Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

OPOWIEŚCI WIGILIJNE III Przyjechał do mnie najprawdziwszy Mikołaj! Przywióżł dwie torby słodyczy i sprawił, że od nowa doceniłam Magię Świąt

Czytelniczka "GL" Aneta
Nie mam czasu. Szczególnie przed świętami nie mam czasu. Bilanse, podsumowania, koniec roku. Brak czasu idzie w parze z wyrzutami sumienia - gdy po raz kolejny nie myję okien, a wszyscy wokół myją, gdy w moim domu wciąż jeszcze nie pachnie piernikiem ani nawet pastą do podłóg, a wszędzie już dawno pachnie...

Na szczęście mam... coraz mniej czasu na refleksje. Wtedy to było raczej zbawienne "na szczęście".

Kilka lat temu. Na dobre rozpanoszył się grudzień - z kolędami w sklepach, szaleństwem zakupów i złotą czcionką życzeń na świątecznych kartkach. Po raz kolejny gdzieś poza mną "merdał puszysty ogon tradycji", a ja, jak zwykle, w tym ogonie. I wtedy właśnie zdobyłam się na szaleństwo! Opisałam mój "Rodzinny portret (nie)świąteczny".

Odbyło się to pod osłoną "cichej nocy", gdy z okien domów już na dobre mrugały kolorowe światełka choinek, uliczne iluminacje nie dawały spać, a wyrzuty sumienia świątecznie i bardzo tradycyjnie gryzły boleśnie. Mój "rodzinny, świąteczny portret" spadał z hukiem ze ściany. To wtedy właśnie napisałam...
I zapomniałam, że napisałam...

Świety w samochodzie

A tuż przed Bożym Narodzeniem przyjechał do mnie... najprawdziwszy w świecie Mikołaj!!! Podobno przyjechał zwykłym, osobowym samochodem (najprawdopodobniej jasnego koloru), a dodatkowo był całkiem zwykłym, młodym człowiekiem.

Nigdy jednak w to nie uwierzyłam - że był taki "normalny", a słodycze stanowiły nagrodę za opublikowanie moich (nie)świątecznych refleksji. Po raz kolejny "na szczęście" - nie było mnie w domu... Pracowałam... Mikołaj zostawił dwie wielkie torby słodyczy!!! Taki prawdziwie świąteczny prezent.

Dlatego nie łączę tamtego Mikołaja ani z tym "osobowym samochodem w jasnym kolorze", ani z tym "zwykłym, młodym człowiekiem". Zostawił najprawdziwszy w świecie prezent! Zostawił, odjechał, zniknął... I tylko dwie torby słodyczy świadczyły o tym, że był...

Wierzę, że wtedy odnalazł mnie Święty Mikołaj... W tym moim zabieganiu i codziennym szaleństwie. I nie komentował, że powinnam dostać rózgę. I nie był urażony brudnym oknem. I nie przeszkadzało mu, że w domu nie pachnie ani piernikiem, ani pastą do podłóg...

Wiele się zmieniło

To były inne święta. Sto razy, wszystkim wokół opowiadałam o Mikołaju. Było tak, jakby udało mi się cofnąć czas, który niesamowicie mnie prześladował potwornym tempem płynięcia.

Profanum codzienności - usakralizowane... dwiema torbami słodyczy od Mikołaja....

A wtedy odwiedziła mnie prawie upersonifikowana Pani Motywacja. Dzięki niej umyłam okna, upiekłam pierniczki i powiesiłam w oknie wielką, świecącą gwiazdę, przez pryzmat której patrzyłam na bożonarodzeniowe niebo - dziwnie jasne w tę grudniową noc.

Wstawiłam w ramy "rodzinny portret" już "świąteczny" i powiesiłam go z powrotem na ścianie. Bez obaw czekałam na spotkanie z tradycją...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska