Żołnierze wyklęci: historia nie jest ani czarna, ani biała - mówi Dariusz Rymar

Tomasz Rusek
Tomasz Rusek
Dariusz Rymar jest dyrektorem Archiwum Państwowego w Gorzowie. Historię regionu i miasta przypomina regularnie na facebookowym profilu Archiwum Państwowego. Warto tam zajrzeć.
Dariusz Rymar jest dyrektorem Archiwum Państwowego w Gorzowie. Historię regionu i miasta przypomina regularnie na facebookowym profilu Archiwum Państwowego. Warto tam zajrzeć. Tomasz Rusek
Świętowanie, polegające na wznoszeniu okrzyków, zakładaniu koszulek z podobiznami żołnierzy, warto poszerzyć o czytanie biografii, opracowań, dokumentów - mówi dyr. Archiwum Państwowego w Gorzowie Dariusz A. Rymar

Dlaczego Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych obchodzimy właśnie 1 marca?

To nieprzypadkowa data. Tego dnia w 1951 r. w mokotowskim więzieniu wykonany został wyrok śmierci Franciszku Błażeju, Józefie Batorym, Karolu Chmielu, Łukaszu Cieplińskim, Mieczysławie Kawalcu, Adamie Lazarowiczu i Józefie Rzepce. Byli oni
ostatnimi ogólnopolskimi koordynatorami „Walki o Wolność i Niezawisłość Polski z nową sowiecką okupacją”.

Kiedy o wyklętych w ogóle zaczęto w Polsce mówić?

O tym, że po wojnie nie wszyscy Polacy złożyli broń, mówiło się w wielu domach od zawsze. Tak samo jak o tym, kto naprawdę dokonał mordu w Katyniu. A publicznie, głośno, bo o to pan pyta, w latach 90., po zmianie ustroju, gdy w ogóle głośno zaczęto mówić o białych plamach w naszej historii.

Rozumiem oczywiście, że sformułowanie „wyklęci” miało na celu podkreślenie, że komunistyczne państwo celowo wygumkowało ich z historii, a ich czyny fałszywie pomijano. Zastanawiam się tylko jakie były kryteria? Co stanowiło i stanowi o tym, że ktoś jest uznawany za żołnierza wyklętego, a ktoś nie?

Ustawa faktycznie jest dość niejasna, można uprościć ją do sformułowania, że wyklętymi są ci, którzy po zakończeniu wojny „z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu”. Tylko że w Polsce wiele osób po wojnie miało broń, a wiele czynów i zachowań ciężko dziś rzetelnie ocenić. Są oczywiście postaci znane, bezsprzeczni bohaterowie o udokumentowanych dokonaniach, których odwagę i poświęcenie potwierdza wielu świadków, liczne dokumenty, jak np. rotmistrz Pilecki. Ale nie wszyscy, zaliczeni do żołnierzy wyklętych, mają takie oczywiste, kryształowe biografie.

Z dokumentów nie wszystko da się wyczytać?

Problem polega choćby na tym, że dokumenty, jakie są dostępne, to najczęściej kwity z prowadzonych przez Urząd Bezpieczeństwa śledztw i przesłuchań. Czyli materiały pisane przez „wrogów” o „wrogach”. Z drugiej strony zeznania osób, które były przez UB-eków oskarżane o działalność antypaństwową też mogą mieć skazę: każdy przecież, broniąc się, ma prawo kłamać. Dlatego wiele wydarzeń, o których wiemy, a których udział brali żołnierze wyklęci, ma nie do końca jasny przebieg. A ich świadkowie już nie żyją.

To oznacza, że?

To oznacza, że nie wszystkie biografie i dokonania są tak jednoznaczne, pewne i kryształowe, jak potrzebuje tego mit żołnierzy wyklętych. Są wśród nich np. postaci, które mają na koncie czyny absolutnie wielkie, godne pamięci, ale i brzydkie, a czasami okropne - jak przestępstwa czy współpracę z UB, a nawet rabunki albo krew niewinnych ludzi na rękach. Dlatego bardzo bym chciał, by mit wyklętych został zbadany, pogłębiony, by np. jasno wskazać czy, kto i dlaczego zasługuje na pamięć. Tak, to wymagałby od państwa olbrzymiego nakładu czasu i pracy, ale jednocześnie dałoby pewność, że upamiętniamy tych, którzy na pewno na to zasługują. Jestem przekonany, że to by służyło pamięci o niezłomnych.

W Lubuskiem mieliśmy wielu wyklętych?

W skali kraju? Nie. Opór, walka, musi mieć mocne podglebie więzi społecznych. Mówiąc wprost: łatwiej być partyzantem, gdy znamy teren, znamy ludzi z okolicy, a koło lasu są gospodarstwa naszych dawnych sąsiadów, którzy mogą nam oddać ziemniaki albo chleb, byśmy przeżyli. Dlatego Ziemie Zachodnie to było raczej miejsce, gdzie niektórzy uciekali z głębi kraju. Tak było choćby z Władysławem Andryką, najsłynniejszym „gorzowskim” żołnierzem wyklętym. Ten młody mężczyzna, rocznik 1928, uciekł do Gorzowa z Gdańska, by ustrzec się wpadki i złapania przez Urząd Bezpieczeństwa. Został on zastrzelony na Zawarciu, w trakcie próby zatrzymania przez starszego od niego zaledwie o rok funkcjonariusza UB Jana D.

Czyli pamiętajmy o historii, upamiętniajmy bohaterów, ale zgłębiajmy ich biografie i motywacje?

Tak. Świętowanie - polegające na wznoszeniu okrzyków, zakładaniu koszulek z podobiznami żołnierzy - warto poszerzyć o czytanie biografii, opracowań, dokumentów. Internet jest tego pełny. Tylko trzeba chcieć spróbować. Tak, wiem, nie zawsze to, co znajdziemy, będzie pasowało do kryształowego mitu, ale taka jest historia: nie czarna albo biała. Ma wiele odcieni.

ZOBACZ TAKŻE:
Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Gorzowie. Mieszkańcy przeszli w marszu pamięci [ZDJĘCIA, WIDEO]

Gorzów. Przy łaźni stanął pomnik rotmistrza Pileckiego

Gorzów: tropem wilczym pobiegło kilkaset osób. Mamy zdjęcia [DUŻA GALERIA]

POLECAMY

WIDEO: Masowo kupujemy mieszkania, rynek nieruchomości wciąż nienasycony

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

dlaczego nikt nie odwoła tego świętowania w obliczu zagrożenia koronawirusem

Dodaj ogłoszenie