Magazyn DZ. Jak major Borys Filippow z Armii Czerwonej skarby kultury ze Śląska pociągami wykradał. I opisał to w pamiętniku

Grażyna Kuźnik
Autor / Szkoła / Warsztat: Śląsk lub Czechy  Nr karty: 36716 Dział: Szkło Określenie zabytku: Szkła serwisowe Data powstania: I połowa XIX wiekuWłaściciel: Walewski Kazimierz Stanisław (1867-1940)Odzyskane: NIE
Autor / Szkoła / Warsztat: Śląsk lub Czechy Nr karty: 36716 Dział: Szkło Określenie zabytku: Szkła serwisowe Data powstania: I połowa XIX wiekuWłaściciel: Walewski Kazimierz Stanisław (1867-1940)Odzyskane: NIE dzielautracone.gov.pl
Sowieci nie zamierzali zostawić polskiej administracji na Górnym Śląsku żadnych wartościowszych poniemieckich dóbr, chociaż głównie wywozili urządzenia zakładów przemysłowych. Ale zabytki nie były im obojętne; całe wagony wypełniali obrazami, meblami, starymi książkami, porcelaną i tkaninami ze śląskich kamienic, willi i pałaców. Rzadko jednak wiedzieli, co jest naprawdę wysokiej klasy, to miała ocenić działająca na tyłach frontu brygada trofiejna (zdobyczna) Komitetu do spraw Sztuki ZSRR. Na Śląsku szefem takiej brygady został Borys Filippow, dotąd skromny intendent moskiewskiego teatru. Nie spodziewał się tego, co zobaczy w Gliwicach. Wkrótce po przyjeździe zanotował: ,,Wielki komfort. Jeszcze przed miesiącem nie mógłbym sobie wyobrazić, że będę uczestniczyć w wycieczce do kapitalizmu.” Brał z tego kapitalizmu co tylko się dało i wpadło mu w ręce.

Jak major Borys Filippow z Armii Czerwonej skarby kultury ze Śląska pociągami wykradał. I opisał to w pamiętniku

Borys Filippow, podpułkownik Armii Czerwonej, dowódca specjalnej grupy poszukiwawczej skarbów kultury na Śląsku, pisał pamiętnik. Dzięki temu wiadomo, jak tzw. brygady trofiejne wywozily z Gliwic, Zabrza i Bytomia dzieła sztuki i cenne zabytki. Sowieci nie zamierzali zostawić polskiej administracji na Górnym Śląsku żadnych wartościowszych poniemieckich dóbr, chociaż głównie wywozili urządzenia zakładów przemysłowych. Ale zabytki nie były im obojętne; całe wagony wypełniali obrazami, meblami, starymi książkami, porcelaną i tkaninami ze śląskich kamienic, willi i pałaców. Rzadko jednak wiedzieli, co jest naprawdę wysokiej klasy, to miała ocenić działająca na tyłach frontu brygada trofiejna (zdobyczna) Komitetu do spraw Sztuki ZSRR.

Zobaczcie na zdjęciach dzieła sztuki zagrabione na Górnym Śląsku przed Sowietów i Niemców

Na Śląsku szefem takiej brygady został Borys Filippow, dotąd skromny intendent moskiewskiego teatru. Nie spodziewał się tego, co zobaczy w Gliwicach. Wkrótce po przyjeździe zanotował: ,,Wielki komfort. Jeszcze przed miesiącem nie mógłbym sobie wyobrazić, że będę uczestniczyć w wycieczce do kapitalizmu.” Brał z tego kapitalizmu co tylko się dało i wpadło mu w ręce.

W 1995 roku w Niemczech wyszła książka ,,Beutekunst’’ (Łupy kulturalne), autorstwa rosyjskich historyków sztuki pracujących za granicą Konstantina Akinsza i Grigorija Kozłowa. Autorzy dotarli do zapisków Filippowa, który, jak się okazało, wiedział, że najcenniejsze dzieła zostały wywiezione z górnośląskich miejscowości na zachód i ukryte. Ale wciąż pozostawało tutaj wiele skarbów, które go interesowały. Zresztą zgodnie z odgórnym rozkazem, nie miał przebierać, tylko pakować szybko to, co mogło udekorować i wzbogacić sowieckie instytucje. Filippow szukał zwłaszcza starych, oprawionych w skórę książek, których znalazł dużo. Twierdził, że walały się po podłodze, nikt ich nie potrzebował i nikt się nimi nie zajmował. Nie dodał, że właściciele uciekli, a polskich instytucji jeszcze nie było. Co prawda, pojawili się już szabrownicy, ale ci książki raczej omijali. Filippow pochwalił się, że do Muzeum Puszkina w Moskwie wysłał ze ,,swojego” regionu aż 40 tys. najcenniejszych ksiąg.

Przy pomocy kobiet i dzieci pod nadzorem

Brygada trofiejna Filipowa miała bazę w Katowicach, skąd tramwajem dojeżdżała do Gliwic. Były intendent, teraz podpułkownik, nie mógł się nadziwić takiej sprawnej komunikacji. Pisał zaskoczony: ,,Tramwaj jeździł przez miasto i w kierunku granicy. Wsiedliśmy do niego i osiągnęliśmy niemiecką ziemię, jadąc tramwajem. Kto by to pomyślał?”

W skład brygady Filippowa wchodził muzyk orkiestry symfonicznej, dwóch historyków sztuki i kustoszka moskiewskiego Muzeum Nowego Malarstwa Zachodniego. Ona też zostawiła swoje wspomnienia z Gliwic. Przytacza je Leszek Adamczewski w książce ,,Na dno szybu”. Major Natalia Sokołowa pisała: ,,W Gleiwitz spotkałam w hotelu oficerskim swoją brygadę. Codziennie chodziliśmy do magazynu, gdzie donoszono różne przedmioty przeznaczone do wysyłki na moskiewski adres Komitetu do spraw Sztuki. Przy pomocy niemieckich kobiet i dzieci, których pod nadzorem doprowadzono do magazynu, pakowaliśmy dywany, kandelabry, zapełnialiśmy skrzynie przedmiotami z pobliskich dworków.”

Brygada odwiedzała też samodzielnie pobliskie rezydencje, czasem natykała się jeszcze na pojedynczych właścicieli, którzy nie zdążyli uciec z rodziną. Filippow pisał, że zachowywali się tak, jakby już nic nie mogło ich zdziwić. Nie bronili dobytku, a nawet opowiadali o srebrach, porcelanie i książkach, które Filippow pakował do worów. On sam uważał, że ich przejrzał: ,,Znalazłem tylko jedno wytłumaczenie takiego zachowania. Prawdopodobnie najbardziej wartościowe rzeczy zostały schowane w innym miejscu.”

Praca robiła się coraz trudniejsza

Filippow zgarniał jednak tylko to, co widział, jak w sklepie. Nie zawiadamiał NKWD, żeby wycisnęła z właścicieli informacje o ukrytych skarbach, tym się nie zajmował. Zresztą sowieckie władze na początku dość go zbywały. Gdy do Bytomia przyjechał szef Państwowej Komisji Planowania ZSRR Maksim Saburow, Filippow zdołał się z nim spotkać. Ale usłyszał, że najważniejsza jest wywózka wyposażenia fabryk, więc brygada nie dostanie specjalnego samochodu. Saburow zgodził się jednak, żeby w bytomskim hotelu Kaiserhof (obecnie Bristol) Filippow wygłosił dla żołnierzy prelekcję, jak ważne jest rekwirowanie zabytkowych przedmiotów, takich na przykład jak stara księga z ilustracjami wojennymi. Słuchaczom księga się podobała i Filippow dostał samochód. Odtąd mógł zapuszczać się coraz dalej w poszukiwaniu ładnych rzeczy.

Autor / Szkoła / Warsztat: Śląsk lub Czechy  Nr karty: 36716 Dział: Szkło Określenie zabytku: Szkła serwisowe Data powstania: I połowa XIX wiekuWłaściciel: Walewski Kazimierz Stanisław (1867-1940)Odzyskane: NIE

Magazyn DZ. Jak major Borys Filippow z Armii Czerwonej skarb...

Ale to w Gliwicach trafił na skrzypce z napisem ,,Stradivari 1757’’, Stradivarius wykonał najdroższe instrumenty na świecie. Radość była przedwczesna, bo w Gliwicach znalazło się sporo skrzypiec z taką etykietą, dobrych, ale jednak podrobionych. Skarbem za to okazała się rzeźba wybitnego artysty Georga Kolbego ,,Syrena”, którą czym prędzej wysłano do Moskwy. I powoli Filippow musiał się zwijać. Rozumiał, że kradnie z terenu, który przypadł Polsce. W pamiętniku pisał: ,,Praca robiła się coraz trudniejsza, bo Polacy z pewnością protestowaliby, widząc wywożenie skarbów. Nie chcieliśmy, żeby z tego powodu doszło do konfliktów.”

Wywieziono już zresztą ze Śląska kilka pociągów z zebranymi przez brygadę eksponatami. Filipow był niepocieszony, kiedy jeden z wagonów pełen porcelany nagle się wykoleił, a ładunek poszedł w drobny mak.

Kiedy polska ekipa muzealników zebrała się w Katowicach, żeby szukać dzieł sztuki, zastała ogołocone rezydencje. Na przykład pałace w Łubiu i Kamieńcu, gdzie do 1946 roku stacjonowali sowieci, miały też rozwalone ściany i podłogi; żołnierze szukali kosztowności.

Historyk Bogusław Tracz z katowickiego IPN w pracy o Gliwicach twierdzi, że dzisiaj trudno określić, jaka była skala gliwickich łupów, jednak biorąc pod uwagę wielkość przemysłowych willi i przepych okolicznych pałacyków, ilość cennych przedmiotów wywiezionych na Wschód musiała być naprawdę duża. Co z tej góry zabytkowego dobra wziął do własnego domu Filipow? Nie oparł się pokusie. Za najlepszy skarb dla siebie uznał radioodbiornik, który znalazł w piwnicy gliwickiego hotelu. Miał z tego powodu w Moskwie duże nieprzyjemności.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska szkoła w Katarze

Materiał oryginalny: Magazyn DZ. Jak major Borys Filippow z Armii Czerwonej skarby kultury ze Śląska pociągami wykradał. I opisał to w pamiętniku - Dziennik Zachodni

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Ruskie kradli na potege ale amerykanie nie byli lepsi !!! Tez niezle sie oblowili w poludniowych niemczech !!!!!
P
Paul
bardzo ciekawy materiał. jako inną ciekawostkę polecam zobaczyć to video https://cyfrowa.tvp.pl/video/historia-wspolczesna,komunardzi,58350797
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie