Zielonogórzanin wśród najlepszych ninja na świecie! „Była to nie lada przygoda. Zamierzam tam wrócić i zdobyć mistrzostwo”

Paweł Górski
Paweł Górski
Teofil Deciuk, zielonogórski ninja.
Teofil Deciuk, zielonogórski ninja. mat. pras.
Udostępnij:
Zielonogórzanin Teofil Deciuk w kwietniu udał się do Stanów Zjednoczonych, by po raz pierwszy w karierze reprezentować Polskę na Mistrzostwach Świata Ninja. Zajął w nich 41. miejsce i jak sam mówi w rozmowie z „Gazetą Lubuską”, jest zadowolony z debiutu, ale zamierza w przyszłym roku zawalczyć o tytuł mistrza.

Na początek przybliż naszym czytelnikom, jak znalazłeś się na Mistrzostwach Świata Ninja?

– Na pewno była to nie lada przygoda. Wszystko zaczęło się od tego, że po raz pierwszy pojawiła się w Polsce możliwość zrobienia kwalifikacji na tego typu imprezę. Organizator z Polski nawiązał kontakt z organizacją ze Stanów Zjednoczonych, czyli National Ninja League. Pięciu mężczyzn i pięć kobiet mogło dzięki temu wywalczyć kwalifikację na zawodach, które spełniały wymogi organizacji z USA. Ja znalazłem się na moim „ulubionym” czwartym miejscu – w tamtym okresie miałem taką passę: co zawody to czwarte miejsce (śmiech). Ale mimo wszystko wtedy to czwarte miejsce było szczęśliwe. Do końca jednak nie wiedziałem, czy uda mi się polecieć na te zawody, bo wiadomo wyprawa za ocean organizacyjnie jest mega wymagająca. Dopiero w momencie, w którym dostałem maila, że mam ostatnie trzy dni na potwierdzenie swojego miejsca, to musiałem podjąć tą decyzję. Stwierdziłem, że co by się nie działo, to zamierzam tam polecieć.

Jak wyglądały same mistrzostwa?

– Impreza robiła mega wrażenie – na dużej hali wystartowało łącznie około 2000 osób przez cały weekend. Było pięć bardzo podobnych torów, które różniły się tylko odległościami – dla dzieci, młodzieży, dorosłych czy mastersów, czyli kategorii 40+. Klimat, ku mojemu zaskoczeniu, praktycznie jak na polskich zawodach, tylko ogrom imprezy był zupełnie inny. Wszyscy zawodnicy się wspierali, była taka zdrowa rywalizacja. Każdy miał jedno podejście do toru głównego, ale do tego były jeszcze zadania dodatkowe tzw. skillsy, na których każdy miał cztery zadania do wykonania i one były wplatane w międzyczas poza startem głównym.

Teofil Deciuk, zielonogórski ninja.
Teofil Deciuk, zielonogórski ninja. mat. pras.

Tory były bardzo wymagające – na pierwszym z nich główną przeszkodą był limit czasowy, wynosił on 1:30, a mi zabrakło siedmiu sekund. Na ostatniej przeszkodzie sędzia do mnie krzyknął, że już mi się skończył czas, bo niestety miałem jedno miejsce, w którym na chwilę się zatrzymałem. Mimo to, 35% zawodników przechodziło do drugiego etapu. A że tylko około 10 ze 130 zawodników ukończyło tor, to wzięto pod uwagę resztę uczestników, którzy doszli jak najdalej z najlepszym czasem. Jako że doszedłem do ostatniej przeszkody, to zakwalifikowałem się do następnego etapu.

Drugi etap pokazał już nam, że jednak specyfikacja torów w Stanach różni się od tego do jest u nas. W Polsce tory idą coraz bardziej w takie szalone loty, gdzie odległości są duże, coraz trudniejsze chwyty, a tam bardzo mocno połączono ninja ze wspinaczką i na drugim torze było już coraz więcej chwytów na same opuszki palców. Moja przygoda zakończyła się właśnie na drugim torze – zabrakło mi trochę tego chwytu wspinaczkowego. Była większa odległość, skoczyłem na bardzo mały klif i gdzieś tam jedna ręka się omsknęła. Byłem wtedy przez chwilę zły na siebie, ale to mnie tak naprawdę podbudowało. To mi pokazało, co jest do przepracowania, więc nawiązałem współpracę z najbardziej odpowiednią osobą, Igorem Fojcikiem, dwukrotnym zwycięzcą Ninja Warrior i bardzo dobrym, utalentowanym wspinaczem. To jest właśnie rzecz, której mi zabrakło – opanowanie i obycie z przeszkodami jest, a zabrakło tego chwytu wspinacza.

Teofil Deciuk, zielonogórski ninja.
Teofil Deciuk, zielonogórski ninja. mat. pras.

Na trzecim torze nawet najlepsi zawodnicy z elity doszli tylko do połowy. To też jest tak, że zawody ustawiają pewną poprzeczkę. O ile w tym roku najlepsi zawodnicy tego nie ukończyli, to jeśli w przyszłym pojawiłby taki sam tor, to wszyscy będą już na to gotowi.

Jak przebiegały Twoje przygotowania do mistrzostw?

– Troszkę moje przygotowania zostały zaburzone przez kontuzje – na szczęście nic wielkiego, ale wydłużyło to okres wypikowania na szczyt formy. Mistrzostwa Świata były jednym z moich głównych celów na ten sezon, więc ten szczyt formy powinien przypadać na początek kwietnia i tak też został ułożony mój plan treningowy. Czułem się dobrze przygotowany, zabrakło trochę tylko tego chwytu wspinacza. Mimo wszystko, ukończyłem zawody na 41. miejscu na 130 osób, więc jak na debiut to jestem całkiem zadowolony. Teraz już zamierzam realizować plan treningowy pod przyszłoroczne Mistrzostwa Świata. Po drodze są też Mistrzostwa Europy za miesiąc, ale moim głównym celem jest przygotować się bardzo dobrze, zrobić kwalifikację i polecieć za rok ponownie do USA.

Jak byś ocenił różnicę pomiędzy Mistrzostwami Świata a zawodami krajowymi czy chociażby telewizyjnym show w Polsce?

– Poziom jest bardzo podobny. Czasami nawet u nas zawody trafiają się na wyższym poziomie. Oczywiście na Mistrzostwach Świata organizatorzy przygotowując tor finałowy bardzo polecieli po maksie – o to chodziło, żeby podnosić poziom – ale poza tym na każdych zawodach czy to w Polsce, czy w Niemczech, czy w Stanach poziomy są już bardzo wyrównane. Trzeba przyznać, że to nasze polskie podwórko bardzo się rozwinęło zwłaszcza ostatni rok dał kosmiczny przeskok.

Teofil Deciuk, zielonogórski ninja.
Teofil Deciuk, zielonogórski ninja. mat. pras.

Wspominałeś, że myślisz już o przyszłorocznych Mistrzostwach Świata. Doświadczenie, które zdobyłeś w tym roku będzie pewnie pomocne w uzyskaniu jeszcze lepszego wyniku?

– Oczywiście. Przede wszystkim udział w mistrzostwach zmienił moje postrzeganie: nasze zawody to jest jedna bajka i tu uwielbiam skakać, rzucać sobie wyzwania w stylu „skoczę dzisiaj na trzy metry i złapię jakiś dziwny chwyt”, co przekłada się często na zawody. Ale moim priorytetem jest, żeby przygotować się na mistrzostwa, dlatego też nawiązałem współpracę z taką a nie inną osobą. Trening chwytu jest treningiem bardzo specjalistycznym – robiąc go na własną rękę można osiągnąć jakiś poziom, ale można też łatwo się uszkodzić. To są wrażliwe struktury, które łatwo przeciążyć. Igor ma z 10 lat doświadczenia we wspinaczce, był akademickim mistrzem Polski, więc zamiast próbować samemu i ryzykować, że przeciążę palce, ścięgna czy cokolwiek innego, wolę skorzystać z jego doświadczenia. Zlecić to po prostu osobie, która się na tym zna. W obecnym okresie przygotowawczym mam tylko dwa razy w tygodniu trening chwytu, ale bez tego jeśli się nie przygotuję i nie zaadaptują się odpowiednio palce, to później łatwo o małe uszkodzenia, które mogą powodować dłuższe przerwy w treningach.

Będąc teraz na mistrzostwach podpatrywałeś występy najlepszych zawodników?

– Oczywiście. Spotkanie na takich zawodach zawsze powoduje podniesienie poziomu, nawet samo patrzenie czy poznanie tych ludzi to jest zawsze wspaniała rzecz. Miałem tam przyjemność poznać większość światowej czołówki, ponieważ moja znajoma z Czech przyjechała sama i nie miała wsparcia. Poprosiła mnie, żebym był jej wsparciem, bo można na tor zabrać jedną osobę, która może nagrać film, podawać magnezję itd. Dzięki temu w strefie rozgrzewki była możliwość poznania się z tymi zawodnikami, porobienia sobie z nimi zdjęć. Powymieniałem się z masą zawodników kontaktami – od Szwajcarów przez Francuzów aż po miejscowych. Jestem już dogadany z człowiekiem z Nowego Jorku, który pracuje na sali ninja, że przed następnymi mistrzostwami przylatuję tydzień wcześniej, siedzę u niego na sali i dopinam formę na ostatni guzik.

Czyli jak rozumiem podtrzymujesz, że Twoim celem jest mistrzostwo?

– Tak, dokładnie! To jest tak naprawdę kwestia czasu, jeśli nic się nie wydarzy na drodze, a nawet jak się wydarzy to będę modyfikował ten plan, żeby móc to osiągnąć. Celem jest to, żeby polecieć tam i walczyć o jak najwyższe stopnie podium.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie