Detektywi na tropie... małżeńskich zdrad. Z ich usług korzysta coraz więcej osób

Grażyna Szyszka (aip)
Głogowscy detektywi oprócz spraw kryminalnych, zajmują się również tropieniem niewiernych małżonków.
Głogowscy detektywi oprócz spraw kryminalnych, zajmują się również tropieniem niewiernych małżonków. AIP
Para głogowskich detektywów ma ręce pełne roboty. Ich głównym zajęciem jest śledzenie niewiernych małżonków.

Wyglądają na zwykłą, sympatyczną parę, tymczasem potrafią wytropić niemal każdą kochankę czy kochanka i zebrać dowody, których w sądzie nie sposób podważyć. Z ich usług korzysta coraz więcej osób, które czują, że w ich związkach nie wszystko jest tak, jak być powinno. Pieniądze nie są wtedy najważniejsze, choć wynajęcie detektywa do tanich nie należy.

W zależności od stopnia trudności sprawy, za ich usługę trzeba zapłacić zazwyczaj od 3 do 7 tysięcy złotych. Działające od dwóch lat Biuro Detektywistyczne na głogowskiej starówce nie ma tabliczki ani szklanej witryny. Jest dyskretnie schowane po to, aby klienci nie czuli skrępowania. Biuro prowadzą Anna Mindziukiewicz i Piotr Kościelny, którzy od kilku lat działali we Wrocławiu, ale ze względu na rosnące zainteresowanie ich usługami w naszym rejonie, utworzyli oddział w Głogowie. Oboje z doświadczeniem w branży i odpowiednimi licencjami. Najwięcej prowadzonych przez nich spraw dotyczy niewierności partnera. O pomoc proszą ich nie tylko mieszkańcy Głogowa, ale też Polkowic czy Lubina. - Zbieramy materiały dowodowe do spraw rozwodowych na całym Dolnym Śląsku - przyznaje Anna Mindziukiewicz. - Rocznie prowadzimy około 200 takich spraw, a ich liczba wciąż rośnie. Głównie to zdrady, ale też potwierdzenie nałogów partnerów. Często nasze raporty są kluczowe w sądzie, bo informacje pozyskujemy legalnie.

Zobacz też: Detektyw Rutkowski zatrzymał groźnego bandytę i przekazał policji (wideo, zdjęcia)

Do detektywów zgłaszają się zarówno kobiety jak i mężczyźni, najczęściej w wieku od 30 do 40 lat. Zebranie dowodów małżeńskiej niewierności polega na fotograficznej i filmowej dokumentacji, do której dołączony jest dokładny raport opisujący to, co udało się wyśledzić. To efekt wielogodzinnych obserwacji w upał, mróz, w nocy, w dzień i setek przejechanych kilometrów. A miejsca, w których robili zdjęcia były najróżniejsze. - Począwszy od schadzek w plenerze, po pensjonaty i hotele - opowiada Piotr Kościelny. - Kochankowie z naszego regionu chętnie spotykają się w Karpaczu i Szklarskiej Porębie. Aby nagrać ich przyjazd, czułe przywitanie, jesteśmy tam wcześniej. Ale mieliśmy też wyjazdy do Monachium. Pracę detektywów ułatwia to, że sami wyglądają jak para i potrafią się w topić w towarzystwo, w którym akurat przebywa obserwowany.

Jak trzeba to idą do restauracji, na dyskotekę, mecz lub rozkładają ręcznik na plaży obok osób obserwowanych. - W parze łatwiej, bo Anna może wejść za kobietą do damskiej toalety, a ja za panem do męskiej - mówi pan Piotr. Detektywi przyznają, że w swojej pracy muszą mieć stalowe nerwy i potrafić dostosować się do sytuacji. Nawet wtedy, gdy są świadkami ludzkich dramatów. Czasem, gdy delikwent jest złapany na gorącym uczynku, muszą go bronić przed rozjuszonym partnerem. Oboje przyznają, że jeśli już pojawia się podejrzenie o zdradę partnera, to najlepiej nie działać samemu, nie śledzić tylko przyjść do biura, choćby po poradę.

- Udzielamy ich bezpłatnie, wystarczy się telefonicznie umówić - zapewnia głogowianka. - Nie należy też wtajemniczać rodziny i kolegów, a podpisanej z nami umowy nie trzymać w domu. Co prawda zdrady to największa liczba zleceń, ale detektywi przyjmują też inne zadania, również o charakterze kryminalnym. Pomagają zdobyć dowody osobom szantażowanym, na zlecenie rodziców sprawdzają towarzystwo, w jakim się obraca ich dziecko, a pracodawcy proszą ich o kontrolę zwolnień lekarskich pracownika.
W tym ostatnim przypadku chodzi najczęściej o firmy budowlane i warsztaty samochodowe. - Nie jest to bezpieczna praca, bo nie raz nam grożono - przyznaje Piotr Kościelny. - Było i tak, że ktoś odkręcił śruby przy kole samochodu i... odpadło na trasie, przy sporej prędkości. Na szczęście nic mi się nie stało. To zawodowe ryzyko. A swój zawód oboje z Anną bardzo lubimy.

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie