Trwa proces prezydenta

Henryka Bednarska 0 95 722 57 72 [email protected]
Prezydent Tadeusz Jędrzejczak zawsze siedzi w tym samym miejscu, w ostatniej ławie dla oskarżonych. Przed nim mecenas Jerzy Wierchowicz.
Prezydent Tadeusz Jędrzejczak zawsze siedzi w tym samym miejscu, w ostatniej ławie dla oskarżonych. Przed nim mecenas Jerzy Wierchowicz. fot. Aleksander Majdański
Oskarżony Janusz K. z Budinwestu tłumaczył się w piątek z prokuratorskich zarzutów aż pięć godzin. Jeden z mecenasów lekko... przysnął.

Uważnie za to słuchali inni oskarżeni, zwłaszcza prezydent Tadeusz Jędrzejczak i były wojewoda Andrzej Korski.

To był trzeci dzień procesu w gorzowskiej aferze budowlanej. Dziś pierwsi oskarżeni pojawili się już pół godziny przed rozprawą. Był też prokurator Marek Szary. Choć dojeżdża ze Szczecina, z reguły jest dużo przed czasem.

Zawsze jako ostatni na korytarzu przed salą 207 pojawia się prezydent Jędrzejczak. Ale nie dlatego, że wpada na ostatnią chwilę. Do końca stoi przed budynkiem sądu i pali papierosy.

Czarna owca

Wielu przypuszczało, że w poniedziałek proces się nie zacznie, bo nie pojawi się któryś z 19 oskarżonych. Ale stawili się wszyscy. I od poniedziałku mają swoje stałe miejsca.

Cześć z nich z konieczności zajmuje ławy dla publiczności. Tu miejsca jest dużo, bo na rozprawy nie przychodzi nikt ze zwykłych gorzowian.

Już od pierwszego dnia procesu widać, kogo oskarżeni wykluczyli ze swego grona. Nie tylko z nim nie rozmawiają, nawet go nie dostrzegają. On sam na przerwach znika gdzieś z także oskarżonym synem i przychodzą dopiero tuż przed wejściem do sali. Chodzi o Zygmunta M., szefa PBI. To on w śledztwie obciążył kilku oskarżonych, także Jędrzejczaka.

Pierwszego dnia okazało się też, że wielu z oskarżonych jest bardzo chorych. Cierpią na arytmię serca, mają mieć przeszczepy, wszczepiane rozruszniki. Słowem - istny szpital, ale prezydentowi nic nie dolega.

Korupcja na pierwszy ogień

Już w poniedziałek oskarżeni zaczęli składać wyjaśnienia. Trochę niespodziewanie prowadzący sprawę sędzia Dariusz Hendler poprosił o nie Zbigniewa M., jednego z szefów firmy Marciniak SA. Później przed barierką dla oskarżonych stanęli Marek Z. i Janusz Sz. z tejże firmy. Stało się jasne, że sędzia Hendler na początek wybrał wątek korupcyjny.

Szefowie Marciniak SA są oskarżeni o to, że na konto Budinwestu przelali za dużo o 1,3 mln zł. Chodziło o wynagrodzenie za prowadzenie przez Budinwest nadzoru inwestorskiego nad budową Castoramy, którą stawiała Marciniak SA Według prokuratura robota ta warta była tylko 100 tys. zł. Za taką łapówkę Budinwest, a dokładnie Janusz K., miał umożliwić firmie Marciniak SA wygranie intratnego przetargu na budowę Słowianki.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że umowę o nadzór inwestorski nad Castoramą Budinwest podpisał... dzień po rozstrzygnięciu przetargu na Słowiankę.

Oskarżony się broni

Dziś przez pięć godzin wyjaśnienia składał Janusz K. z Budinwestu. Do sądu przyszedł z pięcioma reklamówkami dokumentów. I korzystał z nich, odpierając po kolei oskarżenia prokuratora.

Prokurator twierdzi, że przy budowie drogi dochodziło do fikcyjnych robót, podwójnego płacenia za nie, przez co miasto straciło 2,7 mln zł. Budinwest prowadził inwestycję w imieniu miasta, a Janusz K. był tam inżynierem rezydentem.

Oskarżony mówił, że jest niewinny. Wyjaśniał wszystko drobiazgowo, w wielu punktach odrzucał opinie biegłych, na których opiera się akt oskarżenia. - Dyrektor zakładu komunikacji twierdzi, że tory na rondzie są nowe, biegła mówi, że nie. Przecież tam jest data produkcji. One są nowe - mówił.

W trakcie jego wyjaśnień niektórzy oskarżeni byli już bardzo zmęczeni. Jeden z mecenasów lekko przysnął. Ale gdy Janusz K. ,,rozjeżdżał'' opinie biegłych, wszyscy się ożywili. Z twarzy niektórych oskarżonych biła ulga i pewność siebie. Zaczęli głośno dzielić uwagami. Aż sąd musiał ich uciszać.

Następna rozprawa w środę.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tosu

Wczoraj zamieściłem komentarz krytyczny wobec dziennikarki relacjonujacej proces.Dziś juz go nie ma.To jest PRL-owska cenzura i utwierdza mnie w przekonaniu,że ta pani jest albo z PiS-u albo ,co bardziej prawdopodobna z LPR-u. Żenada!!!

B
Bed Bab

Z informacji prasowych na ten temat, które śledzę od lat wynika jasno, że złodziejską osią gorzowskiej afery jest firma "Budinwest". Przez wiele lat mieli monopol na nadzorowanie dużych inwestycji miejskich, a jeszcze byli włączani do komisji przetargowych w mieście , gdzie przesądzali o wyborze właściwych wykonawców. Może jakiś rzeczoznawca wyliczy , czy prace nadzoru za które brali od miasta pieniądze (grube miliony) były możliwe do wykonania w realnym czasie przez tę mała firemkę. Wszystkie inwestycje przez nich nadzorowane były spartolone i poprawiane na koszt mieszkańców Gorzowa, o czym głośno było w mediach. Ale kolejne zlecenia z UM dostawał znów Budinwest.

G
Gość

Dłubią w nosku? Czyim?

Dodaj ogłoszenie