Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

„Anioł Śmierci” ze szpitala w Poznaniu gwałcił i mordował. Do dziś nie wiadomo, ile osób uśmiercił

OPRAC.:
Justyna Piasecka
Justyna Piasecka
W 1993 roku pielęgniarz ze szpitala przy ul. Lutyckiej, Maciej D., został przyłapany na gwałceniu pacjentki w podeszłym wieku. Wpadł dzięki czujności pielęgniarek. Starsza pani wkrótce zmarła. Jak wykazało śledztwo, pielęgniarz, by ją na zawsze uciszyć, dał jej śmiertelny zastrzyk z chlorku potasu.
W 1993 roku pielęgniarz ze szpitala przy ul. Lutyckiej, Maciej D., został przyłapany na gwałceniu pacjentki w podeszłym wieku. Wpadł dzięki czujności pielęgniarek. Starsza pani wkrótce zmarła. Jak wykazało śledztwo, pielęgniarz, by ją na zawsze uciszyć, dał jej śmiertelny zastrzyk z chlorku potasu. Krzysztof M. Kaźmierczak
Gwałcił i podawał zabójczy zastrzyk. Minęło 30 lat od potwornej zbrodni, której dopuścił się pielęgniarz z poznańskiego szpitala. Ofiar „Anioła Śmierci” było więcej. Oto szczegóły tej wstrząsającej sprawy.

Maciej D. dziesięć lat pracował jako pielęgniarz na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej w szpitalu wojewódzkim przy ul. Lutyckiej w Poznaniu. Na oddział ten trafiają osoby nieprzytomne, po wypadkach lub przebytych poważnych operacjach. 30-letni Maciej D. był jedynym pielęgniarzem - mężczyzną pracującym wówczas na OIOM-ie. Wśród personelu medycznego i pacjentów cieszył się dobrą opinią. Doskonale radził sobie z obowiązkami, był doceniany przez swoich przełożonych.

Czytaj też: 26 lat temu w Poznaniu został zastrzelony rosyjski gangster Andriej Isajew, ps. Malowany. Do dziś nie wiadomo, kto stoi za tą zbrodnią

Prawdopodobnie to właśnie ta nieskazitelna opinia Macieja D. sprawiła, że zlekceważono pierwsze sygnały mogące świadczyć o przerażających praktykach pielęgniarza. W maju 1993 roku jedna z pacjentek, która miała za sobą operację czaszki, poskarżyła się podczas porannego obchodu, że została w nocy zgwałcona. Nie potraktowano tego poważnie, w końcu pacjentka była świeżo po zabiegu. Stwierdzono, że coś jej się przewidziało lub przyśniło. Niedługo później kobieta zmarła. Czy padła ofiarą „Anioła Śmierci”? Tego nigdy nie udało się ustalić.

Dopiero coś, co wydarzyło się dwa miesiące później, podda w wątpliwość słuszność zlekceważenia skargi pacjentki.

Pielęgniarz z Lutyckiej nakryty za zbrodni

W nocy z 21 na 22 lipca 1999 r. dyżur na OIOM-ie pełnił Maciej D. Kiedy jedna z pielęgniarek przechodziła nad ranem obok sali, w której leżała nieprzytomna, przywieziona dzień wcześniej 70-letnia Mirosława W., w półmroku zauważyła coś niepokojącego. Nad łóżkiem pacjentki ktoś się pochylał. Pozycja wydała jej się dość zaskakująca, jakby osoba ta wręcz leżała na łóżku.

Po chwili kobieta uzmysłowiła sobie, że jest świadkiem gwałtu, który popełnia Maciej D. Wstrząśnięta pielęgniarka pobiegła po koleżankę, która również rozpoznała D. Kobiety postanowiły zawiadomić przełożonych, kiedy nagle aparatura, do której była podłączona 70-latka, zaczęła sygnalizować, że stan pacjentki pogorszył się.

Pielęgniarki weszły na salę i razem z Maciejem D. uznały, że konieczna jest natychmiastowa reanimacja pacjentki. Zanim jednak 30-latek do niej przystąpił - ku zaskoczeniu pielęgniarek - podał Mirosławie W. zastrzyk. Dlaczego zrobił go pomimo braku takiego zalecenia przez lekarza? Kiedy mężczyzna reanimował kobietę, jedna z pielęgniarek schowała strzykawkę. Pacjentki nie udało się uratować - Mirosława W. zmarła.

Pielęgniarki, podejrzewając, że Maciej D. doprowadził do zgonu pacjentki zastrzykiem, pobrały krew od zmarłej i zaniosły ją do szpitalnego laboratorium. Wyniki badań nie pozostawiały złudzeń. Jak się później okazało, w strzykawce znajdował się chlorek potasu, który w wysokim stężeniu powoduje zatrzymanie krążenia. Ulega on szybkiemu rozpadowi - już po pięciu godzinach od podania we krwi nie ma po nim śladu.

Gdyby nie czujność pielęgniarek, Maciej D. nadal dopuszczałby się tak potwornych czynów. Dodatkowo dowodem obciążającym pielęgniarza były ślady jego nasienia w łóżku i odzieży pacjentki. Sekcja zwłok wykazała, że kobieta została zgwałcona. Maciej D. nie przyznał się do postawionych mu zarzutów zabójstwa i gwałtu. Stwierdził, że śmiertelny zastrzyk podał pacjentce… przez pomyłkę.

Śledztwo w tej sprawie prowadził nieżyjący już prokurator Andrzej Laskowski. Od początku postępowania pojawiły się podejrzenia, że Mirosława W. nie była pierwszą i jedyną ofiarą Macieja D. Ze względu na częste zgony podczas dyżuru 30-latka, z czasem w szpitalu zaczęto nazywać go „Aniołem Śmierci”.

Ofiar "Anioła Śmierci" z Poznania było więcej

W toku śledztwa, analizując dokumentację szpitalną, wytypowano ponad 30 podejrzanych zgonów kobiet na oddziale, na którym pracował Maciej D. Planowano ekshumację ciał, jednak biegli stwierdzili, że byłoby to bezcelowe, bowiem po takim czasie w zwłokach nie udałoby się znaleźć pozostałości po chlorku potasu.

Pół roku po wszczęciu śledztwa prokurator prowadzący sprawę otrzymał list od matki zmarłej17-letniej dziewczyny, która rok przed zabójstwem Mirosławy W. zmarła w szpitalu przy ul. Lutyckiej. Nastolatka była leczona w szpitalu przez dwa miesiące w związku z obrażeniami, jakich doznała podczas wypadku. Matka dziewczyny szczegółowo opisała śledczym swoją wizytę u córki, dwa dni przed jej śmiercią. Kobieta zauważyła przerażenie w oczach 17-latki, kiedy na salę wchodził Maciej D. Dziewczyna ze strachu nie potrafiła nic powiedzieć, gestami wskazała na krocze.

Dopiero później jej matka zrozumiała, że w ten sposób córka dawała jej do zrozumienia, że została zgwałcona. Później matka nastolatki rozpoznała pielęgniarza na zdjęciach okazanych jej przez policjantów.

Kiedy stan dziewczyny poprawił się i miała zostać przewieziona do szpitala ortopedycznego, nieoczekiwanie straciła przytomność. Lekarze stwierdzili u niej niedotlenienie mózgu, jednak nie potrafili wytłumaczyć, w jaki sposób do tego doszło. Dziewczyna zmarła. Wówczas lekarka zdradziła matce pacjentki, że w ostatnim czasie to już trzeci taki przypadek.

Jednak prokuratura nie podjęła śledztwa w związku ze śmiercią 17-latki. Zainteresowała się za to - po liście rodziców - przypadkiem 15-latki. Trafiła ona do szpitala przy ul. Lutyckiej również po wypadku, i podobnie jak w przypadku 17-latki, kiedy stan dziewczyny poprawił się, nagle uległ pogorszeniu. Dopiero po śmierci 15-latki jej rodzice dowiedzieli się, że wyznała pielęgniarkom, iż została zgwałcona przez Macieja D.

Pielęgniarki zgodnie potwierdziły to śledczym. Wskazały, że interweniowały u przełożonych, jednak ci uznali, że dziewczyna miała przewidzenia w związku z doznanym urazem głowy. Późniejsza ekshumacja zwłok 15-latki wykazała, że nie zmarła na skutek doznanych podczas wypadku obrażeń, jednak nie udało się ustalić przyczyny jej zgonu. Prokuratura musiała umorzyć sprawę, bowiem rodzice nastolatki odmówili złożenia wniosku o ściganie pielęgniarza za gwałt.

Ostatecznie Maciej D. został skazany za zgwałcenie i zabicie Mirosławy W. oraz wykorzystanie seksualne innej pacjentki. Pielęgniarz usłyszał wyrok 25 lat więzienia. Zmarł w Zakładzie Karnym w Rawiczu.

Jesteś świadkiem ciekawego wydarzenia? Skontaktuj się z nami! Wyślij informację, zdjęcia lub film na adres: [email protected]

Wronieckie więzienie jest największym zakładem karnym w Polsce typu zamkniętego, przeznaczonym dla recydywistów penitencjarnych. W roku 2024 jednostka będzie obchodzić jubileusz 130-lecia działalności. To jedno z najbardziej charakterystycznych i zarazem najpilniej strzeżonych więzień w kraju.Zobacz, jak wygląda od środka słynne polskie więzienie --->

Oto znane w całym kraju i najpilniej strzeżone więzienie w P...

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Pożar w rozlewni gazu w Głogowie - tak doszło do wypadku

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: „Anioł Śmierci” ze szpitala w Poznaniu gwałcił i mordował. Do dziś nie wiadomo, ile osób uśmiercił - Głos Wielkopolski

Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska