Związkowcy na cenzurce

MICHAŁ IWANOWSKI (68) 324 88 12 [email protected]
Udostępnij:
W tej sprawie są same trójki: 33 pracowników szpitala w Szprotawie przez trzy lata walczyło w trzech sądach o prawo powrotu do pracy. Wygrali w Sądzie Najwyższym, który każdemu z nich przyznał po 3 tys. zł odszkodowania.

Trójki trójkami, ale koszty, jakie będzie teraz musiał ponieść szpital, liczone są już w setkach tysięcy zł. Kilka dni temu na nadzwyczajnej sesji rady miasta (bo szpital podlega miastu) radni musieli poręczyć kredyt na 260 tys. zł, jaki szpital zaciągnie, by wywiązać się ze zobowiązań pracowniczych. Ale dyrektor placówki Edward Migniewicz przyznaje, że koszty mogą przekroczyć nawet 450 tys. zł, łącznie z odsetkami. - Nie mamy uzasadnienia wyroku i to tylko szacunki - mówi. Radni zobowiązali też burmistrza, by wyciągnął wobec dyrektora konsekwencje dyscyplinarne za doprowadzenie do tej sytuacji. - Dla mnie to absurd - odpowiada dyrektor, który nie czuje się winny. - Czuję się winny tylko za to, że szpital działa bez zadłużenia i pensje wypłacane są regularnie - odpowiada.

Związkowcy na cenzurce

Spór zaczął się w 2002 r., kiedy szprotawskiej lecznicy groziła likwidacja. Podlegała wówczas staroście, a w powiecie żagańskim były dwa szpitale. Szpital się ostał dzięki temu, że przejęło go miasto. Jednego dnia cały personel - ponad 220 pracowników - dostało wypowiedzenia z pracy, a nowy miejski szpital przyjął do pracy już tylko ok. 190 ludzi. - Wszystkim zaproponowałem wtedy nowe warunki pracy, ale nie wszyscy się na nie zgodzili - precyzuje Migniewicz.
Wśród tych, którzy pracy nie znaleźli, znalazło się wielu związkowców. Dziś twierdzą, że to dlatego, iż byli niewygodni. Poszli do sądu.
Sporna była kwestia - czy doszło do przekształcenie szpitala (tak twierdzili pracownicy), czy jego likwidacji (tak twierdziła dyrekcja). Jeśli była to likwidacja, to dyrektor mógł zwolnić wszystkich, a potem przyjąć niektórych na nowych warunkach i z nowymi angażami. A jeśli było to przekształcenie, to nowy pracodawca powinien przejąć wszystkich pracowników z ich prawami i obowiązkami.

Niech uniknie konfliktu

Najpierw Sąd Rejonowy w Żaganiu przyznał rację pracownikom, a po apelacji dyrektora, Sąd Okręgowy w Zielonej Górze przyznał rację dyrekcji. Pracownicy jednak złożyli kasację do Sądu Najwyższego. I wygrali. W myśl orzeczenia, mogą wrócić do pracy, a ich umowy o pracę sprzed 2002 r. są ważne. - Stawiliśmy się w pracy, ale zaczęły się problemy - ubolewa szef związku zawodowego pielęgniarek i położnych szprotawskiej lecznicy Lesław Depta.
- Ja np. po kilku godzinach dostałem decyzję o zmianie warunków pracy z obniżoną pensją, poniżej normy, jaka obowiązuje na moim oddziale.
Burmistrz Roman Rosół rozkłada ręce:
- Pan dyrektor ma swoją politykę personalną i płacową, choć poproszę go, by postarał się uniknąć konfliktów pracowniczych.
- Od początku byliśmy pewni, że wszystko odbywało się niezgodnie z prawem - mówi przywrócona do pracy pielęgniarka Dorota Salamon. - Teraz Sąd Najwyższy potwierdził nasze przekonanie. Przetarliśmy szlak prawny dla innych pracowników, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie