Moim zdaniem: Mnie wszystko dzisiaj miga

Andrzej Flügel 68 324 88 06 [email protected]
Andrzej Flügel
Andrzej Flügel Archiwum GL
No i zaczęło się. Ruszył sezon żużlowy. Wszystkim tym, którzy po pierwszych spotkaniach już ustalili, kto będzie mistrzem, a kto spadnie, mówię: poczekajcie, jeszcze jest stanowczo za wcześnie.

Jeszcze zdarzy się bardzo wiele, po kilku kolejkach rzeczywiście będzie można wyciągnąć jakieś wstępne wnioski. Nie ukrywam, że byłem bardzo ciekawy jak będą wyglądały transmisje po zmianie telewizji mającej teraz prawa do żużla. Szału nie było, ale dramatu też nie. Owszem, przez kilka biegów meczu w Gnieźnie pokazywano planszę z prowadzeniem gospodarzy, a nie gości, z Mateja Zagara zrobiono zawodnika Stelmetu Falubazu, ale innych wpadek nie było, a przecież początki zawsze są trudne.

Wiem, że dla większości lubuskich kibiców inauguracja była w niedzielę. Jednak dla mnie już w sobotę, bo przecież wreszcie wystartowała piłeczka. Dortmundy, Reale i Manchestery są OK., to futbol na najwyższym poziomie, ale przez szybkę. Nic nie zastąpi jednak meczyku oglądanego na żywo. To jest to! Pojechałem na stadion, tym bardziej, że była fajna pogoda, zresztą gdyby było gradobicie też bym się tam zameldował, bo przecież - co zawsze podkreślam - futbol wymaga ofiar. Z wielką przyjemnością spotkałem się z kilkoma znajomymi z tak zwanej ,,loży szyderców". Wreszcie po pięciu miesiącach mogliśmy usiąść w starym miejscu pogadać, a jak trzeba to ponarzekać. Swojskie okrzyki z trybun: ,,panie sędzio, a gdzie karteczki?" albo ,,boczny, nie śpij, nie widziałeś spalonego?" były niczym miód na moje serce.

Po meczu pognałem do domu, bo przecież Legia walczyła z Wisłą w Krakowie. Ucieszyłem się, kiedy zobaczyłem, że goście wygrywają 2:0. Niestety, ostatnie 20 minut, które oglądałem były fatalne w wykonaniu Legii. Czy przyszły mistrz może się tak dać zdominować, tak bezradnie wybijać piłkę? Byłem wściekły, mimo, że Legia dowiozła zwycięstwo 2:1. A już w zupełne osłupienie wprawiła mnie obejrzany w powtórkach pierwszy gol dla gości, zdobyty po wygarnięciu piłki, z co najmniej półmetrowego autu. Wszystko na oczach sędziego bramkowego. Ktoś zaproponował żeby do sześciu arbitrów (główny, dwaj asystenci i dwaj bramkowi i techniczny) dołożyć siódmego. Padały różne propozycje. Może umieścić go nad boiskiem w jakimś wysięgniku? Może w małym zdalnie sterowanym śmigłowcu albo w balonie? Tylko czy chłopaki to jakoś w siódemkę ogarną? Na szczęście PZPN zwinął pomysł, który przecież w swoich założeniach był całkiem słuszny. Jednak idea to jedno, a praktyka drugie. Tak jak to było w Krakowie. Główny zawierzył (i słusznie) pomocnikom. Liniowy spóźnił się i liczył na bramkowego, temu ostatniemu akcja tak mignęła, że popatrzył na liniowego, a skoro ten nie zareagował, to on też. - Panie mnie wszystko dzisiaj miga - mówił majster z filmu ,,Brunet wieczorową porą". No właśnie...

Boję się, że sędziowie zechcą pokazać w play offie koszykarzom Stelmetu, kto tu rządzi. Ci panowie nigdy nie zapominają ostrych słów, czy też podważania ich, niewątpliwie wysokich, umiejętności, a także oficjalnych protestów. A może się mylę? Oby.

Motoryzacja do pełna! Ogłoszenia z Twojego regionu, testy, porady, informacje

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie