Podróżnik magiczny. Wraz z nowosolanką odkrywamy ziemię faraonów

Julia Janiszewska
Chcesz się na chwilę oderwać od codziennych spraw? Przenieś się w podróż do ziemi Faraonów. Zaglądamy do kolejnej części dziennika z podróży nowosolanki, która zwiedza świat. Julia Janiszewska
Chcesz się na chwilę oderwać od codziennych spraw? Przenieś się w podróż do ziemi Faraonów. Zaglądamy do kolejnej części dziennika z podróży nowosolanki, która zwiedza świat.

Na ziemi Faraonów ląduję o czwartej rano. W Kairze jest ciemno, jednak w drodze do hotelu zauważam prężące się dumnie meczety i minarety. Oczy święcą mi się z zachwytu nad nieznaną i fascynującą architekturą. Wśród tych niezwykłych budowli dostrzegam też brud na ulicach i nieustający ruch. Szybko przekonuję się, że tu zarabia się o każdej porze dnia i nocy, a Kair nigdy nie odpoczywa. Sama zmęczona nocnym lotem zasypiam błyskawicznie, ale budzę się wcześnie gotowa do poznawania tajemniczego lądu. Deklamuję z pamięci listę miejsc, które chcę zobaczyć. Nie ma co tracić czasu. W drogę!

Piramidy tuż za rogiem
Pierwszego dnia biegnę tam gdzie wszyscy - do Gizy i tak jak wszyscy ze zdumieniem odkrywam, że słynne piramidy położone są niemal w mieście, zaledwie 25 minut od mojego hotelu. Na zdjęciach wydają się odległe i niedostępne, jednak tu są na wyciągnięcie ręki.

Wreszcie! Wreszcie spaceruję wokół piramidy Cheopsa, znanej ze wszystkich egipskich pocztówek. Nie wpuszczają mnie do środka, ale można wejść do piramidy syna Cheopsa, Chefrena. Wchodzę. Mała przestrzeń, duszno, musi być jakieś 50 stopni. Dopada mnie nieokreślony lęk i silna klaustrofobia. To uczucie obezwładnia mnie, narastając z każdą kroplą potu na ciele. Biorę oddech, uspakajam się, omiatam wnętrze wzrokiem i jak najszybciej ruszam schodami do wyjścia.

Dumni faraoni
Na zewnątrz jest lepiej. Mimo gorącego dnia na twarzy czuję powiew wiatru. Mam czas i przyjemność przyjrzeć się tym niezwykłym budowlom o kolorze pustyni. Wpatruję się też w oczy dostojnemu Sfinksowi. Potężne lwie łapy i ludzka twarz wciąż nie straciły swojej mitycznej aury. Budzą szacunek i irracjonalny strach. Dumny posąg od tysięcy lat stoi na straży grobów władców Egiptu i robi na mnie ogromne wrażenie nie tylko swoim jestestwem, ale i świadomością, że staję oko w oko z antyczną historią ludzkości. W głowie układam obrazy znane z podręczników opisujących jej dzieje. Oczami wyobraźni widzę dumnych faraonów, ich kapłanów i poddanych spacerujących wokół najstarszych budowli na świecie.

Magia historii jest wszędzie. To raj dla miłośników zamierzchłych czasów. Tuż obok piramid w Muzeum Łodzi Cheopsa oglądam łodź pochodzącą z 3000 r. p. n. e. Jest tak doskonale zakonswerowana, że sprawia wrażenie, że można do niej wsiąść i odpłynąć. I odpływam, ale dopiero na drugi dzień, w Muzeum Kairskim. Ze wszystkim muzeów na świecie (czytaj: tych, których widziałam) to w stolicy Egiptu jest najwspanialsze. Sarkofagi, mumie, trony, strzały, naczynia, itd. - jest tyle do obejrzenia, że dnia nie starcza, pomimo tego, że sporą część odkrytych w Egipcie zbiorów wywieźli Niemcy i Brytyjczycy.

Zobacz też: Rosyjscy archeologowie prezentują "białe mury" Memfis sprzed 5 tys. lat

Komplementy
W Egipcie historia uśmiecha się z każdego rogu tak, jak i lokalni naciągacze, którzy za wszelką cenę próbują upchnąć niepotrzebny towar, albo wyciągają rękę po napiwek. Strażnik zachęca do dotykania piramid, choć jest to zabronione. Spodziewa się zapłaty. Prosisz kogoś o zdjęcie, musisz dać napiwek. Ktoś rzuca komplementem, licz się z tym, że nie jest za darmo. Szalenie ciężko jest przyzwyczaić się do nachalności sprzedawców. Dopiero po latach zrozumiem, że turyści są jedynym źródłem utrzymania wielu Egipcjan. Teraz jednak nie potrafię powstrzymać irytacji. Spokoju uczę się od odpoczywających na gorącym piasku wielbłądów. Dodają kolorytu miejscu, a ich wyciągnięte szyje przywołują chęć siesty. Zazdroszczę im odporności na upał.

W biegu
Po zwiedzeniu targowiska Chan al-Chalilii i odkryciu co naprawdę oznacza być ściganym przez kupców z ulgą opuszczam Kair. Jadę nocnym pociągiem na południe, do Asuan. Do przebycia mam około tysiąc kilometrów. Pociąg rusza ospale i trzyma senne, tempo dając godzinne opóźnienie. Ciemności szybko kryją egipską ziemię. Dopiero rano w promieniach słońca oglądam przez okno suche doliny, a w nich pracujących egipskich chłopów, osiołki, woły i wielbłądy. Nil jest życiodajną siłą tej części Afryki. Pustynne widoki nareszcie zmieniają się w zielone poletka upraw.

Relaksujący Nil
Po długiej nocy spędzonej w pociągu w dalszą drogę wybieram się krążownikiem po Nilu. Płynie się przyjemnie, choć tu na pokładzie wśród obsługi hotelowej panuje dziwaczny zwyczaj wchodzenia do pokoju o każdej porze dnia i zostawiania ułożonych w formie zwierząt ręczników. Próbują imponować pomysłowością dodając do ręczników czapki, okulary i inne rzeczy należące do pasażerów. Nie zawsze jest to przyjmowane z uśmiechem, bo nie każdy lubi, gdy przestawia się jego rzeczy. Uczę się cierpliwości, a i wyprawa po najdłużej rzece świata relaksuje.

Dostojne świątynie
Płyniemy w górę rzeki. Co rusz pojawiają się zniewalające świątynie, które pamiętają najdostojniejsze czasy kultury egipskiej. Przy każdej trzeba się zatrzymać. Trudno uwierzyć, że tak wiele zabytków zawdzięczamy burzom piaskowym, które ukryły te wspaniałości przed atakami natury oraz ludzką grabieżą i w ten sposób pozwoliły im przetrwać.

Pierwszą jest położona na wyspie File świątynia Izydy z przepięknie rzeźbionymi kolumnami przedstawiającymi głównie mitologiczne sceny związane z boginią Izydą. W Kom-Ombo, z kolei, odkrywam królestwo Horusa, boga nieba z głową sokoła oraz boga z głową krokodyla, Sobka trzymającego pieczę nad płodnością i wodą. Ze ścian próbuję czytać hieroglify. Ciężka łamigłówka, ale nie poddaję się, zamieniam się w Indianę Jonesa i ogarniam wzrokiem mistyczne zapiski. Widzę sceny z życia codziennego, religijnego, narzędzia medyczne i te do mumifikacji, najważniejsze symbole i zwierzęta.

File, Kom-Ombo i Edfu - świątynia kultu Horusa są wspaniałe. Dochodzę do stanu, w którym kolejna świątynia zaczyna przypominać poprzednią, mimo tego zachwyca mnie kompleks świątyń Karnak, niedaleko Luksoru. Wspaniałe obeliski, rysunki i hieroglify na ścianach działają na wyobraźnię. Panuje eklektyzm stylów, bo świątynię budowało wielu władców, a raczej ich niewolników. Dodatkowo uroku dodaje umieszczone pośrodku Jezioro Kleopatry.

Unoszę się
Po kulturalnych doznaniach ruszamy na wschód, nad Morze Czerwone, do Hurghady. To miasto typowo „spreparowane” pod gusta zachodnich turystów. Hotel stoi przy hotelu. Okolicę wyrzeźbiono tak, by podobała się wszystkim. Nie jestem pewna, czy jest tam choć jedna naturalna zatoczka lub skała. Z trudem szukam klimatu i echa egipskich bóstw. Wreszcie „to coś” odnajduję, unosząc się wysoko nad morzem, próbując parasailingu, wszak Hurghada to miejsce doskonałe do uprawiania sportów wodnych. Uczucie lekkości i wolności tańczy w mojej głowie. Egipt zapisuję w pamięci jako kolebkę tajemniczych bogów, ich świątyń oraz cudownej bryzy znad Morza Czerwonego.

Autorka Julia Janiszewska – pochodzi z Nowej Soli, od prawie dziesięciu lat mieszka w Dublinie. Studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Zielonogórskim i Scenopisarstwo w IADT (Instytut Sztuki, Designu i Technologii) w Dublinie. Wielka miłośniczka kultury, nauki, muzyki, literatury, świata filmu i dalekich podróży. Motto życiowe: marzenia służą jedynie po to, by je spełniać.

Zobacz też: Rosyjscy archeologowie prezentują "białe mury" Memfis sprzed 5 tys. lat

Znamy "7 cudów Polski" "National Geographic Traveler". Dwa s...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie