Międzyrzeczanki murem za oddziałem dziecięcym w szpitalu. – Musi być i basta! – mówią matki i babcie

Dariusz Dutkiewicz
Dariusz Dutkiewicz
Taki chory był w szpitalu go wyleczyli, a teraz taki łobuziak - śmieje się pani Anna. Dariusz Dutkiewicz
Taka jest reakcja kobiet na wieść o odejściu z oddziału aż trzech lekarzy. Odchodzą, bo ze względów proceduralnych nie jest im wypłacany – ich zdaniem słusznie należny personelowi oddziałów – dodatek kowidowy. Bez tych lekarzy funkcjonowanie ,,dziecięcego’’ wydaje się niemożliwe, a skrajnie utrudnione będzie też działanie oddziału ginekologiczno – położniczego.

Jedną z kobiet jest matka jedenastoletniej dziś Jessiki. Pisaliśmy o losach tej dziewczynki w piątek. Jako dwulatka trafiła na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej szpitala w Międzyrzeczu. To, gdzie trafiła, mówi wszystko o stanie dziecka. Ale, jak wspomina matka, pani Marlena, krok po kroku jej córeczka powracała do zdrowia. Dzięki międzyrzeckim lekarzom i pielęgniarkom. Takich przypadków, jak ten, pani Marleny i jej córki, w historii oddziału są dziesiątki, żeby nie powiedzieć setki. – Oddział musi być i basta – zdenerwowała się podczas rozmowy z dziennikarzem ,,GL’’ pani Anna na wieść o ewentualnej likwidacji.
Z kolei mama Antosia z Międzyrzecza, również Anna, zapewnia, że wszystkie jej dzieci w taki czy inny sposób miały styczność z oddziałem. – A Antoś to nawet dwa tygodnie na nim spędził – mówi mama chłopca. – No to teraz gdzie pójdziemy, gdyby doktorów na oddziale nie było w Międzyrzeczu

Przeczytaj też:

Problem narastał od miesięcy

Rozpoczął się jeszcze w listopadzie, ale w efekcie w styczniu br. wypowiedzenie złożył kierownik oddziału dr Paweł Szostak. Teraz kolejnych dwóch lekarzy. Powód? Właśnie od listopada ub.r. personel obu oddziałów, zarówno lekarze, jak i pielęgniarki, nie otrzymują bowiem należącego im się – ich zdaniem - tzw. dodatku covidowego. Według przepisów przysługuje w sytuacji, kiedy personel medyczny ma bezpośredni kontakt z potencjalnym nosicielem wirusa. - W praktyce wypłacany jest tylko członkom zespołów ratownictwa medycznego – mówi prezes szpitala Waldemar Taborowski. – W naszej placówce sytuacja jest jednak szczególna.

W Międzyrzeczu działają samodzielne izby przyjęć

W olbrzymiej większości szpitali pacjenci trafiają do jednej izby przyjęć. Tymczasem w Międzyrzeczu także do samodzielnych izb przyjęć: ginekologiczno-położniczej i dziecięcej, Ci pacjenci nie są wcześniej zdiagnozowani pod kątem koronawirusa.

Nie ulega wątpliwości, że jesteśmy szczególnie narażeni na zakażenie – mówi pediatra Kazimierz Antonowicz.

A jednak dodatku koronawirusowego wynoszącego sto procent podstawowego uposażenia personel obu międzyrzeckich oddziałów od listopada nie otrzymał

Urzędnicy wyjaśniają, a czas płynie

Bez tych lekarzy działanie oddziału dziecięcego jest niemożliwe. – Skrajnie utrudnione będzie także funkcjonowanie oddziału ginekologicznego – mówi dyrektor ds. medycznych szpitala w Międzyrzeczu dr Andrzej Ostrowski.
Prezes lecznicy Waldemar Taborski twierdzi, że problem dotyczy nie tylko międzyrzeckiego szpitala. O sytuacji w międzyrzeckiej lecznicy rozmawialiśmy z zielonogórskim oddziałem NFZ. – Zajmujemy się tym problemem – powiedziała ,,GL’’ w poniedziałek rzeczniczka NFZ Joanna Branicka. – Może coś się wyjaśni do środy - dodała.

Polecamy też wideo: Międzyrzecz: szpital czeka na kredyt. Bez niego nie spłaci 27 mln zł zobowiązań

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie