Choroba na początek

SYLWIA DOBIES 835 81 11 [email protected]
Udostępnij:
Sławomir Bieniek głogowianinem jest od niedawna. Decyzję o kupnie mieszkania w naszym mieś-cie uzgodnił z żoną... przez telefon satelitarny, będąc na Antarktydzie.

Do niedawna mieszkaniec Polkowic, zdobywca najwyższych szczytów Europy, Afryki i Ameryki Południowej, swoją ostatnią podróż odbył w sposób dla niego nietypowy. W styczniu S. Bieniek wypłynął jachtem Panorama z wrocławską załogą w rejs z Argentyny na Antarktydę. Wyprawa była częścią wieloetapowego rejsu pn. "Orvaldi Antarctica", który zaczął się w Gdyni 22 sierpnia ub. roku, a zakończył 29 lipca.

Choroba na początek

Panorama przepłynęła ponad 28 tysięcy mil morskich dookoła Ameryki Południowej, dotarła do brzegów Antarktyki i przez Panamę i Hawanę powróciła do kraju. W tym czasie na 16- metrowym jachcie zmieniło się 11 załóg, w sumie 80 osób. Etap antarktydzki pokonała załoga z Dolnego Śląska.
- Na jacht wsiadłem w Ushuaia - opowiada podróżnik. - Wcześniej nigdy nie żeglowałem. Na rejs "Orvaldi Antarktica" dostałem się dzięki koledze z kopalni, który dobrze zna kapitana Panoramy Piotra Kuźniara. Swoje spotkanie z morzem zacząłem od przylądka Horn. Przy wietrze o sile 8 stopni Beauforta jachtem tak kołysało, że choroba morska wyjęła mi z życiorysu pięć dni.
Celem tego etapu rejsu było dotarcie nieogrzewaną jednostką aż do Zatoki Małgorzaty. Do pełnego sukcesu załodze zabrakło jednak jednego dnia rejsu. Gruby lód uniemożliwił jachtowi przebicie się w wyznaczony rejon. Nie znaczy to, że podróżnicy nie stanęli na lądzie.
- W ciągu jednodniowego wypadu zdobyliśmy 1300- metrowy, pełen szczelin szczyt Hauron. Później dotarliśmy do stacji antarktycznej im. H. Arctowskiego na Wyspie Króla Jerzego i odwiedziliśmy kilka innych wysepek. Eksplorowaliśmy rejon, gdzie ostatni polski jacht był 30 lat temu.

Oko w oko z foką

S. Bieniek rejs rozpoczął i zakończył w Ushaia, miejscowości na krańcu Argentyny, zwanej "końcem swiata". Do kraju wrócił samolotem, po drodze zatrzymując się w Buenos Aires i Rio de Janeiro, akurat w czasie karnawału. Rejs wspomina jako nowe, ciekawe doświadczenie, choć odmroził sobie opuszki palców rąk i stopy. Dopiero po dwóch tygodniach odzyskał w nich czucie. Wyprawa była jednak okazją do poznania ciekawych ludzi, sprawdzenia się w ekstremalnych warunkach i kontaktu z przyrodą tego kontynentu. Podróżnik na Antarktydzie stanął oko w oko z lwami morskimi, fokami i pingwinami, a z pokładu obserwował wieloryby.
- Koszt podróży lotniczej, wyżywienia i wyposażenia każdy uczestnik rejsu pokrywał sam - zdradza S. Bieniek. - Jestem pracownikiem KGHM, a mój zakład sfinansował część tych kosztów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie