Kilkadziesiąt dzieci z przedszkola w Bytomiu Odrzańskim nie przyszło na zajęcia. Rodzice na Facebooku opisują objawy, które u nich wystąpiły

Eliza Gniewek-Juszczak
Eliza Gniewek-Juszczak

Wideo

Zobacz galerię (3 zdjęcia)
Wymioty, rozwolnienie i gorączka, to objawy, które opisują zaniepokojeni rodzice dzieci, które chodzą do przedszkola w Bytomiu Odrzańskim. W czwartek przed południem do placówki weszli na kontrolę pracownicy sanepidu z Nowej Soli.

AKTUALIZACJA, godz. 16.15
Rodzice dzieci informują się wzajemnie o podejrzeniu zakażenia salmonellą. Od dzieci zostały pobrane próbki. Co najmniej jedno z dzieci ma skierowanie do szpitala.
Na facebookowym profilu Grzegorza Zwarycza, jednego z rodziców dzieci, trwa wymiana informacji. Głos zabrała również znana w okolicy lekarka.

- Dużo płynów, pitych małymi porcjami, bo haust "na raz" może sprowokować wymioty. Do tego elektrolity. Dieta lekka, krakersy, bułeczki, chrupki, ryżowa marchwianka, kompot z suszonych jagód, gorzka czekolada. Można dorzucić diosmektyt dostępny bez recepty do posiłków. W razie gorączki paracetamol. W razie uporczywych wymiotów może być konieczny szpital - poradziła rodzicom lek. Justyna Rajkiewicz, znana jako Domowy Doktor.

Doktor Rajkiewicz konsultowała kilkoro dzieci. W rozmowie z nami podkreśla, że na szybko zabrała głos na Facebooku, bo niektórzy rodzice mogli jeszcze nie kontaktować się z lekarzem.

- Jeśli są uporczywe wymioty i nie ma możliwości nawodnienia doustnie, to kierunek jest jeden - szpital. Zwłaszcza dotyczy to niemowląt. A w obecnym stanie rzeczy, każde dziecko do szóstego roku życia powinno być obejrzane przez lekarza - zaznacza lek. Justyna Rajkiewicz.


Dopiero przed godziną trzecią nad ranem w czwartek sześcioletnia Zosia przestała wymiotować. Dziewczynkę nadal boli brzuch, ma gorączkę. Podobne objawy ma aż kilkadziesiąt dzieci. Sprawę badają pracownicy Sanepidu z Nowej Soli.

Przedszkole publiczne w Bytomiu Odrzańskim. Wymioty i biegunka u dzieci

W czwartek rano Grzegorz Zwarycz zapytał znajomych na Facebooku, czy dzieci, które chodzą do bytomskiego przedszkola mają od wczoraj niepokojące objawy. Natychmiast pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy.

- Początkowo, wcale nie chciałem o tym pisać na Facebooku. Dzieci przecież chorują, ale od wczoraj kolejni znajomi dawali znać o objawach, które występują u ich dzieci. Naliczyłem co najmniej dziesięcioro dzieci, które wymiotowały i miały biegunkę. Dzisiaj się okazało, że chorych jest jeszcze więcej - przyznaje Grzegorz Zwarycz, ojciec jednego z dzieci uczęszczających do przedszkola.

Grzegorz Zwarycz rano dzwonił do nowosolskiego Sanepidu z pytaniem, co robić i jakie są procedury w takich sytuacjach. Do stacji sanitarno-epidemiologicznej zadzwoniła też mama Zosi.

- Moja córka przyjechała autobusem do domu ok. 14 i poszła pobawić się z koleżanką. Godzinę później miała już „szklanki w oczach” - opowiada Dajana Gała. - Powiedziała, że boli ją brzuszek i że chce się położyć. Co się położyła, to zaczynała wymiotować. I tak było do prawie trzeciej nocy. Najpierw zwracała treść żołądkową, potem to była żółć. Dzwoniłam do wychowawczyni w przedszkolu, dowiedziałam się, że Zosia jest pierwsza z grupy, a chorują maluszki. Postanowiłam zadzwonić do Sanepidu i poprosiłam o interwencję.

Niepokojące objawy u dzieci. Tak jeszcze nie było

W czwartek rano liczba dzieci w przedszkolu to 74. W środę było 114. Te liczby podała do Sanepidu dyrektor przedszkola Renata Lenart. O zachorowaniu dzieci powiadomiła również Urząd Miejski w Bytomiu Odrzańskim. Tak dużo dzieci na raz jeszcze w placówce nie zachorowało.

- Pierwszy raz zachorowało tak dużo dzieci jednocześnie. Bywały wirusy nie jednego roku. Przechodziliśmy choroby wirusowe, grypę jelitową, ale tak dużo dzieci chorych, jak teraz, nie było do tej pory. To było bardzo niepokojące - mówi dyrektor przedszkola Renata Lenart. - Sanepid poinformowałam. Zadzwoniłam do urzędu gminy i czekam. Pewnie będziemy sprawdzani pod względem żywieniowym.

Podczas rozmowy do placówki przyjechały pracownice Sanepidu z Nowej Soli.

Porady lekarskie dla rodziców dzieci. Telefonów nie brakowało

Kiedy do przedszkola dojeżdżały panie z Sanepidu, Grzegorz Zwarycz wychodził już od lekarza z córką. Dowiedział się, że podawać elektrolity i obserwować, a w razie pogorszenia udać się do szpitala. Podobne rady usłyszała podczas teleporady mama Zosi.

- Mamy czekać i obserwować, jak się będzie działo coś niepokojącego, to jechać do szpitala. Pani lekarka już wczoraj odbierała telefony od rodziców dzieci - opowiada Grzegorz Zwarycz. - Przykry widok, co córka się napije, czy zje, to zwymiotuje, a na wieczór była też biegunka. To wygląda na jakieś zatrucie.

Niektóre z dzieci wymiotowały aż do czwartej nad ranem. W czwartek wiele z nich nadal źle się czuło. Dzieci miały podwyższoną temperaturę. Zachorowało kilkudziesięcioro dzieci.
Mimo wielu prób, w czwartek nie udało nam się skontaktować z szefową sanepidu.

CZYTAJ TAKŻE:

ZOBACZ TAKŻE WIDEO: Maluchy rozumieją nie tylko słowa, ale i proste sentencje zanim jeszcze zaczną mówić

Źródło: Cover Video

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie