Lubuscy rolnicy spotkali się na kongresie (zdjęcia)

Redakcja
- Szansą małych rolników jest organizowanie się w grupy producenckie. Tylko w ten sposób można  poprawić konkurencyjność - podkreślali uczestnicy wtorkowej debaty.
- Szansą małych rolników jest organizowanie się w grupy producenckie. Tylko w ten sposób można poprawić konkurencyjność - podkreślali uczestnicy wtorkowej debaty. Paweł Wańczko
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Nie mamy przejrzystej wizji rozwoju polskiego rolnictwa i dlatego poszczególne branże mają co chwilę jakiś problem - mówił nam Zbigniew Jodko, prezes spółki Agro Provimi w Bieganowie.

- Najbardziej zapóźnioną gałęzią produkcji jest trzoda. Drób sobie poradził, bardzo dużo zrobiono w zakresie produkcji mleka, natomiast wyniki produkcyjne w stadach świń są dalekie od unijnego  poziomu  - podkreślał prezes Jodko.

Lubuscy rolnicy, producenci żywności, agroprzedsiębio¬rcy, przedstawiciele instytucji i organizacji branżowych oraz  samorządów spotkali się we wtorek w ramach Polskiego Kongresu Rolnictwa, który odbywa się w większych miastach Polski. Rozmawiali przede wszystkim o problemach trapiących branżę.

- Owoce miękkie to klapa,  warzywa - pełne magazyny, jabłka - pełne magazyny, żywiec wieprzowy nie sprzedaje się, ceny mleka spadły,  w kolejne  żniwa wejdziemy z magazynami  pełnymi zboża - słychać było z sali. -   Nie mamy też żadnych procedur na wypadek pojawienia się u nas  afrykańskiego pomoru świń.

Więksi rolnicy, którzy nadal chcą otrzymywać dopłaty, muszą od tego roku stosować obowiązkową dywersyfikację upraw, czyli, nie wnikając w szczegóły, prowadzić minimum dwie różne uprawy. Niektórzy z nich zakładali uprawy już we wrześniu. - Zbyt późno dowiedzieliśmy się o tym wymogu - skarżyli się. - Co teraz mamy robić. Zaorać kawałek obsianego pola? - pytali. - Przecież prawo nie powinno działać wstecz.

Uczestnicy debaty apelowali też o zdroworozsądkowe podejście do rolniczych spraw.  Ich zdaniem mamy zbyt dużą biurokrację,  a czasami nieżyciowe przepisy i rozporządzenia.

- Gdyby przepisy były łatwiejsze mielibyśmy dużo więcej winnic - mówił Marcin Moszkowicz, prezes Zielonogórskiego Stowarzyszenia Winiarskiego.
Stanisław Myśliwiec, rolnik z Dąbrowy k. Zaboru zwracał uwagę na podział funduszy z  nowego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. - W Lubuskiem ok. 70 proc. stanowią  duże gospodarstwa.  A na 100 proc. płatności będą mogli liczyć tylko mali rolnicy - tłumaczył. -  Algorytm przyznawania pomocy jest  dla nas mocno krzywdzący.

Głos zabrał też Marian Schodnik, prezes firmy Owocowy Dom z Zielonej Góry. Firma produkuje ekoprodukty, zajmuje się przetwórstwem owoców.
- Nikt nie poruszył tu tematów dotyczących nowych trendów w rolnictwie - zauważył. - Myślę o zdrowej żywności, której produkcja w kraju i w Europie stale rośnie, u nas rocznie o 20 proc. Wielkość rynku produktów bio i eko w Polsce wynosi 150 mln euro, u naszych niemieckich sąsiadów aż 7 mld euro. Zachęcam młodych ludzi, aby popatrzyli w tę stronę. W Lubuskiem praktycznie nie ma owoców miękkich z certyfikatami bio i eko.  Niemcy kupują je na pniu na Podkarpaciu, a mogliby u nas.

Zupełnie inną propozycję miał Czesław Karczmar z Zielonej Góry.  - Trzeba produkować to, co jest do sprzedania. A do sprzedania jest energia - mówił. - Mało się mówi o produkcji biomasy, przetwarzaniu jej na energię, nie ma biogazowni. W każdej gminie powinien być produkowany gaz .

 

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie