Swoje Polesie mają w sercach

Bożena Bryl 95 758 07 61 bbryl@gazetalubuska.pl
Bolesław Przepióra (od prawej) sztukę plecenia łapci przekazał Wiktorowi Niparko, więc i ta tradycja nie zginie
Bolesław Przepióra (od prawej) sztukę plecenia łapci przekazał Wiktorowi Niparko, więc i ta tradycja nie zginie fot. Łukasz Giniel
- Jak już się musimy czasem pokłócić, to tylko w naszej, poleskiej mowie, bo trudno o barwniejszą - uśmiecha się mieszkanka Białkowa Stanisława Hołowko. W tej wsi poleskie tradycje są bardzo żywe. - Stamtąd pochodzimy, to nasze dziedzictwo - mówi Eugeniusz Niparko.

Od czasu, kiedy Radkiewicze, Kondarewicze, Towpiki i Grzebienie, razem z innymi rodzinami z Petelewa, Rogaczy, Uhlany czy Koszelewa osiedli w Białkowie, minęło dobre 60 lat. Jednak poleskie tradycje trzymają się mocno. - A jakże inaczej? Przecież to nasze korzenie, tam się urodzili dziadowie, ojcowie, a także niektórzy z nas - opowiada Maria Dobryniewska. - Ja miałam trzy lata, kiedy tu przyjechaliśmy, więc stamtąd mało co pamiętam, ale rodzice zadbali, żebym wiedziała wszystko co trzeba i nauczyła się poleskiej mowy - dodaje. - A teraz my musimy przekazywać tę wiedzę naszym dzieciom i wnukom - podkreśla.

A jak się żyło, tam, na Polesiu? - Dla naszych przodków najważniejsza była praca i modlitwa, ale mieli też czas, żeby się spotkać i pośpiewać. No i nie tylko przestrzegano wszystkich świąt, ale jeszcze dokładano do nich po jednym dniu dodatkowo, czyli przyświątku. - Były też zasady, których nikt nie łamał. Ja na przykład do dzisiaj nie zbieram z ogrodu cebuli ani czosnku przed Anną (imienny 26 lipca - przyp. red.). Bo jak się to zrobi wcześniej, to warzywa zgniją - twierdzi Irena Kulczyńska. - Kto nie wierzy, niech sprawdzi - dodaje.

Poleszuki z Białkowa są dumni ze swego pochodzenia. - Jeszcze dzisiaj w wielu domach gwarzymy po swojemu - mówi S. Hołowko.

Większość przesiedleńców z Polesia na początku nie znało języka polskiego i żyło w hermetycznym świecie, trzymając się swoich zasad i tradycji, swojej kuchni. - Ludzie z Cybinki, gdzie chodziliśmy do kościoła, przezywali nas blincami. Od naszych blinów, które do dzisiaj chętnie jadamy - mówi E. Niparko.

- Biliśmy się z Cybinką, bo wielu tamtejszych ludzi miało się za lepszych od nas. Nawet na początku małżeństwa "cybiniaków" z "wieśniakami" były nie do pomyślenia - opowiada z uśmiechem Janina Bryszczuk. - Ale to z naszej wsi wywodzi się wielu lekarzy, nauczycieli, księży, naukowców, bo u nas kształcenie dzieci było najważniejsze. Jeden się w tym ścigał przed drugim - dodaje. - I te dzieci nie wstydzą się swego pochodzenia. Kiedy mogą, przyjeżdżają, pomagają, wspierają - dodaje E. Niparko. - Choćby Wojtek Weryszko. Jest laryngologiem, pracuje we Frankfurcie nad Odrą. Kiedy u niego w klinice pojawi się ktoś z naszych, to leczy go za darmo. A jak przyjeżdża do Białkowa, to bywa, że pół wsi przebada. Chętnie też wspiera nasz białkowski oddział Towarzystwa Miłośników Polesia - dodaje.

- Utworzyliśmy oddział towarzystwa, żeby móc formalnie działać, a pomysłów mamy wiele - mówi jego szefowa Leokadia Szołtun. I zaraz dodaje, że z drugiej strony Polesie promuje wioskę. - Bywamy na różnych festynach z pierogami, tołkanicą i blinami, nasz zespół Kryniczeńka prezentuje poleską muzykę i piosenki - opowiada.

Poleskie specjały stale jeszcze goszczą niemal na co dzień na stołach w Białkowie. Jest wśród nich kumpiak, czyli peklowana, a później uwędzona szynka z kością, żytnie bliny z maczanką - specjalnym, gęstym sosem, tołkanica z ugotowanych i zapieczonych ziemniaków, poleskie pierogi z farszem, którego skład jest trzymany w tajemnicy, a który świetnie smakuje. I w końcu sało - specjalnie przyrządzona i przyprawiona słonina. Tnie się ją na cieniutkie plasterki i kładzie na własnoręcznie upieczony, ciemny chleb.

Białkowski oddział Towarzystwa Przyjaciół Polesia właśnie się urządza w poniemieckim dworku, który udostępniła im gmina. Powstaje tu m.in. poleskie muzeum. - Mamy przywiezione z Kresów różne przedmioty, choćby oryginalną kołyskę, piękne hafty, tamtejsze stroje, a także narzędzia - opowiada I. Kulczyńska. Są też dokumenty, książki. - I ponad stuletni katechizm, z którego uczył się mój dziadek, a potem tata - dodaje kobieta.

W muzeum można zobaczyć poleskie łapcie, bo okazało się, że jeden z mieszkańców Cybinki potrafi je po mistrzowsku wyplatać. Nauczył też tej sztuki 16-letniego Wiktora, syna E. Niparko. - Kiedy usłyszałem, że ludzie w Białkowie budują poleski skansen, to pomyślałem, że zrobię im łapcie, w których się kiedyś chodziło za Bugiem - opowiadał nam w zeszłe lato wtedy 88-letni Bolesław Przepióra.

- Trzeba naciąć pasków z kory łozy, co to teraz nazywacie wierzbą i zaopatrzyć się w deseczki na stelaż - zdradzał. - A potem wystarczy wiedza i trochę zręczności, żeby w godzinkę upleść wygodne obuwie, w którym się nawet chodziło na wojnę - twierdził pan Bolesław. Mówił, że inaczej się robi męskie łapcie, a inaczej damskie. - Te dla kobiet muszą być delikatniejsze, dlatego deseczki są węższe, a plecionka drobniejsza - podkreślał mężczyzna. Opowiadał, że na Polesiu prawie każdy umiał je zrobić. Tę sztukę postanowił zgłębić Wiktor. Pytany o powód twierdził, że robi to dla zachowania tradycji. Uczeń okazał się pojętny. - Radzi sobie z tym całkiem nieźle i już jedną parę łapci zrobił mi w prezencie - podkreśla teraz E. Niparko.

Mieszkańcy budują też we wsi poleski skansen. Powstał już tzw. świronok - drewniany domek na narzędzia i różne sprzęty gospodarskie, którymi posługiwano się na Kresach. Są w skansenie stogi ze snopów z tegorocznych zbóż, zbieranych przy mocy sierpów i słomy. Niedługo stanie chata kryta strzechą. Taka, w jakich mieszkało się kiedyś na Polesiu. Towarzystwo sprowadzi ją z polskiego Podlasia, gdzie jeszcze zachowało się trochę takich domów. - Nasi i przyjezdni będą mogli się tam przespać, jak niegdyś na Wschodzie, w łóżku z wypchanym słomą materacem i posłuchać w nocy pracujących na suficie drewnianych belek - opowiada E. Niparko.

- Robimy to dla naszych dzieci i wnuków, żeby nie zapomnieli skąd przyjechali i jak żyli ich przodkowie. Liczymy też, że nasza wieś stanie się atrakcyjna dla przyjezdnych - podkreśla L. Szołtun.

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
a pan Nipar.. niech zrobi porządek z koniami bo sasiada g*** w koło obsypał
a za te postawione kurniki to nie zła kase trzepie z UE

To nie g**** to nawóz ekologiczny i każdy może robić to samo jeżeli potrafi.
p
polesie to ja grzyby zbier

a pan Nipar.. niech zrobi porządek z koniami bo sasiada g*** w koło obsypał
a za te postawione kurniki to nie zła kase trzepie z UE

e
ela

a może festyn "grzybobranie" bo grzybów u nas nie brakuje i każdy mógł by się pochwalić znalezionym okazem lub potrawa z grzybów

a
amelia

proponuje zorganizować więcej imprez lokalnych we wsi np. dożynki bo jak sami przyznacie ostatni zjazd trochę marnie wyszedł i nie odbił się echem

m
mirek

Dobrze, że przyjąłeś nick polak,bo taki zCiebie "polak"-zmałej litery. Jeszcze dużo musisz się nauczyć.

S
SAS

Serdecznie pozdrawiam Poleszuków z Białkowa,ja też Poleszuk /z pod Pinska a dokładnie z Horodyszcza/ i już wpraszam się na wspaniałe bliny i sało.

p
polak nie gorszy
Ofiary akcji Wisła?
Czy to nie na polesiu mordowano tylu polaków ,ciekawe czy ci z polesa są potomkami ofiar czy katów.

Poucz się "polaku" historii i nie zadawaj głupich pytań.Pomyliłeś miejsca.
m
mistrz Joda
Ofiary akcji Wisła?
Czy to nie na polesiu mordowano tylu polaków ,ciekawe czy ci z polesa są potomkami ofiar czy katów.

Dla ciebie mogą nawet być potomkami samurajów .
p
polak

Ofiary akcji Wisła?
Czy to nie na polesiu mordowano tylu polaków ,ciekawe czy ci z polesa są potomkami ofiar czy katów.

Dodaj ogłoszenie