Państwo Solińscy przeżyli ze sobą już 60 lat! [WIDEO]

Mateusz Bandkowski

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Pan Mikołaj i Pani Parasewia Solińscy to małżeństwo, którego stażu mógłby pozazdrościć każdy. Chociaż minęło już sześćdziesiąt lat odkąd stanęli na ślubnym kobiercu, jak mówią w rozmowie z nami: - Teraz dopiero zaczynamy żyć – mówi Pani Teresa u boku swojego męża.

Jak to jest być w małżeństwie sześćdziesiąt lat i się nie nudzić?
Pani Parasewia - To się dzieje po prostu. Człowiek się jakby wciągnął w tę więź. Znamy się od dzieciństwa, od zawsze jesteśmy razem, dlatego też mamy wspólny język. Znamy bardzo dobrze swoje charaktery i wiemy już kiedy trzeba ustąpić, a kiedy zwyczajnie wybuchnąć.
Pan Mikołaj – Najważniejsze jest żeby nie wchodzić w konfrontacje ze sobą. Ustępować sobie. Trzeba umieć pójść na kompromis. A poza tym spędzamy razem każdą chwilę i nigdy się sobie nie znudziliśmy.
Jak Państwo myślicie, dlaczego tak często dzisiaj dochodzi do rozwodów?
- Kiedyś było zupełnie inaczej, niż dzisiaj. Jak to się mówi teraz – my jesteśmy starej daty. Kiedyś właśnie ludzie się bardziej szanowali, byli ku sobie. Pamiętam jak przyjechaliśmy tu z kresów na ziemie odzyskane, to ludzie sobie pomagali byli uprzejmi wobec siebie, żyło się naprawdę przyjemnie. Teraz młodzi patrzą tylko jak najszybciej zarobić, żyją szybko, a kiedyś żyło się spokojniej.

Zobacz też: 25 par obchodziło złote gody. "Trzeba się kochać, ale też iść na kompromis"

Jak się Państwo poznaliście?
Pan Mikołaj – mieszkaliśmy na jednej wsi obok siebie w Jasieniowie Polnym (kresy wschodnie). Ja pamiętam Parasewię jak miała sześć lat, dlatego mogę powiedzieć, że ją jeszcze kołysałem. Potem przesiedlili nas na ziemie odzyskane. Tutaj dorastaliśmy i tak minęło już trochę lat odkąd się znamy. Mogę powiedzieć, że mieliśmy ciężkie dzieciństwo…
Jaki jest przepis na tak długi i udany związek?
Pani Parasewia – Żeby małżeństwo przetrwało jak najdłużej trzeba do precyzji opanować sztukę wspólnych kompromisów. Zgoda buduje niezgoda rujnuje i to wszystko… (śmiech) My byliśmy razem jesteśmy i będziemy. Kiedy poszliśmy do DPS-u w Kostrzynie to powiedzieli nam, że przyjmą tylko mnie, bo mój mąż jest zbyt chory i nie ma nikogo kto by się nim opiekować całą dobę. Kiedy to usłyszałam kategorycznie odmówiłam tam pobytu. Tutaj nas przyjęli razem i jest nam tu dobrze. – Ja od kiedy tutaj jestem czuję się o wiele lepiej - dodaje Pan Mikołaj.
Jak spędzacie Państwo wolny czas w Domu Pomocy Społecznej?
Pani Parasewia – Chodzimy tutaj na każde zajęcia. Śpiewamy, uczęszczamy na kółka teatralne. Działamy aktywnie jak tylko się da. Żeby uniknąć stresu, złego humoru trzeba po prostu dobrać pracę, którą się ciągle wykonuje, oczywiście według swojego zdrowia. – Jak człowiek ma zajęcie to głupoty mu nie w głowie – dodaje Pan Mikołaj.
Czy uważacie Państwo, że związek dwóch osób może utrzymać się bez ślubu?
- Pan Mikołaj : Zawsze uważałem, że wierność trzeba sobie wyznać przed ołtarzem, ale wydaje mi się, że można żyć bez ślubu kościelnego.
A co z używkami?
Papierosy w ogóle nie wchodzą w grę… Kawa? Raczej nie, a alkohol to może jak się nadarzy jakaś miła okazja, no na przykład taka jak dziś.

Zobacz też: Jubileusz - złote gody nowosolskich małżeństw

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie