Bowling zielonogórski ma się dobrze. Tu kule mają skręcać...

Mariusz Kapała
Mariusz Kapała
Michał Olszański
Michał Olszański
Mariusz Kapała / GL
Udostępnij:
W latach 70. był Fred Flinston i jego „Jabadabadu!!!”. W latach 90. w Polsce zaczęły otwierać się kręgielnie bowlingowe, no i obejrzeliśmy kultowy film - „Big Lebowski”. Dziś kręgielnie są elementem pejzażu każdego większego miasta. Organizujemy w nich urodziny, eventy służbowe, imprezy dla dzieci. Wydaje nam się, że bowling znamy, że wiemy co to jest. Niestety mocno się mylimy, a o prawdziwym bowlingu nie mamy zielonego pojęcia.

Kręgielnia w Zielonej Górze. Wszystkie tory są zajęte, jednak jest jakoś inaczej. Ciszej. Nie słychać krzyków dzieciarni ganiającej się miedzy stolikami. Nie ma przekrzykujących się wujków, ogólnego rozgardiaszu i rechotu. Za to kule latają non stop i raz za razem słychać grzechot rozbijanych kręgli. Kilkadziesiąt osób stłoczył0 się w lożach bezpośrednio przy torach. To gracze lokalnej ligi bowlingowej. Teraz, przez kilka godzin, sala jest ich. Na co dzień różni ich niemal wszystko. Wiek, profesja, status finansowy, płeć. Są starsi, młodsi, szczupli i tacy niekoniecznie. Ale wszyscy pogrążeni w rozgrywce. Ci przy torze oddają rzut, przybijają piątki z siedzącymi. Pozostali obserwują, komentują. Niektórzy czyszczą swoje kule (pewnie za chwilę podejdą do toru), ktoś za linią lóż wykonuje rzut „na sucho” – markuje całą sekwencję ruchów. Dzięki zrobionym na zamówienie koszulkom można wyodrębnić poszczególne drużyny. Jest Wodospad Marzeń, Lewósy, Aniołki Charliego (same panie), itd. Na stolikach piwko, albo jakieś soczki.

- Zwykle jest tu nieco głośniej i weselej. Ale dziś mamy ostatnią rundę sezonu zasadniczego i wiele drużyn ma o co grać – tłumaczy Łukasz Ostrowski „Mały”, który namówił mnie na przyjście na ligę. – Normalnie jest dużo śmiechów, żartów. Zero wrogości. Oczywiście jest współzawodnictwo, ale na fajnych, ludzkich zasadach. Szczerze mówiąc przychodzę tu zarówno dla rywalizacji, jak i dla ludzi, atmosfery. Jesteśmy niemal jak rodzina.

***

Kręgle wymyślono bardzo, bardzo dawno temu. Archeolodzy odnaleźli coś, co uznali za zestaw do tej gry, w grobie egipskiego chłopca z epoki protodynastycznej. Czyli sprzed ponad pięciu tysięcy lat. Rzymianie uprawiali podobną grę, w plemionach germańskich kręgle były częścią kultu. I przez kolejne stulecia ludziom towarzyszyły różne odmiany kręgli. Czasem stawały się tak popularne, że trzeba było ich zakazać (jak np. w XIV-wiecznej Anglii), gdyż odciągały ludzi od pożyteczniejszych zajęć. Grano w nie również w Polsce. W okresie międzywojennym gra była na tyle rozpowszechniona, że istniało kilka niezależnych stowarzyszeń zrzeszających kluby.

W XIX w. kręgle z Europy dotarły do USA, gdzie po pewnych perturbacjach (gra była zakazana w niektórych stanach ze względu na hazardowy charakter), rozkwitły. Już w nowej wersji, z 10 pinami (pionkami do zbicia) i wielką kulą z otworami. Dziś szacuje się, że bowling jest hobby ok. 120 milionów ludzi. A zawodniczo uprawia go 10 milionów. United States Bowling Congress zrzesza ok. miliona profesjonalistów.

***

- Przepraszam, ale przez chwilę nie pogadamy. Musi ze mnie zejść ciśnienie – rzuca „Mały”. Przed chwilą przegrał swoją grę. A to oznacza, że nie zagra w następnej. Mecz składa się z trzech rund. W każdej odbywają się trzy pojedynki jeden na jeden. W drużynie Małego jest czworo zawodników, więc ten z najgorszym wynikiem w rundzie, ustępuje miejsca rezerwowemu. W ten sposób każdy gra co najmniej dwa mecze. – Atmosfera atmosferą, ale przychodzę tu grać i wygrywać – kwituje ‘Mały”. Na co dzień jest specjalistą IT. W bowling bawi się od kilku lat, ale jak twierdzi, od półtora roku na poważnie. Trenuje nawet kilka razy w tygodniu. Gra zupełnie innymi kulami, niż te, których używamy zwykle w kręgielni (tzw. house balle). Profesjonalne kule są nawiercone pod wymiar dłoni konkretnego zawodnika. W otwory wchodzą tylko ostatnie paliczki, co wymusza zupełnie inny uchwyt, ale daje też większą kontrolę nad kulą. No i najważniejsze - niektóre z nich same skręcają, ale o tym później. W jego drużynie w następnej rundzie zagra Sylwia, która dojeżdża wraz ze swoim partnerem z odległego o ponad 80 km. Lubina.

- W Lubinie również gramy w lidze – wyjaśnia. Na co dzień pracuje w finansach w korporacji, a Marek jest górnikiem. – Marek trenował wcześniej, w końcu zabrał mnie na kręgle, no i wciągnęło... Razem trenujemy, mamy nawet trenera, który długo grał jako zawodnik w Belgii. Lubimy w ten sposób spędzać czas. Często sami siebie nawzajem poprawiamy. No i ponieważ gramy w różnych drużynach, jest jeszcze ciekawiej – śmieje się.

- Gdy zakładaliśmy kręgielnię, od razu wiedziałem że będzie liga – tłumaczy Paweł Salwa, współwłaściciel kręgielni i organizator ligi. – Graliśmy już wcześniej, w nieistniejącym już od lat miejscu, więc wiedziałem, że są ludzie, którzy dadzą się namówić.
Pierwsza edycja to sezon 2016/17. Wtedy było to osiem drużyn. Z czasem doszli chętni i utworzono drugą ligę. Grają od jesieni do wiosny, z przerwami na święta czy ferie. Większość zawodników gra swoim sprzętem, jedynie nieliczni używają house balli.

- W pewnym momencie musieliśmy zdecydować, czy gramy sobie przy piwku turlając na wprost, czy chcemy zrobić krok do przodu w tym sporcie – tłumaczy Paweł. I wyjaśnia, że profesjonalne kule, oprócz tego, że są nawiercane indywidualnie pod gracza, różnią się też powłokami i tym co mają w środku.

- Generalnie są dwa rodzaje kul – opowiada. – Spare’owe, czyli takie, które są wykonane z jednolitego plastiku. Służą do rzucania na wprost – mają nie skręcać. Najczęściej wykorzystujemy je do drugiego rzutu, dobicia jakiegoś pina. Do pierwszego rzutu używamy kul reaktywnych. W środku mają rdzeń, który może być symetryczny, albo asymetryczny. W zależności od rodzaju rdzenia, powłoki i sposobu nawiercenia otworów w kuli, dostaniemy obiekty, które będą się bardzo różnie zachowywać na torze. Jedne będą skręcać agresywnie, drugie mniej. Jedne wcześniej zaczną reagować, drugie później. A dlaczego chcemy żeby skręcały? To wynika z fizyki. Żeby mieć pewność, że wyczyścimy wszystkie piny jednym rzutem, kula powinna wlecieć w pod określonym kątem pomiędzy pierwszym pinem a jednym z dwóch stojących za nim. Rzucając na wprost nie da się osiągnąć tego kąta. Stąd ważne, żeby kule zataczały łuk.

***

- A USA jest zupełnie inna świadomość tego sportu – zaznacza Daria Pająk, najlepszy polski zawodnik uprawiający bowling profesjonalnie. Ma na swoim koncie zwycięstwo w jednym z najważniejszych kobiecych turniejów za oceanem, PWBA Greater Detroit Open. Dotarła również do finału US Open. Jest w ścisłej światowej czołówce. W Zielonej Górze bywa na podczas specjalnych eventów, gdy pomaga zawodnikom wznosić się na wyższy poziom. – W Stanach jest mnóstwo kręgielni i masa ludzi przychodzących tam rekreacyjnie. Przy bardzo dużej dostępności trenerów, sprzętu, jeśli ktoś kilka razy przyjdzie i ten sposób spędzania czasu mu się spodoba, to bardzo szybko wierci sobie własne kule i zaczyna grać. I chyba to, poza masowością, stanowi największą różnicę między USA i Polską. Ludzie grają sobie na bardzo różnym poziomie zaawansowania. Oczywiście jest też bardzo dużo lig, zawodów. Od lokalnych do stanowych, ogólnokrajowych czy międzynarodowych, już dla profesjonalistów.

Daria właśnie wyjeżdża do USA, gdzie rozpoczyna się trwający kilkanaście tygodni sezon. Najważniejsze zawody transmitowane są w telewizji, maja dużą oglądalność. Nie chce deklarować jak dużą rozpoznawalnością cieszą się najlepsi przedstawiciele tej dyscypliny. W końcu stwierdza, że na pewno na poziomie średniej klasy zawodnika koszykarskiej NBA. Czyli ogromną.

- O ile bowling jest sportem dla każdego, to w tym najlepszym, profesjonalnym wydaniu, jest równie wymagającą dyscypliną jak każda inna. Trzeba mieć predyspozycje motoryczne i mentalne, a za sobą lata treningu, wyrzeczeń, trudów – tłumaczy. Nie trzeba dodawać, że to równie skomercjalizowany, jak inne zawodowe dyscypliny. Czołowi zawodnicy podpisują umowy przedstawicielskie z producentami kul i akcesoriów. Mają też indywidualnych sponsorów.

- Głównymi źródłami zarobków są nagrody z turniejów, umowy ze sponsorami, udział w eventach, można też trenować kolejnych zawodników – tłumaczy Daria, O tym, jaka jest skala jej aktywności, świadczy choćby fakt, że gdy podliczy swoje kule, które czekają na nią w różnych miejscach na świecie, wychodzi ich ponad sto.

***

Siedzimy z Pawłem i oglądamy wykresy. Obrazują one różne sposoby naolejenia toru. Bo o ile przy zwykłym, piknikowym graniu, olej kładzie się jedynie na kilku początkowych metrach (żeby zabezpieczyć panele), o tyle na zawodach pokrywa on większą część toru. W zależności od tego jak jest go dużo i według jakiego wzoru jest położony (może się urywać prostą linią, albo np. kończyć się szpicem), zależy trudność toru, a także rodzaj kul, które najlepiej do niego pasują. Tymczasem zawodnicy się zmienili, teraz gra druga liga. Jest o wiele gwarniej, weselej, no i bar ma znacząco wyższe obroty.

Najgłośniej jest wokół panów z Odra Monster. Panów, bo średnia wieku, to około 60 lat. Wiesiek jest księgowym, Krzysiek mechanikiem, a Andrzej pracuje w koncernie energetycznym. Poznali się na kręglach u siebie, w Krośnie Odrzańskim, gdzie również grają w lidze.

- Druga liga jest stworzona dla nas – śmieje się Wiesiek. Panowie już raz wygrali drugą ligę, ale nie chcieli awansować do pierwszej. – Gramy rekreacyjnie, dla przyjemności, w pierwszej lidze jest za bardzo na poważnie… I proszę napisać, że nie mamy sponsora! – wtrąca Andrzej, a wszyscy zanoszą się od śmiechu.

- Tu wreszcie mogę robić to co lubię, a do tego niesamowicie poszłam do przodu – tłumaczy Katarzyna Moder z Głodnych Psów, nauczycielka w szkole specjalnej. – Uwielbiam grać w kręgle, ale moi znajomi niekoniecznie. Pójdą raz i im wystarcza. Tu jestem pośród takich samych wariatów jak ja – kwituje. Jej partnerami z drużyny jest dwóch Filipów. Jeden jest realizatorem dźwięku, a drugi DJ-em. Obok nich grają zawodnicy MTS, wśród których jest pierwsze ligowe małżeństwo.

- Nie poznaliśmy się co prawda na kręglach, ale przychodziliśmy tu jako para, a potem wzięliśmy ślub - wyjaśnia Katarzyna Karwowska. – Maciek gra już od kilku lat, a ja od trzech. Myślę, że wspólne spędzanie czasu, treningi, w końcu wspólne emocje, to wspaniała rzecz dla pary – tłumaczy. Na co dzień pracuje w firmie transportowe, a jej mąż prowadzi swoją firmę.

- Bowling jest sportem dla wszystkich. Dla ludzi, którym wydaje się że są za starzy na sport, albo że się nie nadają. Także dla takich, którzy niekoniecznie mają sportową sylwetkę. Mamy tu emerytów, lekarzy, biznesmenów, policjantów, wojskowych, urzędników, pracowników fizycznych. Dla jednych gra w lidze w kręgle to poważne wyzwanie finansowe, inni nawet nie zauważają tych kwot, które wydają na karnety, kule itd. I dla mnie jest to mistrzostwo świata – ekscytuje się Paweł. Marzy mu się, żeby stworzyć klub bowlingowy z prawdziwego zdarzenia, czyli zacząć szkolić dzieci.

- Mam już program, muszę go jeszcze złożyć w urzędzie miasta, bo tylko przy współpracy klubu, miasta i szkół ma to sens – tłumaczy. – Wtedy ten nasz bowling poszedłby mocno do przodu. Zrobilibyśmy kolejny krok.

***

- W Ameryce dzieci od najmłodszych lat trenują bowling. Są łatwo dostępni trenerzy, drużyny, szkolne turnieje. Potem, na uniwersytetach, są już zawody międzystanowe i ogólnokrajowe- tłumaczy Daria Pająk. Wie co mówi, bo podczas czteroletniego pobytu na Florydzie, w Webber International University, dwukrotnie (ze swoją drużyną) wygrała mistrzostwa National Association of Intercollegiate Athletics i raz USBC Intercollegiate Team Championships, czyli najważniejsze uniwersyteckie zawody w Stanach.

– W Polsce ten sport idzie do przodu, mamy zdolnych juniorów. Mam ogromny szacunek do tych ludzi, i chętnie z nimi gram. To jest przecież środowisko, w którym wyrosłam. Niestety w ostatnich latach nasz sport przez pandemię dostał mocno po łapach. Wszystko przystopowało. Teraz dopiero okaże się, jakie ponieśliśmy straty.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie