Po słabym meczu Stelmetu awans ucieka zielonogórzanom

Andrzej Flügel
Andrzej Flügel
Uros Luković zatrzymał Przemysława Zamojskiego, a Partizan Stelmet. Ta porażka może sporo kosztować...
Uros Luković zatrzymał Przemysława Zamojskiego, a Partizan Stelmet. Ta porażka może sporo kosztować... Piotr Jędzura
Wielkie rozczarowanie. Tak można podsumować występ Stelmetu z Partizanem Belgrad. Porażka 80:81 może drogo nasz zespół kosztować.

Kiedy okazało się, że wicemistrz Serbii przyjeżdża do Zielonej Góry osłabiony brakiem czterech czołowych zawodników, w dodatku zabraknie zaatakowanego wirusem trenera, Stelmet stał się faworytem tego spotkania. Serbscy kibice na forach internetowych spekulowali z jaką różnicą najlepsza polska drużyna pokona ich zespół. Tak pewnie by się stało gdyby nasza drużyna zagrała na swoim normalnym poziomie. Tak niestety nie było. Nasi od początku grali bez blasku, z wielką liczbą błędów i ze słabą skutecznością. Mimo tego Stelmet cały czas prowadził. Pewnie gdyby zielonogórzanie wygrali, a jeszcze lepiej różnicą trzech punktów ( w Belgradzie przegrali 56:58) przebieg tego spotkania i ich słabości zostałyby natychmiast zapomniane, bo przecież wykonaliby zadanie. Niestety. Dali się pokonać, jak to określił jeden z kibiców, drużynie, która przyjechała, drugą ławką”. A przecież wygrywali niemal przez cały mecz! Partizan dochodził ale oprócz remisu ani razu nie prowadził, oczywiście poza ostatnią akcją. Co ciekawe goście ograniczeni kontuzjami, mający niewielkie możliwości dobrej rotacji grali praktycznie sześcioma zawodnikami, dwóch miało nieznaczny udział w spotkaniu, a dwóch kolejnych nie wyszło nawet na parkiet! Okazało się że na tak się prezentującego mistrza Polski to wystarczyło. W sumie Serbowie wygrali przede wszystkim naszą słabością.

Czemu akurat w tak ważnym meczu, mając zwiększone szanse na sukces osłabieniem rywala, grając spotkanie które może być języczkiem u wagi nasz zespół pokazuje coś takiego jak we wtorkowy wieczór? To co pokazaliśmy obrazują statystyki. Zmarnowaliśmy osiem rzutów wolnych. Z tego James Florence aż cztery. Amerykanin jest ostatnio w dołku. Trafił dwa razy na siedem prób, nie zaliczył żadnej asysty. Z tych zmarnowanych osobistych najbardziej zaskakują dwa Thomasa Kelatiego w samej końcówce meczu, zamienione na punkty w takim momencie mogły dać nam zwycięstwo. Pudło z wolnego i też w końcówce przydarzyło się nawet raczej niezwodnemu w tym elemencie Łukaszowi Koszarkowi. Przegraliśmy nieznacznie zbiórki. Nie byłoby to tragedią gdyby nie fakt że w ostatnich minutach nikt nie potrafił zatrzymać Urosa Lukovicia, który bezkarnie dobijał niecelne rzuty kolegów. Julian Vaughn zaczął kapitalnie od dwóch wsadów i zbiórek, ale kiedy gracze Partizana przycisnęli go trochę praktycznie przestał istnieć. Niemanja Djurisić na cztery próby nie trafił ani razu i też zagrał gorzej niż potrafi. Przemysław Zamojski dwukrotnie ostatnimi rzutami mógł rozstrzygnąć to spotkanie. Nie trafił i o to nie można mieć większych pretensji ale za dwa celne rzuty na 11 prób już tak. Swoje zagrał Koszarek, poza tymi dwoma osobistymi nie można mieć pretensji do Kelatiego. Vladimir Dragicević uzyskał double-double (14 punktów i 10 zbiórek). Karol Gruszecki miał tylko przebłyski, a Adam Hrycaniuk po kilku dobrych spotkaniach tym razem nie pokazał nic godnego uwagi. Jeśli więc większość zespołu prezentowała się gorzej niż zwykle to czy można się dziwić, że Partizan wywiózł cenne punkty z Zielonej Góry.

- To był ciężki mecz przeciwko Stelmetowi - ocenił Nenad Canak. - Byliśmy szczęśliwi w Belgradzie, jesteśmy też w Zielonej Górze. Przyjechaliśmy bez kilku zawodników i trenera. Zespół na tę sytuację zareagował bardzo dobrze. Szczęście uśmiechnęło się do nas w końcówce.

Artur Gronek: - Przede wszystkim zabrakło nam właściwej obrony. Było też sporo błędów, a kilka piłek oddaliśmy za darmo. Nie potrafiliśmy wybronić zbyt często piłka wracała do rywala, który rzucał w ostatnich sekundach, a jak nie trafił to zbierał i dobijał. W sumie przez dwie sekundy potrafiliśmy zmarnować to co budowaliśmy przez 24 sekundy. Musimy bardziej szanować swoją pracę.

Tyle trenerzy. Oczywiście ta porażka jeszcze nie pozbawiła nas szans na awans ale trzeba sobie to otwarcie powiedzieć znacznie je ograniczyła. Czwarte miejsce dające pewny awans już nam praktycznie uciekło. Możemy jeszcze powalczyć o piątą lokatę (tam awansują cztery zespoły z sześciu grup z najlepszym bilansem). Zajęcie szóstego lub siódmego miejsca daje dalszą grę, ale już tylko w drugiej rundzie Pucharu FIBA. Tam, nie ma się co oszukiwać, walczą zespoły z krajów zaliczanych do obrzeża europejskiej koszykówki. Mecze z drużynami z Finlandii czy Macedonii nie dadzą wiele zespołowi i nie będą żadną atrakcją dla kibiców. Skoro dobre zespoły w rodzaju AEK Ateny czy Partizana chciało oglądać zaledwie dwa i pół tysiąca widzów, to ilu zechce się pofatygować na nikomu nieznane ekipy? Porażka z wicemistrzem Serbii, dodajmy, odniesiona na własne życzenie może sprawić że w odróżnieniu od poprzedniego sezonu ten w europejskich pucharach może okazać się nieuadany. Oby tak się nie stało...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie