Jechała za szybko

(bat)
Chrysler Otylii Jędrzejczak uderzył w drzewo. Siła była tak duża, że od strony pasażera auto było kompletnie zgniecione. A to tam siedział Szymon Jędrzejczak.
Chrysler Otylii Jędrzejczak uderzył w drzewo. Siła była tak duża, że od strony pasażera auto było kompletnie zgniecione. A to tam siedział Szymon Jędrzejczak. FotoRzepa
Udostępnij:
W piątek w wypadku autokaru zginęło 12 pielgrzymów, w sobotę - Szymon, brat Otylii Jędrzejczak, w niedzielę w wypadku koło Chociebuża rannych zostało 14 Polaków. To już drogowa czarna seria.
Autokar, którym na pielgrzymkę jechali białostoccy licealiści, spłonął doszczętnie. Zginęło w nim 12 osób. Pogrzeby ofiar odbędą się od wtorku do czwartku
Autokar, którym na pielgrzymkę jechali białostoccy licealiści, spłonął doszczętnie. Zginęło w nim 12 osób. Pogrzeby ofiar odbędą się od wtorku do czwartku w Białymstoku, Dojlidach Górnych i Szepietowie. FotoRzepa

Autokar, którym na pielgrzymkę jechali białostoccy licealiści, spłonął doszczętnie. Zginęło w nim 12 osób. Pogrzeby ofiar odbędą się od wtorku do czwartku w Białymstoku, Dojlidach Górnych i Szepietowie.
(fot. FotoRzepa)

12 zabitych i ok. 40 rannych - taki jest bilans wypadku autokaru, którym białostoccy maturzyści jechali na pielgrzymkę do Częstochowy. Wczoraj po południu jeszcze 12 osób przebywało w białostockich szpitalach, a najciężej ranna 18-latka - w Siemianowicach Śląskich na oddziale poparzeń. W Białymstoku, przed szkołą licealistów przybywa wciąż zniczy i kartek od przyjaciół tragicznie zmarłych licealistów. "Karolinko, leć do nieba" - można oczytać na jednej z nich. W szkole dyżurują psychologowie, w mieś-cie ogłoszono trzydniową żałobę. We wtorek odbyć się ma pierwszy z 12 pogrzebów ofiar wypadku. Na drzwiach liceum wczoraj zawisła klepsydra.
Przypomnijmy, że do wypadku doszło w piątek rano koło Jeżewa (Podlaskie), na drodze z Białegostoku do Warszawy. Autokar wiozący maturzystów zderzył się czołowo z lawetą i stanął w płomieniach. Autobus spłonął, policji trudno było ustalić liczbę ofiar. Prokuratura wciąż bada przyczyny zderzenia. Świadkowie twierdzą, że jadące przeciwnymi pasami: autokar i tir z lawetą wykonywały jednocześnie manewr wyprzedzania.

Jechała za szybko

W sobotę wieczorem Polskę obiegła wiadomość o tragicznym wypadku z udziałem złotej medalistki olimpijskiej O. Jędrzejczak. Otylia jechała samochodem chrysler z bratem Szymonem do Włocławka, do rodziców. Ok. 17.30, w miejscowości Miączyn (koło Płońska), wyprzedzając kolumnę samochodów, pływaczka zjechała na lewy pas jezdni, potem na pobocze i uderzyła w drzewo. 19-letni Szymon Jędrzejczak zginął na miejscu, pływaczkę odwieziono do szpitala do Płońska. Badania wykazały, że medalistka odniosła obrażenia kręgosłupa, które nie wymagają operacji, ma też niewielką, zszytą ranę głowy. Najgorszy jest jej stan psychiczny. - Widziałem dziewczynę, która przeszła bardzo ciężkie chwile - powiedział po wizycie u Otylii rektor warszawskiej AWF prof. Henryk Sozański.
Wczoraj pływaczkę przewieziono do jednego z warszawskich szpitali. Przedstawiono też wstępne wyniki śledztwa. Według ustaleń prokuratury, przyczyną wypadku była nadmierna prędkość. Otylia jechała prawdopodobnie 180 km/h.

Poszła opona?

W niedzielę rano w wypadku polskiego autokaru koło Chociebuża (Cottbus) w Niemczech rannych zostało 14 osób. Autokar kaliskiej firmy Agat jechał z Londynu do Rzeszowa. Wiózł 52 osoby, Brytyjczyka i mieszkańców Wrocławia, Katowic, Krakowa i Rzeszowa do domu. Ok. godz. 5.55 na autostradzie, kilkanaście kilometrów od polskiej granicy, autokar nagle zjechał na pobocze i przewrócił się. - Spaliśmy, gdy doszło do wypadku - opowiadał nam wczoraj Stanisław Bury.
- Kierowca wybił szybę i kazał nam wychodzić - dodaje Basia, której po wypadku założono kołnierz ortopedyczny.
Pasażerom autokaru pomogła Polka, która jechała z Niemiec na wakacje do kraju. Zatrzymała się, wezwała policję, dała poszkodowanym herbaty. - Mijały nas też dwa autokary biura podróży Sindbad - opowiadają świadkowie wypadku. - Podróżni krzyczeli do kierowców, by się zatrzymali, ale żaden nie stanął. Jeden omal nie przejechał jednego z naszych.
Firma Agat i niemieckie służby ratunkowe uruchomiły telefon dla rodzin pasażerów. - Dzwonią ludzie z całej Polski, pytają o kursy z Włoch, Niemiec... - opowiadał Jakub, który dyżurował przy telefonie.
Za kilka dni znane mają być przyczyny wypadku. - Autokar był pięcioletni, sprawny - mówi właściciel firmy przewozowej Hubert Pawlak. - Prawdopodobnie coś stało się z prawą oponą, zdjęto ją do badań.
Po południu, po długich przesłuchaniach przez policję, pasażerowie autokaru wrócili do kraju. W szpitalach w Chociebużu i Senftenbergu zostało osiem osób - Brytyjczyk i siedmiu Polaków. Stan jednego rannego jest poważny, przeszedł operację i wczoraj był jeszcze nieprzytomny.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie