Tak się łowi wielkie ryby!

Paweł Wańczko 68 324 88 25 pwanczko@gazetalubuska.pl
Kazimierz Kozłowski tę tołpygę złowił na ZEK-ach koło Nowogrodu Bobrzańskiego. Ryba ważyła prawie 23 kilogramy! fot. archiwum Kazimierza Kozłowskiego
Była 3 w nocy, kiedy wszystko się zaczęło. 30 metrów od brzegu. Walka trwała godzinę. W końcu się udało. Na brzegu wylądowała potężna tołpyga. To nie był byle jaki okaz. Ryba ważyła… niemal 23 kilogramy!

CZEKAMY NA WASZE ZGŁOSZENIA

Tak się łowi wielkie ryby!
fot. archiwum Kazimierza Kozłowskiego

(fot. fot. archiwum Kazimierza Kozłowskiego)

CZEKAMY NA WASZE ZGŁOSZENIA

Zachęcamy wszystkich wędkarzy do przysyłania do nas zdjęć ze złowionymi przez siebie rybami. Wszystkie okazy, bez względu na wielkość, pokażemy na łamach "GL". Czekamy na fotki z opisem: jaka to ryba, ile ważyła, ile mierzyła, na jaką wzięła przynętę, jaką techniką była złowiona, jak długo trwał hol oraz kiedy i gdzie to się wydarzyło. Prosimy też o napisanie kilku słów o sobie i o swojej pasji wędkarskiej.

Nasz adres: "Gazeta Lubuska", al. Niepodległości 25, 65-042 Zielona Góra, z dopiskiem "Taaaka ryba". Swoje trofea można także zgłaszać pocztą elektroniczną na adres:pwanczko@gazetalubuska.pl

Kazimierz Kozłowski z Nowogrodu Bobrzańskiego w tym roku skończył 71 lat. Jako mały chłopiec wychowywał się nad Wisłą koło Gdańska. Swoją przygodę z wędką zaczął w wieku 7-8 lat. Wtedy na ryby zabierał go ojciec. Z czasem zaczął już chodzić sam. - Pamiętam, jak swoje pierwsze ryby łowiłem na wędkę zrobioną z leszczyny - wspomina. - A pierwszy prawdziwy kij, przywieziony z NRD, dostałem na prezent ślubny. To po to, abym chodził na ryby i nie marudził żonie nad głową - dodaje z uśmiechem.

Pan Kazimierz zawsze miał w domu dużo wędek. Każda na inną rybę. - Obecnie jest ich ponad dziesięć. Do tego z 15 kołowrotków - mówi.

Nad wodę, jeśli tylko pogoda dopisuje, jeździ niemal codziennie. - Nie wyobrażam sobie życia bez ryb - tłumaczy pan K. Kozłowski, który w swojej karierze ma już na koncie wiele medalowych okazów. Kiedyś na Dąbiu Dużym złowił 25-kilogramowgo suma oraz karasia o długości 46 cm i wadze 2,4 kg. Bywały też karpie po 7-8 kg. A w ub. roku trafił się leszcz ważący 3,7 kg.

Ten rok również był szczęśliwy dla niego. Udało mu się złowić potężną tołpygę.
- Na ryby wybrałem się tuż północy, 8 czerwca. W nocy bowiem zawsze są konkretne brania. Wtedy można liczyć na grube karpie, duże leszcze… I wtedy właśnie nastawiłem się na takie okazy. Tym razem spodziewałem się karpia - wyjaśnia pan Kazimierz.

Przeczytaj też: Pan Wiesław złowił rekordowego szczupaka

Łowisko miał już odpowiednio przygotowane. - Moje ulubione, na tzw. ZEK-ach koło Nowogrodu Bobrzańskiego - zdradza. Wcześniej zanęcał je kukurydzą, surową i gotowaną.

- Na miejscu byłem ok. 1.00. Mój zestaw składał się z plecionki 0,19 o wytrzymałości do 13 kilogramów, bez przyponu, z koszykiem zanętowym. Haczyk "szóstkę" uwiązałem bezpośrednio do plecionki. A na niego, jak zwykle założyłem dwa białe robaki i dwa duże ziarnka kukurydzy. Przynętę zarzuciłem około 30 metrów od brzegu - wspomina wędkarz. - Pierwszy wziął mały, niewymiarowy karp, którego wypuściłem. A na prawdziwy okaz musiałem poczekać do około 3.00. Wtedy nastąpiło branie. Gdy zaciąłem, od razu poczułem, że mam naprawdę dużą rybę. Od razu zaczęła uciekać na środek jeziora. Wyciągnęła z kołowrotka około 100 metrów plecionki. Wyczekałem, aż trochę osłabnie i zacząłem ją pomału holować do brzegu - opowiada.

Trwało to około godziny. - Gdy tylko udawało mi się podprowadzić ją do brzegu, wtedy ruszała z powrotem na środek jeziora. I tak kilka razy. Cały czas nie wiedziałem, co mam na haku. Po sposobie ucieczki przypuszczałem już, że to nie jest karp - tłumaczy wędkarz.

Dopiero, gdy zdobycz dała za wygraną i udało się ją wciągnąć na płyciznę, okazało się, że przynętę połknęła potężna tołpyga. - Ryba była tak wielka, że nie mieściła się do podbieraka. Kiedy wyłożyła się na bok, wszedłem do wody i wciągnąłem ją na brzeg - mówi pan Kazimierz.

- Do domu przyleciał jak nieprzytomny - wspomina Irena Kozłowska, żona pana Kazimierza. - Ale od razu nic nie powiedział. Najpierw kazał zawołać ze sklepu panią Wiesię, żeby zrobiła zdjęcie. Potem dopiero pokazał, co złowił.

Jak się później okazało, tołpyga miała 111 cm długości, 80 cm w obwodzie i ważyła… 22,8 kg. Została zważona w Nowogrodzie na stacji paliw u pana Mirosławskiego. Okaz ten kwalifikuje się więc do złotego medalu! Gratulujemy!

Oferty pracy z Twojego regionu

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

I jeszcze ją zżarł wieśniak

r
rihard3000

chinczycy jako mieso se chwala

A
Athel von Loren

Gratuluje sportowego osagniecia i dloaczam sie do opini user: ~wyndkarz~.

powodznia,
AvL

w
wyndkarz

akurat tołpygi nie żałuję, to gatunek inwazyjny którymi swoimi odchodami mocno zanieczyszcza jezioro. została wprowadzona jak świnia do chlewa - żeby przyrastała na wadze i po odłowach cieszyła żołądki. Niestety w poprzednim stuleciu namiętnie zarybiano ją wszystkei jeziora. Część ryb odłowiono, ale nie wszystkie . Z opisywanej żwirowni będzie trudno je wydostać bo przewłoką się tam niestety nie przeciągnie. Co do walorów smakowych - polecam wędzoną tołpygę - palce lizać.

o
open

Polować dla jedzenia ,reszta polowań ,dla pokazania sie ...w gazecie, to mordowanie braci mniejszych

D
Dorota

a koniecznie trzeba zabijac taki okaz?? przeciez mięso z tak wielkiej ryby na pewno nie jest smaczne...

Dodaj ogłoszenie