Gubin. Jak pierwsze przypadki koronawirusa wpłynęły na sytuację w mieście? Zaostrzono kontrole? Zmieniło się zachowanie mieszkańców?

Łukasz Koleśnik
Łukasz Koleśnik
Mariusz Kapała
Mariusz Kapała
Na granicy w Gubinie niewiele się zmieniło, po tym jak wykryto w mieście pierwsze przypadki koronawirusa. Zachowanie mieszkańców to już jednak inna sprawa. Mariusz Kapała / GL
Koronawirus dotarł ostatecznie do powiatu krośnieńskiego, dokładnie do Gubina. Na razie mówimy tylko o siedmiu potwierdzonych przypadkach, ale tyle wystarczyło, aby sytuacja w mieście zmieniła się. Chodzi o kontrole? Nie! O zachowanie niektórych mieszkańców oraz piętnowanie osób zakażonych oraz tych, którzy mieli z nimi styczność.

Wybraliśmy się do Gubina na przejście graniczne po tym, jak już pierwsze przypadki koronawirusa w mieście zostały odnotowane. Czy coś tutaj się zmieniło? Na pierwszy rzut oka nie. Zapytaliśmy również w Nadodrzańskim Oddziale Straży Granicznej czy kontrole zostały zaostrzone w związku z ostatnimi wydarzeniami.

- Funkcjonariusze Straży Granicznej we wszystkich miejscach kontroli w ramach tymczasowo przywróconej kontroli granicznej kontrolują i weryfikują dokumenty uprawniające do wjazdu na terytorium naszego kraju wszystkich podróżnych (poza kierowcami tirów) - wyjaśnia mjr SG Joanna Konieczniak, rzecznik prasowy Komendanta Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej. - Dodatkowo sprawdzają dokumenty osób, które na podstawie obowiązujących przepisów mogą być zwolnione, a dane osób objętych kwarantanną wpisują do elektronicznej ewidencji sanitarnej, skąd dane migrują do Ministerstwa Zdrowia.

J. Konieczniak dodaje również, że funkcjonariusze realizują zapisy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 maja 2020 roku. Więc sytuacja przy granicy w Gubinie praktycznie się nie zmieniła. Przynajmniej jeśli chodzi o kontrole.

Koronawirusowa paranoja

W wielu miejscach Polski pojawiały się sytuacje, w których osoby zakażone bądź w jakikolwiek sposób z nimi powiązane były szkalowane przez sąsiadów, okolicznych mieszkańców. Niestety do podobnych sytuacji dochodzi również w Gubinie, po tym jak pojawiły się pierwsze przypadki zakażenia Sars-Cov-2. I ofiarami szkalowania padają pracownicy zakładu Iwaniccy Meble Tapicerowane.

- Teraz lepiej nie wychodzić na miasto w bluzie z logiem firmy... - powiedział jeden z pracowników.

Doszło nawet do sytuacji, w której mężczyzna pracujący w zakładzie Iwanickich w Gubinie... prawie został wyproszony ze sklepu.

- Niewiele brakowało. Jedna z osób w sklepie zaczęła docinki w stylu: "Powinniście siedzieć w domu", "Trzeba was pozamykać do czasu aż będą wyniki" - opowiada gubinianin. - Ewidentnie był nacisk wskazujący na to, że nie powinno mnie tam być według tej osoby. Na szczęście była to tylko jedna osoba i nie wdawałem się z nią w dyskusje, dlatego sytuacja rozeszła się po kościach. Ale nie czułem się zbyt komfortowo. Nie jestem na kwarantannie, wtedy w ogóle bym nie wychodził z domu. Miałem maseczkę, zachowywałem dystans. Ale spotkałem się z takimi komentarzami tylko dlatego, bo jestem pracownikiem w firmie Iwaniccy Meble Tapicerowane.

Jak mówi współwłaściciel gubińskiej firmy Andrzej Iwanicki, to nie jedyna taka sytuacja. - Jeden z naszych pracowników, mieszkaniec wsi, został wyproszony ze sklepu - opowiada. - Poza tym niektórzy ludzie powielają niestworzone historie, plotkują, publikują jakieś wymysły na stronach internetowych. Staram się dementować te plotki, które nakręcają spiralę nienawiści.

Sanepid nie zamknął zakładu. Zrobił to właściciel

We wtorek do Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krośnie Odrzańskim wpłynęła skarga, w której jeden z mieszkańców miał pretensje, że samochody transportowe firmy Iwaniccy Meble Tapicerowane przejeżdżają przez granicę.

- Nie dostaliśmy żadnego nakazu zamknięcia firmy - zaznacza A. Iwanicki. - Mogliśmy dalej pracować po odizolowaniu zakażonych pracowników. Po konsultacjach z krośnieńskim sanepidem, jako właściciele podjęliśmy decyzję, aby zamknąć zakład, zorganizować badania wszystkich pracowników i zdezynfekować wszystkie pomieszczenia.

Pan Andrzej dodaje, że koronawirus w Gubinie nie "przyjechał" z Niemiec. - Jeden z naszych pracowników najprawdopodobniej złapał go... w Lubsku - mówi A. Iwanicki. - To nie jest więc tak, że nasi kierowcy przytargali wirusa zza granicy. Pracowaliśmy w czasie, gdy w Niemczech wzrastała liczba zachorowań i tych ognisk było dużo, ale zachowywaliśmy odpowiednie środki ostrożności i nigdy nie przywieźliśmy koronawirusa z Niemiec czy sąsiednich krajów.

- Nie rozumiem zachowania niektórych ludzi - dodaje A. Iwanicki. - Powielają plotki, nie znając wszystkich informacji. Nie wiedzieć czemu, zależy im na tym, aby firma stała. Zabezpieczenie przed koronawirusem to jest jedna rzecz, a gospodarka i rynek pracy to druga. Kiedy trzeba było, to stanęliśmy na wysokości zadania: wojewoda, sanepid, służby WOT, SG i inni. To dzięki nim możemy w miarę normalnie funkcjonować w czasie tej pandemii. Nie możemy dać się zwariować.

Zobacz też:

Aby dużo zarabiać trzeba być...Zobacz listę zawodów

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Pan Iwanicki to się chyba czarną magią para skoro wie skąd w jego firmie wirus się pojawił. Nie robi pan nic innego jak ciemna masa szkalująca pana pracowników, powiela pan plotki i informacje wyssane z palca. Żenująca próba odbicia "piłeczki hejtu" w kierunku mieszkańców Lubska.

Dodaj ogłoszenie