Michał Witkowski: Nie wiem jak powinno być

    Michał Witkowski: Nie wiem jak powinno być

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Michał Witkowski. Rocznik 1975, urodzony we Wrocławiu, mieszka w Warszawie. Debiutował zbiorem opowiadań „Copyright”, a następnie napisał kontrowersyjną

    Michał Witkowski. Rocznik 1975, urodzony we Wrocławiu, mieszka w Warszawie. Debiutował zbiorem opowiadań „Copyright”, a następnie napisał kontrowersyjną powieść „Lubiewo” o polskich gejach w latach 70., opublikowaną w kilku krajach na świecie. Laureat m.in. Paszportu Polityki, literackiej nagrody Nike 2006. Niedawno wyszła jego najnowsza książka „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej”, której fragmenty sam prezentuje na scenie Teatru Rozmaitości w Warszawie. ©Fot. Dorota Nyk

    Rozmowa z Michałem Witkowskim, pisarzem.
    Michał Witkowski. Rocznik 1975, urodzony we Wrocławiu, mieszka w Warszawie. Debiutował zbiorem opowiadań „Copyright”, a następnie napisał kontrowersyjną

    Michał Witkowski. Rocznik 1975, urodzony we Wrocławiu, mieszka w Warszawie. Debiutował zbiorem opowiadań „Copyright”, a następnie napisał kontrowersyjną powieść „Lubiewo” o polskich gejach w latach 70., opublikowaną w kilku krajach na świecie. Laureat m.in. Paszportu Polityki, literackiej nagrody Nike 2006. Niedawno wyszła jego najnowsza książka „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej”, której fragmenty sam prezentuje na scenie Teatru Rozmaitości w Warszawie. ©Fot. Dorota Nyk

    - Wiele osób uważa, że wstrzelił się pan w ostatnio modny nurt szokowania czytelnika sprawami, o których wcześniej było cicho. Jak na przykład homoseksualizm.
    - Nie przesadzajmy z tym szokowaniem.

    - Ostatnio rozmawiałam z kimś, kto czytał pana "Lubiewo" i powiedział, że przeczytał do końca, ale z zażenowaniem, bo jest mężczyzną, a tam są takie sprawy, że każdy mężczyzna się wstydzi...
    - Ważne żeby literatura wzbudzała jakieś uczucia, nawet jeśli to ma być uczucie zażenowania.

    - Wiele pan podróżował, długo był za granicą, ale wrócił do Polski i opowiada, że najlepiej czuje się w naszym kraju. Dlaczego go pan tak lubi?
    - Bo jest najbardziej nienormalny i najbardziej egzotyczny jakie znam. W żadnym buszu takiej egzotyki nie widziałem. Nie trzeba wydawać pieniędzy na Karaiby, bo i tak największa egzotyka jest na blokowisku czy na polskim podwórku.

    .

    - Co tam takiego egzotycznego?
    - Nic nie jest normalne w takim znaczeniu jak Europa Północna czy Zachodnia to rozumie. Wszystko jest inaczej. Ludzie są nieautentyczni, każdy coś udaje, każdy chce coś udowodnić, a najlepiej, że jest inny niż jest naprawdę. Ludzie bujają w obłokach, żyją wytworzywszy sobie różne fototapety - jak to nazywam w jednej z moich książek, różne fikcje. Dla pisarza to jest ciekawe, a poza tym to ja się tutaj dobrze czuję.

    - Jest pan coraz bardziej rozpoznawalny. Czy nie zdarzyło się, że ktoś tu pana obraził, źle potraktował?
    - Nie znam osoby, która by nie została obrażona chociaż raz.

    - Ale czy został pan obrażony z tego powodu, że otwarcie mówi pan, że jest gejem?
    - Nie mogę rozmawiać na te tematy.

    - Dlaczego?
    - Nie jestem żadnym gejem, nie wiem o co chodzi.

    - Tak?
    - No tak.

    - A w wielu wywiadach się pan do tego przyznaje...
    - Nie widziałem tych wywiadów.

    - Jak postrzega pan Polaków?
    - Jak wyjeżdżają np. do Irlandii na truskawki albo na zmywak, to nie przywożą stamtąd idei, mody, lecz kasę w słoiku. Cały czas przebywają tam w kapsule, nie są otwarci tak jak np. Turcy w Niemczech. Nie są podatni na wpływy obcych kultur. Trzymają się ze sobą. Typowa emigracja zarobkowa. Uciekam od Polaków za granicą, gdzie pieprz rośnie. Najczęściej nawet w ogóle nie podróżuję z polskimi biurami podróży, tylko wykupuję wycieczki z Anglikami. Bardzo rzadko za granicą jestem w polskim środowisku. Nawet w środowisku Polonii nie promuję moich książek. Tylko i wyłącznie wydania, które wyszły w języku danego kraju. Na spotkania ze mną przychodzi tylko inteligencja danego kraju i tylko z nią się kontaktuję. Trudno przecież żeby ktoś, kto pojechał rozładowywać dorsze w Islandii zadawał się z inteligencją z Islandii, prawda? A Polacy poza tym wolą zostawać we własnym gronie. I w związku z tym ta "unijność" w nich nie przenika.

    - Jak odebrali "Lubiewo" Czesi i Niemcy?
    - Niemcy chłodno, z pozycji takiej grupy z Poznania, jak to w "Lubiewie" jest, czyli takiego liberalnego nastawienia. W recenzjach trochę potraktowano je jako książkę artystyczną, ale strasznie zideologizowano. A zupełnie inaczej Skandynawowie. Tam zostało po mojej myśli zrozumiane. Czyli jako książka artystyczna, campowa. W Czechach na promocji nie byłem. Rosjanom muszę tłumaczyć to, co w Polsce jeszcze przed wydaniem książki. Że to nie jest żadna walka o prawa gejów i tak dalej. Że to kazus emocjonalny pewnego przypadku, skrajnego pożądania, który mówi nam o naszych problemach ze światem, problemach każdego człowieka. O potrzebie bliskości na przykład.

    - Dlaczego nie solidaryzuje się pan z ruchami o prawa gejów i lesbijek, dlaczego się pan od tego odcina?
    - Bo jestem głęboko prawicowy w swoim myśleniu. Albo może dokładniej: absolutnie nielewicowy. Nie jestem spod znaku tego, co się rodziło w oświeceniu, a co trwa do dziś w takim nurcie, że trzeba świat zmieniać na lepsze, wszystko ułatwiać. Liberalna, nastawiona na postęp myśl mnie nie pociąga. Jeśli już, to takie epoki nieklasyczne jak postmodernizm czy barok, gdzie bardziej ludzie uznają, że nie ma pomysłu, co jeszcze i jak zmienić, bo i tak się wszystko rozsypie. W związku z tym cały ten dyskurs środowisk liberalnych jest mi totalnie obcy. Nie mam też zdania i nie jestem od tego, żeby mówić, jak powinien wyglądać świat. Dlatego, że świat i tak, po pierwsze, będzie wyglądał jak będzie wyglądał. Żadne ustawy go nie zmienią. A poza tym uważam, że pisarz nie jest od tego, aby mówić, jak powinno być. Ja oglądam, opisuję tak, jak można opisać liść. Liść jaki jest, taki jest.

    - Często pan jeździ po Polsce na spotkania z czytelnikami?
    - Czasami, ale staram się nie jeździć. Bardzo często te spotkania nic nie przynoszą, wszyscy gdzieś znikają natychmiast po tych wieczorkach. A pisarz, jak to w jednym z felietonów opisuje Pilch, idzie sam do hotelu i myśli sobie, że fajna laska była na sali, ale jest sam i przerzuca kanały w telewizorze. I tyle to jest wszystko warte. Zadają standardowe pytania, o właśnie o tych na "g". A przecież ile jest w "Barbarze Radziwiłłównie" tematów... I do śmiechu i do płaczu. Czy akurat wiecznie muszą być tylko ten obciąg i geje?

    - Ale o tamtych sprawach już było, a obciąg wciąż jest w Polsce nowy i nieznany. I szokuje.
    - Wcale nie szokuje. Zawsze się o tym mówiło, tylko nie publicznie i nikogo to nie szokowało. Jeśli kogoś coś nie szokuje w życiu prywatnym, to nie może go szokować w życiu publicznym.

    - No ale teraz wszyscy się do tego przyznają. Znane osobowości, osobistości się ujawniają.
    - Ja się do niczego nie przyznaję.

    - Powstał portal internetowy, na którym każdy się może przyznać do odmienności seksualnej. Wchodził pan na te strony?
    - Nie wchodziłem i zastanawiam się, co z tego wszystkiego wynika dla literatury. Chcę być akceptowany jako dobry pisarz. A moje życie będą mogli sobie badać jak umrę. Na razie można sobie badać książki, które są jakie są.

    Dorota Nyk
    076 835 81 11
    dnyk@gazetalubuska.pl

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo