Świętoszów jak Linia Maginota

    Świętoszów jak Linia Maginota

    Dariusz Chajewski 68 324 88 79 dchajewski@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Ten schron nazywany był „silosem” lub „wyrzutnią”. Przechowywano tu rakiety z głowicami. Wiadomo jakimi.

    Ten schron nazywany był „silosem” lub „wyrzutnią”. Przechowywano tu rakiety z głowicami. Wiadomo jakimi. ©fot. Paweł Janczaruk

    Wizyta na poligonie w Świętoszowie to marzenie wielbicieli fortyfikacji. Na razie trudne do spełnienia, przynajmniej oficjalnie. Tu ciągle zostaje wiele do odkrycia. Właśnie ruszyliśmy na poszukiwanie tajemniczego bunkra...
    Ten schron nazywany był „silosem” lub „wyrzutnią”. Przechowywano tu rakiety z głowicami. Wiadomo jakimi.

    Ten schron nazywany był „silosem” lub „wyrzutnią”. Przechowywano tu rakiety z głowicami. Wiadomo jakimi. ©fot. Paweł Janczaruk

    Płk Marek Gmurski, komendant poligonu, gdy usłyszał o ekipie, która chce pobuszować po jego terenie, zareagował bardzo ograniczonym optymizmem. Dziennikarze są mile widziani, "bunkrowcy" znacznie mniej.

    - Jesteśmy w stałej wojnie ze złomiarzami, grzybiarzami, poszukiwaczami skarbów - tłumaczy. - Nie tak dawno ukradziono nawet czołgi T-35, które służyły jako cele ćwiczebne. Przy blisko 40 tysiącach hektarów powierzchni poligonu, musielibyśmy dysponować małą armią do obrony naszych granic, zwłaszcza że jesteśmy atakowani ze wszystkich stron. A my tak naprawdę walczymy o to, by tym wszystkim nieproszonym gościom nie stała się krzywda.

    Lotnicy i grzybiarki

    W końcu jednak słyszymy "tak".
    Maciej Boryna ze Szprotawy, pasjonat historii regionu, nie na darmo pragnął dotrzeć do jednego, konkretnego zakątka poligonu. Tym pomysłem zaraził zresztą Pawła Piątkiewicza ze stowarzyszenia miłośników fortyfikacji Perkun z Poznania. Oto znalazł "dziwne" fortyfikacje. O ich istnieniu nie wiedzieli nawet gospodarujący tu wojskowi.

    - Też o nich nie słyszałem, choć to moje tereny łowieckie - przyznaje nasz przewodnik Zbigniew Leśniewicz, myśliwy, który nie bez dumy mówi o sobie, że nie strzela z ambony, bo lubi tropić, iść śladem zwierzyny.

    Wyruszamy solidnym, wojskowym samochodem terenowym. Przecież na poligonie w Świętoszowie mamy kawał sawanny i niezły skrawek piaszczystej pustyni. Leśniewicz mówi o wilkach, których tropy tędy wiodą. Podobno kręcą się tu trzy watahy, około 20 zwierząt.
    Boryna pasjonuje się historią okolicy. Jest więc opowieść o pomniku stojącym w miejscu katastrofy, w której w sierpniu 1939 życie straciło siedmiu lotników. Przygotowywali się do ataku na Polskę. W innym krzyż, tu - już całkiem niedawno - zginęły grzybiarki, który szukały prawdziwków na poligonie. Znalazły niewypał. W innym miejscu rósł dąb, przez przedwojennych mieszkańców zwany "baryłką masła". Mógł równać się z nim tylko "Chrobry". A tu, przy wieży, był Waldhaus i leśniczówka, a dalej wieś, po której zostały tylko zarysy domostw.

    - Niemcy bardzo dbali o edukację, nawet tu dojeżdżali nauczyciele - opowiada Boryna. - Ale było to takie odludzie, że pedagog z Żagania zamarzł w drodze na zajęcia.

    Wyspa wśród mokradeł

    Mijamy kolejne umocnienia. Dla nas wszystkie są interesujące, fachowcy eliminują je jako... pospolite. Z reguły pełniły, podobnie jak wieże, rolę punktów obserwacyjnych. Im dalej w las, tym ciekawiej.

    - Tymi umocnieniami nikt nie zajmował się naukowo, nikt nie wie, ile ich jest, do czego służyły - wylicza Piątkiewicz. - Żeby je chronić, trzeba zrobić inwentaryzację. Już widać, ile złego wyrządzili złomiarze. I tak szczęście, że są na zamkniętym poligonie.

    Tymczasem Boryna tłumaczy, że przez wieki tereny te były jednym wielkim bagniskiem. Wzgórze, na którym kiedyś znajdowała się miejscowość Koberbrunn licząca 300 mieszkańców, wyglądało niczym wyspa wśród mokradeł. Dziś stąd obserwuje się strzelanie. I z tego wzgórza widzimy właśnie, jak trąba powietrzna kręci piaskami wydm w Świętoszowie. Niedaleko była oczyszczalnia ścieków oparta na... pumeksie.

    Wreszcie docieramy do celu naszej podróży. Bunkry są trzy: dwa zniszczone, jeden w stanie niemal idealnym. Jednego z nich nie wypatrzył nawet chorąży, który zna te tereny jak własną kieszeń. Tymczasem budowla jest naprawdę okazała.

    - Niesamowity, bardzo przypomina te na Linii Maginota - zachwyca się Piątkiewicz. My nie podzielamy tych zachwytów. "Bunkrowcom" wystarczy przesunięcie okienka strzelniczego o kilka centymetrów, by gubili się wśród "ochów" i "achów". Ale te budowle w Świętoszowie naprawdę są niezwykłe. Identyczne znajdują się w... Bawarii.

    - Najprawdopodobniej na tym poligonie testowano nowe rozwiązania techniczne - zgaduje Boryna. - Te umocnienia mają kopuły balonowe kryte blachą, a nie z litego żelaza. Tu pozostawiono wolne komory, których nie zalano betonem. Prawdopodobnie sprawdzano odporność ścian przy różnych wypełnieniach. Zresztą one między sobą nieco się różnią. O, tu mamy coś na wzór fosy.
    - A w tym kopuła prawdopodobnie wyjeżdżała z wnętrza, oddawano strzał i ponownie się chowała - dodaje Piątkiewicz.

    Licznik wciąż tyka

    I kolejne poligonowe rarytasy. Pstrąże, czyli przedwojenny Strans. Były tu efektowne koszary, domy oficerów, szkoła... Po wyjściu Rosjan miejscowość zaczęła znikać w błyskawicznym tempie. Jak opowiadają bywalcy, niejedną willę w okolicy zbudowano z wyszabrowanego tu klinkieru i zbito niejedną fortunę.

    - Została jeszcze bardzo ładna szkoła - podpowiada Boryna.
    - Nie została, już się zawaliła - prostuje Leśniewicz. - Wyszabrowali stropy.
    Był czas, że o obiekty starał się Monar Marka Kotańskiego, ale sprawa rozeszła się po kościach. Wówczas mówiono, że takich ładnych obiektów szkoda dla... narkomanów. No i mamy.

    A na deser czekają tzw. silosy, o których potocznie mówiono "wyrzutnie". Tu przechowywano rakiety i jak zapewniają nasi wojskowi przewodnicy, geiger (licznik Geigera) podobno nadal tu tyka.

    Stos butelek. To ślady po pikniku wielbicieli jazdy po poligonie quadami i motocyklami crossowymi. Praktycznie są nie do doścignięcia i zidentyfikowania - odkręcają tablice rejestracyjne. Ostatnio udało się jednego pochwycić, ale tylko dlatego, że wpadł do bagniska.
    Gmurski sporo mówi o niechcianych gościach. Ale niedawno rekord pobili dwaj Niemcy, którzy wjechali na teren poligonu w drodze do Czech. Pokazywali swoją samochodową nawigację satelitarną. I rzeczywiście, według niej, najkrótsza droga wiodła przez poligon w Świętoszowie. Oczywiście nawigacja pokazywała przy okazji kilka mostów i miejscowości, których już nie ma...

    Maciej Boryna, Paweł Piątkiewicz i Zbigniew Leśniewicz są pod wrażeniem betonowych kolosów

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (9)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Jest praca w świebodzińskiej firmie SECO/WARWICK

    Jest praca w świebodzińskiej firmie SECO/WARWICK

    Smartfon pod choinkę? Okazje w świątecznej ofercie Orange

    Smartfon pod choinkę? Okazje w świątecznej ofercie Orange

    Tu znajdziesz kandydatów w wyborach samorządowych 2018

    Tu znajdziesz kandydatów w wyborach samorządowych 2018