Patent na dobrą zabawę

Redakcja
Jolanta i Marek Taberscy zapraszają do siebie, do Janowca, do udziału w najnowszym pomyśle, który nazwali "Krumskie niedziele”
Jolanta i Marek Taberscy zapraszają do siebie, do Janowca, do udziału w najnowszym pomyśle, który nazwali "Krumskie niedziele” fot. Mariusz Kapała
Taberscy zaczynali kilkanaście lat temu od agroturystyki. Dziś słyną ze znakomitego jadła i świetnej atmosfery.

Teraz do konkursu zgłosili kulturalną działalność "Krumskie niedziele".

- Ukuliśmy z mężem hasło "KK" - karczma kulturalna, żeby nasi goście wiedzieli, iż nie chodzi tylko o jadło, ale i o coś dla ducha - stwierdza Jolanta Taberska, prowadząca wraz z mężem Markiem to nietypowe miejsce - Karczmę Taberską.

Dlaczego nietypowe? Bo nie ma tygodnia, żeby w malutkiej wsi Janowiec, w pobliżu Babimostu i Sulechowa, coś się nie działo. Oczywiście dzieje się w stojącej na początku miejscowości karczmie, stylizowanej na dawny polski zajazd przydrożny.

- Sprzęt nagłaśniający, instrumenty stoją u nas zawsze gotowe do wykorzystania - pokazuje gospodyni. Kłopoty ma za to z wyliczeniem imprez, które się tutaj odbyły. Tyle ich było, choć karczma czynna jest zaledwie dwa lata! - Na pewno stałe są koncerty "Dla tych, którzy odeszli", w tym roku poświęcamy go grupie Żelazny - wylicza pani Jola. - Wcześniej przypominaliśmy Niemena, Grechutę...

.

W wieczorach wspominkowych, ale także w zabawnym Dniu Kobiet, wieczorach kolęd i innych biorą udział lokalni artyści. Sama Taberska lubi pośpiewać w ramach zespołu Subito, zaprasza zespoły amatorskie, kapele koźlarskie, chóry, słowem - życie tu toczy się śpiewająco.

- Jako nasz produkt chciałabym zgłosić "Krumskie niedziele" - informuje. Co to jest? Krumskie - gwarowo, po polsku Kramskie (od pobliskich dużych wsi Stare i Nowe Kramsko) - spotkania oznaczają całodniową biesiadę, podczas której można wspólnie (to ważne!) pośpiewać, potańczyć oraz degustować takie potrawy jak kwaśne jaja, breję, placek na śtrojzlach (ruchadłach), kwyrlunki. Nie będziemy zdradzać co się pod tym kryje. Trzeba samemu spróbować.

Wieczorami Taberscy zapraszają zatem wszystkich chętnych do wspólnych zabaw. Natomiast w czasie dnia przybywają tutaj dzieci ze szkół województwa, żeby brać udział w programie edukacyjnym "Od ziarnka do bochenka". Nazwa mówi wszystko. Ale zacytujmy Matusza Śmiałka z kl. III a w Zbąszynku. "Panie Ola i Jola powiedziały nam, z jakiego ziarna robi się chleb. Jechaliśmy bryczką. Jak wróciliśmy, dostaliśmy swój chleb i podziękowaliśmy".

(kurz)

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Maria

W artykule wkradł się błąd . Jako kramszczanka trochę starsza od Joli Taberskiej , chcę powiedzieć , że " placek na śtrojzlach " to błędne określenie . Trzeba powiedzieć "placek ze śtrojzlem " lub "placek na ruchadłach" . Śtrojzel to przecież nic innego jak kruszonka , a ruchadła to drożdże . Wystarczy zerknąć do słownika niemieckiego - streuselkuchen -placek z kruszonką . Jeśli chodzi o ruchadła - to ta nazwa w Kramsku była używana ale częściej mówiliśmy na drożdże "młodzie". Dlatego powinno się mówić - kołacz na młodziach ze śtrojzlem . Natomiast "kwyrlónki" są naszą ulubioną zupą do dzisiaj.Pozdrawiam Jolę i Redakcję .

Dodaj ogłoszenie