Koza nie pies, nie chce do ludzi

Alicja Bogiel 68 324 88 46 [email protected]
fot. Krzysztof Kubasiewicz
Policja, straż ochrony zwierząt... Aby ratować kozy, Lidia Rogowska zaalarmowała sporo osób. Inni też telefonują gdzie się da. A zwierzęta dalej marzną pod mostem. Nie dają się złapać. Kozi problem trwa.

O tych kozach po raz pierwszy usłyszeliśmy już przed świętami. Gdy zaczęły się trzaskające mrozy. - Pod mostem na trasie S3, jak wyjeżdża się z Raculi na Sulechów, nocują dwie kózki - opowiadali Czytelnicy. - Ratujcie te biedne zwierzęta, bo chociaż zgłaszaliśmy sprawę policji i ochronie zwierząt, nic to nie dało.
Tylko jednego dnia mieliśmy w tej sprawie kilka telefonów. Do redakcji przyszła też mieszkanka Droszkowa Lidia Rogowska. Oczywiście, w sprawie kóz. - Mąż dzwonił już na policję, ale odmówili interwencji. Powiedzieli, że to już czwarty sygnał, ale oni nic nie mogą zrobić. Może wy coś pomożecie... Przecież te kozy tam zamarzną. Ja już spać przez nie mogę.

Zainterweniowaliśmy u inspektorów straży ochrony zwierząt. Bartek Krieger już o kózkach wiedział. - Po trzy telefony dziennie mamy na ich temat - opowiadał. - Zwierzęta koczują tam od dawna, a zimą ludzie pomyśleli o pomocy dla nich. I pomożemy. Szykujemy jabłka z środkami usypiającymi. Podamy im je, a jak kozy usną, zabierzmy do domu tymczasowego. Organizujemy właśnie akcję, ze sztabem kryzysowym, policją, strażą pożarną. Bo to trasa S3...

Byliśmy pewni, że kozy przed świętami pojechały do nowego domu. Ale dostaliśmy kolejne zgłoszenie. - Te biedne zwierzęta wciąż tam koczują, a znów zapowiadają mrozy - opowiada kierowca, który często przejeżdża "trójką" . - Czy naprawdę nic nie da się zrobić?!
L. Rogowska potwierdza, że kozy nadal mieszkają pod mostem. - Jeżdżę tam co drugi dzień i wożę im jedzenie oraz ciepłą wodę - opowiada. - Niestety, nie mogę ich zabrać do siebie, bo nie mam warunków.
Takich dokarmiających jest więcej. Tyle że czasami zostawiają jedzenie na poboczu drogi, czasami żywność jest zepsuta... - Koza zje prawie wszystko, kapustę, jabłka, chleb... - wylicza B. Krieger. I dodaje, że wolontariusze zachęceni przez straż też dokarmiają te zwierzęta. Dlaczego jednak kozy wciąż tam w ogóle są? Miały być przecież w domu tymczasowym!

- Już dwukrotnie próbowaliśmy je złapać - opowiada B. Krieger. - Pierwszy raz środki usypiające w jabłkach nie zadziałały. Testowaliśmy je wcześniej na psach, ale koza nie pies... Drugi raz użyliśmy już pocisków usypiających, nieskutecznie. Może dawka była za mała. Zwierzęta uciekły...
Ponieważ taka akcja wiąże się z zaangażowaniem wielu osób i służb, kolejna jest dopiero planowana. A na razie kozy dokarmiane mieszkają nadal pod mostem...

Nie tylko kózkami przejmują się jednak miłośnicy zwierząt. Na ul. Towarowej i w Przylepie ratowano dwie sarny, które zbłądziły w stronę ludzi. Sarny trafiły do schroniska dla zwierząt dziko żyjących. - Teraz próbujemy załatwić pieniądze na ich utrzymanie - mówi B. Krieger.
- A co z dzikim kaczkami? Je też trzeba zimą ratować - pyta pan Józef, działkowiec z ogrodów Lumel. Chodzi mu o konkretne kaczki, przy akademiku na ul. Wyspiańskiego. - Tam zimuje ponad 100 ptaków, niektóre chore - opowiada Czytelnik. - Dokarmiam je, czasami również dzieci z przedszkola, czasem jakaś pani... Ale to powinno być zorganizowane.

Straż ochrony zwierząt o stadzie kaczek już wie. - I jesteśmy wdzięczni zielonogórzanom za ich dokarmianie - mówią inspektorzy. - Nie zauważyliśmy, by ptaki chorowały. Mogą jednak dostać kwasicy, bo są nadmiernie karmione chlebem. Ten może stanowić tylko małą część pokarmu, reszta to powinny być ziarna, najlepiej tłuste, słonecznika, dyni... Mogą być też gotowane ziemniaki z obierkami.

- I nie wrzucajcie jedzenia do wody, a rozdrobnijcie i połóżcie na brzegu - apeluje "do ludzi" pan Józef.
Straż ochrony zwierząt pomyśli o udziale w dokarmianiu zwierząt wolontariuszy stowarzyszeń i organizacji. - No i przydaliby się ludzie z dobrym sercem, właściciele firm, którzy mogliby przekazać żywność zwierzętom - zachęca B. Krieger.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jaros
Wyjaśniałem sprawę kóz w Urzędzie Gminy i Komendant strazy Gminnej poinformował mnie, że jego strażnicy ustalili własciciela zwierząt mieszkańca miasta Zielona Góra (odczytano z fotografii numery kolczyków i przy współpracy pracowmika Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ustalono właściciela kóz) . Właściciel w tym momencie odpowiada za zachowanie tych zwierząt i powinien ponieść koszty ich złapania. Ponadto Komendant stwierdził, że Schronisko miejskie nie chce podpisać z gminą umowy na wyłapywanie bezdomnych zwierząt, a najbliższa firma wyłapująca takowe jest w Legnicy i sam przyjazd ekipy kosztuje tysiąc złotych. Natomiast żadna Straż Gminna (miejska) nie ma prawa wyłapywać żadnych zwierząt i interweniować na terenie nie należącym administracyjnie do jej kompetencji, a wynikający z podziału administracyjnego Rzeczypospolitej Polskiej. Niejestem w pełni usatysakcjonowany tą wypowiedzą komendanta, ale przedstawił dokumenty i przepisy prawa.
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie