

Bilans zjednoczenia

  • przeciętna rodzina w zachodnich krajach związkowych ma 3, 6 tys. euro brutto miesięcznie na życie, w nowych - 2, 7 tys. euro
  • produkt krajowy brutto w przeliczeniu na jednego mieszkańca był w ub. roku na wschodzie o 30 proc. niższy niż w starych landach Niemiec
  • 66 proc. Niemców uważa, że nie zatarły się dawne podziały narodu na wschód i zachód
  • zaledwie 31 proc. jest zdania, że mieszkańcy dawnej NRD oraz zachodnich landów stanowią jeden naród; na wschodzie odsetek ten wynosi tylko 19 proc.
  • od zjednoczenia w 1990 roku wyemigrowało z Niemiec 1,8 mln obywateli, głównie do USA, Szwajcarii i Polski; powodem jest utrzymująca się mizeria gospodarcza

    (Na podstawie danych rządu i sondażu ośrodka Fors dla miesięcznika "P.M. History")

    Mur berliński

    Oddzielał wschodni Berlin i miejscowości zachodniej Brandenburgii od Berlina Zachodniego. Był to 155-kilometrowy, zaminowany system umocnień, z okopami i zaporami z drutu. Komunistyczna propaganda tłumaczyła, że to ochrona przed faszyzmem.

    W rzeczywistości chodziło o powstrzymanie ucieczek mieszkańców na zachód. Władze NRD zleciły budowę muru w 1961 r. Od strony NRD dostęp do niego był niemożliwy, a dodatkowe ogrodzenie pasa granicznego stało nawet 100 m od samego muru. Po stronie Berlina Zachodniego mur był ulubionym miejscem spotkań grafficiarzy, którzy uprawiali tu swoją sztukę. Po zachodniej stronie w niektórych miejscach ustawiono nawet wieżyczki obserwacyjne dla turystów.

    Z jednej z nich w 1969 r. wschodni Berlin obserwował prezydent Stanów Zjednoczonych Richard Nixon. Mur stał do przełomu w Niemczech. Został zburzony 9 listopada 1989. Zostawiono jedynie 1,5-kilometrowy odcinek, który stał się atrakcją turystyczną.
  • Wideo

    Komentarze

    Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

    Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

    Podaj powód zgłoszenia

    Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
    Dodaj ogłoszenie