Żołnierze WOT: gdziekolwiek są, zawsze są sobą

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
Na co dzień wykonują różne zawody, ale łączy ich jedno – wiara w te same wartości. Chcą żyć w bezpiecznym kraju i zadbać o bezpieczeństwo swoich najbliższych, a także wspierać lokalne społeczności – to właśnie żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. Jak sami mówią, cenią sobie różnorodność, dlatego pozostają wierni zasadzie: gdziekolwiek są, zawsze są sobą.

W batalionie w Skwierzynie swoje miejsce znalazł szeregowy Paweł Salej ze Świebodzina. 19-latek przyznaje, że wstąpienie do WOT, to jedna z najlepszych decyzji w jego życiu.

Na jakich zasadach można służyć w Wojskach Obrony Terytorialnej? Jakie są wymagania i jak wygląda pobór?

Organizowane są szkolenia podstawowe, które odbywają się raz w miesiącu. Jeśli ktoś miał już kontakt z wojskiem, to szkolenie trwa 8 dni i przypomina mu zasady i regulaminy wojskowe. Dla tych, którzy nie mieli nigdy z wojskiem nic do czynienia, organizowane jest szkolenie 16-dniowe, które kończy się pętlą taktyczną, czyli sprawdzeniem nabytych umiejętności. Na wstępie jest też test sprawności fizycznej, jednak nie należny się go bać – ma on pokazać, na jakim poziomie jesteśmy, by za rok można było ten wynik poprawić. Ostatni etap to złożenie przysięgi wojskowej. Rekrutujemy też wielu uczniów ze szkół średnich i uczelni wyższych, w moim przypadku jest to technikum mechaniczne w Świebodzinie, do którego uczęszczam. Wielu moich kolegów również postanowiło podjąć służbę w 12 Wielkopolskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej.

Ile miałeś lat, kiedy wstąpiłeś do 12 WBOT?

Miałem 18 lat. W batalionie w Skwierzynie jest bardzo dużo osób w podobnym wieku. Każdy z nas łączy życie osobiste ze służbą w wojsku. Niektórzy są doradcami finansowymi, pracują na kolei, w zakładach metalurgicznych… Mógłbym tu wymieniać bez końca. Młodzi ludzie, którzy wstępują do Wojsk Obrony Terytorialnej chcą się sprawdzić, przysłużyć ojczyźnie.

Skąd pomysł, by wstąpić do WOT i co na to Twoja rodzina?

Przez 10 lat byłem harcerzem. Zawsze ciągnęło mnie do munduru i moja rodzina dobrze o tym wiedziała. Zareagowali pozytywnie, gdy podjąłem decyzję o wstąpieniu do WOT-u, jednak trochę obawiali się sytuacji związanej z pandemią. Wytłumaczyłem im, że wojsko jest dobrze wyposażone we wszystkie, niezbędne środki ochrony i nie mają się czego obawiać, więc szybko się uspokoili. Poza tym, to chyba u nas rodzinne – tata był strażakiem, a mama jest farmaceutką, więc pomaganie mamy we krwi. A właśnie na tym opiera się służba w WOT.

Jak jesteś postrzegany przez osoby ze swojego otoczenia?

Czuję szacunek i podziw ze strony rówieśników i rodziny, gdy opowiadam im o akcjach, w których uczestniczyłem. Można powiedzieć, że postrzegają mnie trochę jako bohatera, choć sam się tak nie czuję. Służę ojczyźnie, a ojczyzna to dla mnie ludzie, którzy mnie otaczają. I zrobię wszystko, by bronić ich, gdy przyjdzie taka potrzeba.

Czym zajmujesz się na co dzień i czy ciężko jest pogodzić służbę w wojsku z życiem osobistym?

Jestem uczniem klasy maturalnej. Nie jest to trudne, a wręcz przeciwnie – powiedziałbym, że to uzupełnienie mojego życia. Od poniedziałku do piątku mam lekcje, raz w miesiącu na weekend szkolenie rotacyjne w wojsku, a do tego uczestniczę w różnego rodzaju akcjach, spotykam się ze znajomymi, ale udaje mi się to wszystko pogodzić. Nawet jeden z moich przyjaciół pojechał ze mną całkiem niedawno do Skwierzyny, by złożyć wniosek o powołanie do służby w batalionie.

Jaki jest Twój udział w sytuacjach kryzysowych i która z nich najbardziej zapadła Ci w pamięci?

W czasie pandemii mamy bardzo szeroki zakres obowiązków. Realizujemy triaże w szpitalach, czyli sprawdzamy temperaturę, przeprowadzamy wywiady epidemiologiczne, instruujemy jak poprawnie przeprowadzać dezynfekcję. W 151 batalionie lekkiej piechoty realizowane są również takie działania jak rozwożenie paczek żywnościowych, poszukiwania osób np. z Ciborza, Skwierzyny, Żar, Zielonej Góry, które zostały uznane za zaginione. Ponadto wspieramy Policję w monitoringu osób przebywających na kwarantannie, przeprowadzamy ewakuacje, ozonujemy pomieszczenia skażone i wiele innych akcji, których nie sposób wymienić z pamięci. Osobiście brałem udział w ewakuacji Domu Pomocy Społecznej ,,Dom Kombatanta” w Zielonej Górze i to właśnie ta akcja najbardziej zapadła mi w pamięci. Po przyjechaniu na miejsce poczułem się trochę jak w filmie katastroficznym. Wszyscy ubrani w kombinezony, pomieszczenia i plac przed budynkiem podzielone na strefy zakażone i czyste. Wchodząc do budynku poczułem cierpienie i strach unoszące się w powietrzu. Ci ludzie byli często w ciężkim stanie. Na dodatek większość z nich nie była świadoma sytuacji w jakiej się znajdują . Bali się, że na zawsze opuszczają to miejsce, które było dla nich drugim, a często jedynym domem. Będę to pamiętał przez całe życie.

Co Ci daje służba w Wojskach Obrony Terytorialnej?

Przede wszystkim rozwój osobisty. Mamy możliwość udziału w różnych kursach – językowych, z obsługi maszyn i urządzeń, ratownictwa. To są umiejętności, które zostaną ze mną przez całe życie i będę mógł je wykorzystać nawet wtedy, gdy już nie będę żołnierzem. Dodatkowo nauczyłem się dyscypliny i rygoru. Gdy wracam do domu i widzę, że buty są nierówno poukładane, nie umiem przejść obojętnie!

Co byś powiedział tym, którzy jeszcze wahają się, czy wstąpić do WOT?

Po pierwsze, nie ma się czego bać! Jeśli chodzi o sprawność fizyczną – zawsze można nad tym popracować i nikt nie będzie nikogo wykluczał za to, że na pierwszym egzaminie coś poszło nie tak. Po drugie, w naszym batalionie w Skwierzynie akceptujemy każdego! Mamy tu osoby w różnym wieku i wszyscy jesteśmy jak jedna rodzina. Panuje przyjazna atmosfera. Nawiązałem tu dużo znajomości, cały czas mam kontakt z żołnierzami z mojej sekcji. Mamy bardzo przyjaznych i wyrozumiałych dowódców, którzy służą pomocą i zawsze biorą nasze zdanie pod uwagę. No i nie można pominąć pysznego jedzenia na stołówce, kto był w wojsku, ten wie, że nie jest to takie oczywiste. W Skwierzynie docenia je każdy żołnierz!

Dodaj ogłoszenie