Żużlowe baby

Redakcja
Żużlowe szkiełko

Kombinezony na hakach, motocykle w garażu, a zawodnicy na wakacjach. Tak przynajmniej w listopadzie powinny wyglądać żużlowe wakacje. Spędzić je można z rodziną, gdzieś w cichym i ciepłym zakątku świata. To tylko teoria. Ten miesiąc to czas załatwiania spraw transferowych, reklamowych i sprzętowych. Kto nie zadba teraz, może na starcie następnego sezonu być na straconej pozycji. Jeśli taki żużlowiec wszystko już uporządkuje i ma chwilę na odpoczynek to… okazuje się, że z rodziną to nigdzie nie pojedzie. Dzieci w szkole, a ferie dopiero w lutym. Współczuję.

Zresztą współczucie to dotyczy nie tylko żużlowców. Jeszcze więcej zajęć mają w klubach. Najbardziej zarobiony jest beniaminek z Gdańska. Jeszcze nie skończył się czas świętowania, a już okazało się, że elita to wcale nie takie wymarzone miejsce pracy dla obcokrajowców z Wybrzeża. W pierwszej lidze chleb jest łatwiejszy, a każdy ambitny prezes z pełną sakiewką chętnie zatrudni Bjarne Pedersena. Duńczyk uciekł z Gdańska, trwa więc polowanie na wzmocnienia. Nieoficjalnie wiadomo, że Lotos chce sypnąć kasą tylko, na rynku mało towaru. Ten najwartościowszy, wprawdzie wiekowy, ale z Ameryki tak podbił stawkę, że pobledli tak w Częstochowie, jak i we Wrocławiu. Trójmiasto przynajmniej w teorii szasta pieniędzmi, bo jeszcze nie powołało spółki. To wymóg regulaminowy, który może już niedługo sprowadzić beniaminka na ziemię.

.

Na ziemi, a nawet trochę poniżej poziomu zero (400 tysięcy długu) znalazł się Złomrex. Były wyniki, była kasa, była sielanka. Wyniku nie było, skończyła się kasa i jest konflikt. Miasto swoje, sponsor swoje. To jeszcze nie wszystko, bo zarząd spółki co innego, a stowarzyszenie to już zupełnie inna bajka. Każdy ciągnie w swoją stronę. Pachnie końcem ekstraligowego żużla pod Jasną Górą. Nicki Pedersen na urlopie nie może spać spokojnie. Szczodry Bank Częstochowa może ogłosić niewypłacalność i mistrzowi pozostanie polskie bezrobocie.

W ostatnich latach mieliśmy na szczytach klubowej władzy dwie białogłowy. Krystyna Kloc i jej Atlas jedzie dalej, niestety spadło się Marmie z Martą Półtorak. W Speedway Ekstralidze liczba kobiet, tak jak z kilerami musi się zgadzać. O właściwy stan osobowy zadbano w Zielonej Górze. Pani dyrektor stawia pierwsze kroki w żużlowym świecie. Trzymam kciuki. Łatwo pewnie nie będzie, ale przykład Wrocławia pokazuje, że dzięki kobiecie w tym twardym męskim sporcie może być bardziej profesjonalnie i jakoś tak bardziej rodzinnie.

Zresztą kobiety w żużlu to już nie żadna niespodzianka. Są prezesami, dyrektorami, piszą i mówią o speedway'u, a już niedługo zaczną jeździć. Nasze rodzime "żużlówki" stawiają pierwsze kroki, ale te ze Skandynawii już za chwilę będą pukać do klubów nad Wisłą. Kto pierwszy? Najpierw trzeba zainwestować w stadionową infrastrukturę. Szatnie będą musiały być damskie i męskie. To mały problem. Większy pojawi się wtedy, gdy lokalny gwiazdor przegra z babą na motocyklu. Koniec świata.

Rafał Darżynkiewicz
[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie