Ból głowy tłumaczyłam stresem, ale pojawił się też ból mięśni, utrata smaku i węchu - pisze Agnieszka z Nowej Soli, która przeszła Covid -19

Agnieszka z Nowej Soli
Ból głowy tłumaczyłam stresem, ale pojawił się też ból mięśni, utrata smaku i węchu - pisze Agnieszka z Nowej Soli, która przeszła Covid -19 pixabay.com
- Byliśmy zamknięci przez 37 dni! Sama się dzisiaj dziwię, jak to przeszliśmy - pisze pani Agnieszka z Nowej Soli, która razem z dziećmi zakaziła się koronawirusem. Czytelniczka pisze o złości na cały świat, stresie, niedowierzaniu, bezsilności. Przyznaje, że jest wiele pytań bez odpowiedzi.
  • Osoby
    zainfekowane
    280 229
  • Ofiary
    śmiertelne
    4 615
  • Osoby
    hospitalizowane
    20 704
  • Osoby w
    kwarantannie
    442 109
  • Osoby
    wyzdrowiałe
    119 237

Zaktualizowano: 27 października, godz. 10:48, Ministerstwo Zdrowia

"Z życia zwykłej polskiej rodziny w czasie pandemii" tak zatytułowała swoją historię nasza Czytelniczka z Nowej Soli. Pani Agnieszka razem z dziećmi przeszła koronawirusa.

Koronawirus w Nowej Soli. Historia pani Agnieszki

Postanowiłam opisać swoją przygodę z Covid -19. Zaczęło 10 lipca od kontaktu z osobą zarażoną. Cóż zdarzyło się, przecież każdego to mogło spotkać. Zostałam przez sanepid skierowana na kwarantannę do czasu uzyskania ujemnego wyniku z testu. Okazało się, że pojawiły się objawy: ból głowy (tłumaczyłam to stresem całej sytuacji) ból mięśni i utrata smaku i węchu. Powiadomiłam o tym nasz nowosolski sanepid, a on zalecił picie dużo wody i odpoczynek. Testy potwierdziły moje przypuszczenia, że mam Covid – 19, a także moje dzieci, natomiast mąż był według testów zdrowy. Cóż pomyślałam mąż, chłop - odporny.

Mąż był według testów zdrowy. Cóż pomyślałam mąż, chłop - odporny.

Mijają kolejne dni już w domu nie jest tak fajnie, już nie działają teksty "Spędźcie ten czas rodzinnie, wszystko będzie dobrze, zaraz wyjdziecie". Atrakcja codziennego niewychodzenia z domu to podjeżdżająca policja i miganie światłami synkowi, który radość okazuje w podskokach w oknie. Poznanie reakcji ludzi, którzy w takiej sytuacji pokazują swoją drugą nie do końca dobrą stronę. Czasami czuliśmy się jak trędowaci. Mijały wakacje, córka w oknie spoglądająca jak koleżanki idą do Parku Krasnala na lody, a ona wciąż rozpaczała, że nie mogła pojechać na jej pierwszy długo wyczekiwany obóz.

Minęło 10 dni, według sanepidu wirus zanika w organizmie i robią naszej rodzinie kolejne testy. Zaczyna się odliczanie dni do wyników ujemnych i do wyjścia z domu. O wyniki trzeba dzwonić do sanepidu, bo oni nie powiadomią, a nawet zapomną, więc dzwonię. BUM ja dodatni, dzieci ujemne, mąż nadal ujemny. Łzy w oczach, mówię do pani w słuchawce: "To niemożliwe!!!". Ona tłumaczy coś o tym, że tak się zdarza – żadne to dla mnie tłumaczenie. Kolejne 10 dni w domu. Rodzina ma już dosyć dowożenia nam jedzenia, ja mam dosyć odbierania telefonów z pytaniami: "Jak się czujesz?" , "Kiedy wychodzicie" . Brak pomysłów na zabicie czasu, gry planszowe - nuda, zabawy sportowe - nuda, książki - przeczytane, remonty zaległe - wykonane, eksperymenty w kuchni - znudzone, filmy, seriale - brak ochoty. Co tu robić? Przecież wszystko mamy, nic nam nie brakuje, dlaczego jest tak źle i ciężko w domu?

Rodzina ma już dosyć dowożenia nam jedzenia, ja mam dosyć odbierania telefonów z pytaniami: "Jak się czujesz?" , "Kiedy wychodzicie" .

Czytaj także

Koronawirus w rodzinie. Żona i dzieci plus, mąż minus

Przychodzi czas na kolejne testy, mąż z wynikami nadal ujemnymi (przebywał z nami cały czas, a podobno to choroba zakaźna) ja z wynikiem niejednoznacznym aaaaaa.... co to znaczy niejednoznacznym? Znowu rozmowy z sanepidem (już nas dobrze tam znają), tłumaczenie pani: „Może źle pobrany”, „Nie wiemy”. No to czekamy.

Pani zleca test na następny dzień, czekamy, nie przyjeżdżają. Dzwonię znowu do sanepidu. "Niewiadomo dlaczego nie przyjechali". Następny dzień przyjeżdża pani, idzie chodnikiem i przez ulicę w stroju kosmity. Samochody ją puszczają na przejściu dla pieszych. Nigdy nie przypuszczałam, że będzie mnie cieszył widok tej pani. Wymaz pobrany, pani mówi, że na drugi dzień będzie wynik. Ufff... Czekamy. Kolejny dzień. Dzwonię. Rano nie ma jeszcze wyników, może koło 13-14. Dzwonię, nadal nie ma wyników. W domu atmosfera jest napięta, oszczędzę szczegółów. Wieczór, dzwonię. Nie ma wyników. Były dopiero po trzech dniach. Na szczęście wynik mój ujemny HURA!!! Ale nie ma się, z czego cieszyć, bo czekają nas kolejne dni w zamkniętym domu. Mąż, który jest nadal zdrowy, musi mieć testy po 7 dniach od mojego. DLACZEGO??? Przecież cały czas jest zdrowy, żadnych objawów. Sanepid – „Ponieważ mógł się jeszcze zarazić – takie mamy procedury” .

Boże pomóż! Do kogo się odwołać? Do kogo zwrócić się o pomoc? Jak wybrnąć z tej sytuacji? Pojawiła się złość na cały świat. W końcu poddaliśmy się. Czekamy kolejne dni. Mąż po testach nadal zdrowy, gdzie przebywał z trzema chorymi na zakaźną chorobę osobami przez 37 dni. Tak, byliśmy zamknięci przez 37 dni! Sama się dzisiaj dziwię, jak to przeszliśmy.
To nie koniec historii.

Czytaj także

Koronawirus w Nowej Soli w dwóch szkołach we wrześniu

Przychodzi wrzesień, czas do szkół, czas do przedszkola, już przyzwyczailiśmy się znów do przebywania między ludźmi w pracy wszystkie zaległości ogarnięte.

Niedziela wieczór, telefon od wychowawczyni córki w szkole z przeprosinami późnej pory, klasa przechodzi na zdalne nauczanie ze względu na podejrzenie u jednego z uczniów w klasie koronawirusa. Znowu łzy córki, rozmowy, przytulania - nic nie pomaga.

Niedziela wieczór, telefon od wychowawczyni córki w szkole z przeprosinami późnej pory, klasa przechodzi na zdalne nauczanie ze względu na podejrzenie u jednego z uczniów w klasie koronawirusa. Znowu łzy córki, rozmowy, przytulania - nic nie pomaga. Sen uspokoił wszystko.
Poniedziałek, dziecko w domu na zdalnym, synek w przedszkolu, my w pracy, ale coś się dzieje, bo jesteśmy wszyscy podenerwowani.
Wieczorny sms od pani, sprawdzić Librusa, a tam prośba od pani dyrektor, aby skontaktować się z sanepidem i że klasa przechodzi na zdalne nauczanie do 14 września.
Córka kontaktuje się z kolegami i koleżankami, niestety przypuszczenia się sprawdziły, Covid - 19 u jednego z uczniów.

Pani wychowawczyni pisze do uczniów, aby rodzice nie szli do pracy.

Dzwonimy do sanepidu od 21.00 do 24.00 telefon albo zajęty, albo nikt nie odbiera. Idziemy spać, bo to dziwne, aby upominać się o kwarantannę. Ranek, co robić, sanepid nadal nie odpowiada. Pani wychowawczyni pisze do uczniów, aby rodzice nie szli do pracy. Dziwne. Takie wiadomości dostajemy od wychowawcy klasy, a gdzie sanepid? Dzwonimy, odbierają, podajemy swoje pesele i pani w słuchawce kieruje nas na kwarantannę. Po 21 dniach wolności.

Mówię do miłej pani w słuchawce, że my jesteśmy ozdrowieńcami, że ostatnią kwarantannę zakończyliśmy 16 sierpnia, a pani: „Takie procedury”. Aaaaa... Dlaczego? Przecież byliśmy chorzy, jesteśmy zdrowi. Pani nadal mówi: „Takie procedury”. Znowu wykonanie mnóstwo telefonów, praca, rodzina.

Pojawia się złość na cały świat, stres, niedowierzanie, bezsilność, frustracja, wiele pytań pozostawionych bez odpowiedzi.
Plus tego wszystkiego jest taki, że nie ma testów, że córka nie będzie się bała wymazów wsadzanych głęboko do nosa lub gardła.

Czytaj także

Koronawirus. Pytania pani Agnieszki

  • Pytanie, czy wszyscy wrócą zdrowi skoro po 10 dniach mamy wrócić do normalności bez robienia testów?
  • Pytanie, co będzie dalej?
  • Czy synek może iść do przedszkola?
  • Wiarygodność wcześniejszych testów?
  • Czy czeka nas kolejna kwarantanna i kolejna obniżona pensja w pracy?
  • Gdzie możemy otrzymać wsparcia?
  • Jest ryzyko utraty pracy za tak długą nieobecność.
  • Jak zapanować nad tym wirusem?
  • Co z ozdrowieńcami i czy można zachorować jeszcze raz ?
  • Kto odpowie na te wszystkie pytania? Pewnie nie tylko ode mnie, ale od większości Polaków...

Czytaj także

Apel NFZ: Noście maseczki

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Testy PCR to kompletna lipa...co producent to inne parametry dające inne wyniki!!! Do tego ich twórca ,zastrzegł, że nie nadają się one do masowego stosowania.

Jednego dnia dają pozytyw drugiego negatyw.

Efekt: dęta pandemia... nagnienie do szczepień.. śmiertelnych szczepień!!!

E
Emeryt

Wiecie co, ja tez miałem bóle głowy i co się okazało: to było niedotlenienie przez częste noszenie maseczki. Chyba wolę już to pierwsze.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3