Arkadiusz Drozdek: - Musimy rąbać wielkie kłody

    Arkadiusz Drozdek: - Musimy rąbać wielkie kłody

    Marta Szkudlarek 0 68 324 88 36 mszkudlarek@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Rozmowa z Arkadiuszem Drozdkiem, strażakiem ochotnikiem z Zielonej Góry, który po raz czwarty został mistrzem Polski w pilarstwie.
    Arkadiusz Drozdek. 30-letni kawaler. Ma córeczkę Nadię, która urodziła się dwa tygodnie temu. Dlatego cały wolny czas poświęca właśnie jej. Czterokrotnie

    Arkadiusz Drozdek. 30-letni kawaler. Ma córeczkę Nadię, która urodziła się dwa tygodnie temu. Dlatego cały wolny czas poświęca właśnie jej. Czterokrotnie wywalczył tytuł mistrza Polski w pilarstwie. Przymierza się do zdobycia tytułu mistrza świata. Ostatnio był dziewiąty. ©fot. Bartłomiej Kudowicz

    - Cztery razy z rzędu ten sam tytuł. To już prawie rutyna...
    - Żadna tam rutyna. Przecież mistrzostwa to niesamowicie ciężkie zmagania. I za każdym razem, jak zdobywałem tytuł, musiałem się nieźle namęczyć. A inna sprawa, że mam wielkie szczęście.

    - Szczęście, czy po prostu w Polsce nie ma pan sobie równych?
    - Nie, nie, nie. Moi koledzy są naprawdę nieźli w tym, co robią. I konkurencję mam niesamowitą. Chyba w większości o zwycięstwie decyduje szczęście. I doświadczenie. Bo już nieraz startowałem na arenie europejskiej. Miałem okazję podejrzeć technikę zawodników z zagranicy.

    - Co na tytuły mówią koledzy?
    - Cieszą się razem ze mną z każdego sukcesu. Kibicują i bardzo dopingują.

    - A dziewczyny?
    - A tego to już nie wiem. Chyba trzeba by zapytać je osobiście.

    - A skąd w ogóle pomysł na takie zmagania? Pilarstwo?
    - Wszystko zaczęło się już ładnych siedem lat temu. I to całkiem przypadkiem. Ktoś w pracy zbierał ekipę na zawody, a ja podsłuchałem. A kocham sport, bo gram w piłkę nożną, siatkówkę, więc rywalizację mam we krwi. Zgłosiłem się, a jak już mnie wciągnęło, to zacząłem trenować. I tak od czterech lat ćwiczę ściśle pod kątem mistrzostw. I w Zielonej Górze, i w Poznaniu.

    - Na czym polega ten konkurs?
    - Na ciężkiej pracy. Od tego trzeba zacząć. A potem to już tylko sześć konkurencji (śmiech). Pierwsze trzy są związane z rąbaniem siekierą, a pozostałe z cięciem ręczną piłą mechaniczną. Po prostu musimy jak najszybciej rąbać wielkie kłody. Im więcej, tym lepiej.

    - Co decyduje o zwycięstwie? Technika czy jednak siła?
    - Siła jest niezbędna. Ale technika o wiele ważniejsza. A poza tym, to ona jest najtrudniejsza. Kiedy podglądam uczestników mistrzostw świata z Nowej Zelandii czy Australii, widzę, jak wiele mi jeszcze brakuje. Ile czasu muszę poświęcić na trening, na udoskonalenie techniki.

    - Jakiego drewna używa się na mistrzostwach?
    - Topolowego, specjalnie hodowanego w Holandii, właśnie pod kątem zawodów. Ale w USA, Australii czy Nowej Zelandii używają drewna sosnowego.

    - Dlaczego? Jest twardsze?
    - Nie. Może po prostu łatwiej je zdobyć. Ale wydaje mi się, że to bardzo podobne do siebie materiały, w każdym razie porównywalne. Drewno to nie problem, bo zawsze się znajdzie. Gorzej ze sprzętem, który jest bardzo drogi. I gdyby nie sponsor mistrzostw, czyli firma Stihl, mielibyśmy nie lada problem.

    - Czy umiejętność szybkiego rąbania drewna przydaje się no co dzień w pracy strażaka?
    - Teraz jest jak najbardziej na czasie. Chociaż nasze województwo ma wielkie szczęście. Ostatnie ulewy i burze omijają nas szerokim łukiem. Ale zdarzają się sytuacje, w których drzewo runie na czyjąś posiadłość i wtedy wkraczam do akcji. Do szybkiej akcji.

    - Dziękuję.

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo