Marzęcin, czyli wieś w Lubuskiem, której już nie ma. Tutaj ruiny kryją mroczną historię z 1945 r.

Jakub Pikulik
Jakub Pikulik

Wideo

Zobacz galerię (45 zdjęć)
Kiedyś był tu młyn, remiza strażacka, gospoda... Urokliwa wieś poszła z dymem w 1945 r. Wiąże się z tym mroczna historia śmierci zaledwie 9-letniej dziewczynki. Ślady po wsi są widoczne do dziś, ale zauważy je tylko wprawne oko.
  • Marzęcin to wieś o tragicznej historii. Dziś niemal nie ma po niej śladu
  • Wieś istniała i rozwijała się przez 120 lat. Wcześniej w tym miejscu działała kuźnica
  • W 1945 r. w tragicznych okolicznościach wieś przestała istnieć

Był przełom stycznia i lutego 1945 r., w okolicach Gorzowa trwała ofensywa wojsk radzieckich. Rosjanie nie mieli łatwo. Musieli przedzierać się przez gęste lasy na północ od Gorzowa. Sporo tu wąwozów, w wielu miejscach tereny są podmokłe. Wymarzone miejsce na zasadzkę. Marienspring była cichą, skrytą w leśnych ostępach wsią. Wojenna zawierucha omijała to miejsce szerokim łukiem. To jednak miało się zmienić...

Zanim powstał Marzęcin, istniała tu kuźnica

W 1782 r. Fryderyk II Wielki zdecydował o założeniu tu kuźnicy. Produkowano tu m.in. kartacze, czyli śmiertelnie groźne, odłamkowe pociski artyleryjskie. Zakład wytapiający żelazo z rudy darniowej istniał tu do 1818 r. W 1825 r. dobra trafiły do sprzedaży i kupił je Ernst Gotthilf Rasch i uruchomił papiernię, która z czasem została przekształcona w młyn zbożowy. Dopiero Wtedy powstała nazwa Marienspring, obecnie Marzęcin. We wsi jest źródełko nazwane imieniem córki Rascha - Marii. Źródło Marii istnieje tu zresztą do dziś...

Marzęcin istniał przez 120 lat

Przez 120 lat Marzęcin się rozwijał. Było tu chyba wszystko, czego potrzeba do życia. Powstała gospoda, remiza strażacka, było boisko sportowe, a nawet strzelnica. Na mapach dopatrzeć możemy się też dzwonnicy, szkoły, no i młyna, który istniał w centralnej części wsi. Były tu też dwa cmentarze: nowy i stary. W 1939 r. wieś liczyła 133 mieszkańców.

Przeczytaj też:

Zagłada Marzęcina w 1945 r.

Ale wróćmy do tragicznych wydarzeń z przełomu stycznia i lutego 1945 r. W tym czasie wojska radzieckie opanowywały tereny w okolicy Gorzowa. Czerwonoarmiści wysyłali zwiady, aby przekonać się, co kryją okoliczne lasy. Jeden z takich zwiadów spotkał się z grupą żołnierzy niemieckich, którzy schronili się właśnie w Marzęcinie. Niemcy, nie zdając sobie sprawy z przewagi wroga, zaatakowali rosyjski zwiad. Zabili czterech żołnierzy, ale dwóm udało się uciec. Źródła mówią też o zasadzce, którą niemieckie czołgi urządziły w pobliżu Marzęcina. Hitlerowcy chcieli zniszczyć rosyjską kolumnę pancerną. Choć byli dobrze ukryci, to doszło do zamieszania. Na tyłach Niemców pojawił się pojedynczy, ponoć uszkodzony, radziecki czołg. Niemcy w pośpiechu się przegrupowali, wystawiając się na atak właściwej kolumny wojsk radzieckich. Rozwścieczeni Rosjanie bitwę wygrali. Fakt, że Niemcy chronili się w Marzęcinie i okolicach, przypieczętowało losy wsi. Postanowili doszczętnie spalić wieś.

Relacje mieszkańców Marienspring

Imgarda Käding wydarzenia z 1945 r. opisała w ten sposób:

Przyszło trzech niemieckich żołnierzy. Moja matka powiedziała im, by się szybko wynieśli, ponieważ zaraz nadejdzie rosyjski patrol, który codziennie o tej porze zjawia się we wsi. Na to jeden z nich, który nie miał nawet dwudziestu lat, wyraził się, że oni się nie boją. Poza tym ich jest więcej i są uzbrojeni. Po zjedzeniu chleba żołnierze opuścili dom. Wkrótce potem w dolnej części wsi słychać było strzały

Opisana sytuacja miała miejsce w godzinach przedpołudniowych. Właśnie w tym starciu zginęło czterech rosyjskich żołnierzy, a dwóm udało się uciec. Günter Schmidt wspomina wydarzenia w ten sposób:

Około godziny 13 nadjechały trzy sowieckie czołgi od północnej strony wsi. Dwa z nich stanęły na drodze, a trzeci zatrzymał się po zachodniej stronie Marienspring. Z czołgów wysiedli żołnierze i chodząc do domu do domy rozkazywali ich mieszkańcom, by opuszczali zagrody. Można było zabrać jedynie najpotrzebniejsze rzeczy. Następnie wszystkie domy zostały podpalone. Ludność skierowano na północ (…), a więc tam skąd przybyły czołgi.

Ruiny po zabudowaniach w Marzęcinie stały jeszcze do 1983 r., gdy władze zdecydowały o ich rozebraniu. Od tego czasu dawna wieś powoli, z roku na rok, coraz bardziej wchłaniana jest przez las.

Erika Sommerfeld i jej tragiczna historia

W jednym z podpalonych przez Rosjan domów była 9-letnia Erika Sommerfeld. Nie udało się uciec z płomieni. Dziewczynka zginęła. W Marzęcinie odnajdujemy poświęcony jej obelisk. Został ustawiony w 2007 r. przez uczniów klasy VIb ze Szkoły Podstawowej w Kłodawie. Na obelisku czytamy, że ustawiono go w imię przyjaźni polsko-niemieckiej. Widnieje na nim podobizna dziewczynki i data jej śmierci – 30 stycznia 1945 r. Niektóre źródła podają jednak, że wieś została spalona w lutym.

Tragiczna historia Eriki Sommerfeld porusza do dziś. Pokazuje, jak okrutna jest wojna.
Tragiczna historia Eriki Sommerfeld porusza do dziś. Pokazuje, jak okrutna jest wojna. Jakub Pikulik

Tutaj są pozostałości wsi Marzęcin:

Jak dojechać do Marzęcina?

Do Marzęcina dojechać jest stosunkowo łatwo, chociaż musimy się przygotować na jazdę po brukowej drodze. Dojeżdżamy tu od strony Mironic, poruszając się czerwonym szlakiem rowerowym. Po kilku kilometrach przy brukowej drodze stoi obelisk z drogowskazem do Marzęcina. Skręcamy w drogę leśną. Po kilkuset metrach trafiamy na miejsce. Obecnie stoi tu replika dawnej dzwonnicy, zachowany jest obelisk, poświęcony ofiarom I wojny światowej, spośród których siedem pochodziło z Marzęcina. Na brzegu jeziora zebrano tablice nagrobne z tutejszych cmentarzy, tworząc małe lapidarium. Znicze przy niektórych z nich świadczą, że wciąż ktoś to miejsce odwiedza. Nad brzegiem jeziora jest wiata turystyczna i ławeczki. Wystarczy jednak zboczyć z wydeptanych duktów, aby natrafić na więcej pamiątek po dawnej wsi. Do Marzęcina warto pojechać, gdy na drzewach nie będzie liści. Wówczas relikty dawnej wsi są dość dobrze widoczne.

Przeczytaj też:

Pozostałości zabudowań Marzęcina ukryte są w zaroślach

Tuż przy lapidarium, w lesie, znajdujemy pozostałości po kolejnych nagrobkach. Niektóre są porozrzucane w nieładzie, inne stoją w rzędach. Wyglądają na nienaruszone. Chodząc między krzakami, co chwilę napotykamy na pozostałości solidnych, kamiennych fundamentów przeróżnych budowli. Wystarczy ruszyć nogą w ziemi, aby natknąć się na roztrzaskane dachówki i cegły. Niektóre z nich wręcz wrosły w drzewa, które wyrosły na gruzach dawnej wsi. Miejsce po dawnej wsi do dziś zachwyca swoim urokiem. Marzęcin położony był przy przesmyku między dwoma jeziorami. W tym działał młyn, którego pozostałości możemy znaleźć po dziś dzień. A pobliskie źródło Marii wciąż bije, mimo tragicznych wydarzeń, których było świadkiem...

Polecamy wideo: Opuszczone mauzoleum w Dankowie. Kiedyś było perłą, teraz wygląda jak z horroru.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Witold Banach
6 marca, 20:05, Witold Banach:

Kto to jest homo sovieticus, ano właśnie ten, który napisał ten artykuł. Autor pisze, cyt. "Rosjanie nie mieli łatwo. Musieli przedzierać się przez gęste lasy na północ od Gorzowa". No jak mi przykro, że tak się męczyli, żeby dotrzeć do wsi Marzęcin i ją spalić doszczętnie, paląc przy okazji niewinne dziecko. Przypomnę panu redaktorowi jeszcze na odchodnym, że w świetle późniejszych doświadczeń rychło się okazało, że Armia Czerwona nas nie wyzwoliła, ale podbiła. Tak im się spodobało, że zostali, aż do końca 1993 roku.

Bzdury piszesz człowieku, Niemcy dawno się zmierzyli ze swoją historią, nie wypierali się ani Holokaustu ani sprawstwa II-giej wojny światowej. Widzę, że poseł Mularczyk zamulił ci mózg, a ty nawet nie pokwapisz się, żeby liznąć historii i się douczyć. Sprawy reparacji wojennych zostały rozstrzygnięte na konferencji w Poczdamie (17 lipca -2 sierpnia 1945r.) w myśl tych uzgodnień 15 % reparacji przyznanych dla ZSRR miała otrzymać Polska. Oczywiście Polska nigdy tych pieniędzy nie zobaczyła. "Przyjaciele" nas "wydymali".... jak zwykle. A więc po reparacje Mularczyk powinien się udać do Moskwy. Niemcy się wywiązali.

W
Witold Banach

Kto to jest homo sovieticus, ano właśnie ten, który napisał ten artykuł. Autor pisze, cyt. "Rosjanie nie mieli łatwo. Musieli przedzierać się przez gęste lasy na północ od Gorzowa". No jak mi przykro, że tak się męczyli, żeby dotrzeć do wsi Marzęcin i ją spalić doszczętnie, paląc przy okazji niewinne dziecko. Przypomnę panu redaktorowi jeszcze na odchodnym, że w świetle późniejszych doświadczeń rychło się okazało, że Armia Czerwona nas nie wyzwoliła, ale podbiła. Tak im się spodobało, że zostali, aż do końca 1993 roku.

D
Dingo8

Niemcy dotychczas nie potrafią zmierzyć się z własną historią a szczególnie z historią własnych mordów na Polakach. Kwestia reparacji wojennych obrazuje, że żadnej prawdziwej przyjaźni nie ma a zamiast tego tylko puste gesty i kolejna próba podporządkowania sobie Polski. Żal biednej dziewczynki - lecz ile pomników wystawili Niemcy tysiacom polskich dziewczynek?

Dodaj ogłoszenie